3/12/2018

Pan Wyposażony | recenzja




Tytuł: „Pan Wyposażony
Autor: Lauren Blakely
Wydawca: Wydawnictwo Editio
Data premiery: 11.01.2018
Ilość stron: 240



Jak człowiek czeka i czeka na tę wiosnę, i doczekać się nie może, a tu jeszcze wpadają potężne mrozy, to na co innego można mieć ochotę, jak nie lekkie i zabawne powieści? Bo niby czasami chciałoby się przeczytać coś cięższego, ale jakoś ciśnienie tak niskie, zmęczenie też robi swoje, i skupić się można jedynie na niezobowiązujących powieściach. Ale co to za frajda, jak trafi się jakaś przyjemna i przezabawna! A tego książce Pan Wyposażony odmówić nie można.


Spencer Holiday jest absolutnie przeuroczym, przezabawnym i niezwykle obrotnym facetem. Razem z długoletnią przyjaciółką, Charlotte, prowadzi kilka knajp. W życiu prywatnym na nudę też nie narzeka, bo, bądź co bądź, jest dość... różnorodnie. Ojciec Spencera, właściciel sieci sklepów jubilerskich przymierza się właśnie do przejścia na emeryturę, a zanim to nastąpi musi dojść jeszcze do podpisania umowy z pewnym bardzo konserwatywnym człowiekiem. Dlatego też prosi swojego syna o zachowanie "wstrzemięźliwości", żeby uniknąć kolejnych plotek na jego temat w tabloidach. Spencer jest bardzo zżyty ze swoją rodziną, bez wahania zgadza się na prośbę ojca. Żeby wszystko uwiarygodnić, wpada na pomysł poproszenia Charlotte o bycie jego tymczasową narzeczoną. Niby to nic takiego, nieraz grali parę, jeśli ktoś podbijał do Charlotte, a ona sobie tego nie życzyła. Tylko czy wytrzymają tydzień? Czy ich przyjaźń przez ten czas nie ucierpi?

To, co absolutnie sprawia, że robi się cieplutko na serduszku, to relacje Spencera zarówno ze swoją rodziną, jak i z przyjaciółką. Jak zżyci są ze sobą, jak pełni szczerych emocji. Tak, Spencer może nie jest idealnym synem, może nie zamierza się ustatkować, ale bez chwili namysłu zgadza się pomóc ojcu. Plusem powieści jest też narracja, która jest w całości prowadzona przez naszego głównego bohatera, a nie choćby na zmianę z Charlotte, dzięki czemu widzimy jak ten śmieszek często czuję się bezradny, zdezorientowany i zupełnie nie ma pojęcia co się dzieje. 

Książkę pochłonęłam na raz i bardzo żałuję, że tak szybko to zleciało. Fajnie by było, gdyby autorka niektóre wątki bardziej rozwinęła, same postaci przedstawiła głębiej, choć 100 stron więcej by się przydało. Wtedy byłoby wręcz idealnie. Choć muszę przyznać, że w porównaniu do innych książek tej rozpiętości i tak autorce udało się sporo przedstawić, sporo w sposób udany. Bo chociaż nie dane jest nam za długo nacieszyć się nie tyle główną dwójką, co postaciami drugoplanowymi, to człowiek zdąży się przyzwyczaić, zżyć z nimi. Dlatego tym bardziej się cieszę, że można się spodziewać kontynuacji, nie bezpośredniej, ale jednak powiązanej z Panem Wyposażonym

To, co urzekło mnie w książce Lauren Blakely to ta pocieszność, te żarty, ale jednak mocno powiązane z troską, z dbaniem o siebie nawzajem, i grubymi nićmi, jakimi te relacje są szyte. I nie chodzi mi tu o metaforę, ale faktycznie o to, jak bliskie sobie są postacie Blakely, jak ze sobą mocno związane. Nie jest to literatura najwyższych lotów, ale jako powieść odprężająca sprawdzi się świetnie. Zresztą, co mi się nie zdarza za często, chętnie wracałam ponownie do lektury, chociaż do fragmentów. Bo ta książka jest taką gorącą czekoladą wśród książek dla kobiet, nie ma szans, żeby choć trochę nie stopiła, nie otuliła przyjemnie emocjonalnie.

egzemplarz od księgarni Taniaksiazka.pl, serdeczne dzięki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz