2/12/2018

Zakochać się na zabój | recenzja





Tytuł: „Zakochać się na zabój
Autor: Max Monro
Wydawca: Wydawnictwo Filia
Data premiery: 31.01.2018
Ilość stron: 511



Macie czasami tak, przy bardzo intensywnych i wyczerpujących dniach, tygodniach, że potrzebujecie chwili oddechu, odprężenia, bo inaczej mózg wam eksploduje z przeciążenia? Więc mówicie sobie, że zrobicie krótką przerwę, taką naprawdę króciutką, chwilę poczytacie i wracacie do roboty. Ale tu się okazuje, że wpadliście w prawdziwą pułapkę, mistrzowską wręcz, bo pięć minut zamienia się w dziesięć, dziesięć w godzinę, a godzina w pięć. Tak właśnie niemal pogrążyłam swój ostatni (i najważniejszy) egzamin na sesji - bo nie mogłam przerwać książki Max Monroe, dopóki jej nie odłożyłam przeczytanej. No dobra, zrobiłam sobie kilka godzin przerwy, ale tylko na sen. Później, zaraz po pobudce, znowu dałam się porwać. 

Zakochać się na zabój miało być dla mnie przyjemną odskocznią, właśnie taką powieścią na odstresowanie się, jednak którą będę w stanie odłożyć i dokończyć w chwili. kiedy faktycznie nie będę mieć naglących obowiązków. Cóż, tak się jednak nie stało, bo kontynuacja Złapać milionera schwytała mnie w swoje macki i nie było szans, żeby się od niej oderwać. Naprawdę się starałam! I żeby nie było, to nie taki tam sobie romans (jakich ostatnio czytam dosyć sporo), niby coś nowego, ale jednak nie. To jedna z przyjemniejszych książek swojego gatunku, jakie miałam okazję poznać. Ale do rzeczy.

Generalnie w Zakochać się na zabój przyglądamy się bliżej bohaterom, których poznaliśmy w poprzednim tomie; najlepszym przyjaciołom Georgii i Kline'a, czyli Cassie i Thatcherowi. Tak jak pierwsza część serii naprawdę mnie zauroczyła; wszystkie kompromitujące i zabawne, ale i urocze sytuacje, zachowania głównych bohaterów sprawiały, że z każdą stroną kibicowałam im coraz bardziej, tak drugim tom pobija poprzedni pod każdym względem. Cassie jest cenioną fotografką, a Thatcher mistrzem od cyferek i innych przyjemnych aspektów. Poznali się jeszcze zanim się właściwie poznali... To jest, ich zdjęć użyczyli sobie Georgia i Kline przy zakładaniu kont na portalu randkowym, dzięki którym po części się spiknęli. Okazało się jednak, że zarówno Cassie, jak i Thatcher cenią sobie humor, walkę na dogryzanie sobie, wytrwałość, ale i oboje chcieliby znaleźć kiedyś "to coś", co trafiło ich przyjaciół. I właśnie przez żarty robione sobie nawzajem rozkręcają własne uczucia, a im dalej w las, tym zabawniej i bardziej wzruszająco.

Zawsze pozytywnie podchodzę do tego typu serii, gdzie w każdym kolejnym tomie zapoznajemy się z kolejnymi bohaterami, którzy w poprzednich częściach grali drugie skrzypce. Tak samo było i przy drugiej książce Max Monroe. Ale, szczerze powiedziawszy, nigdy bym nie pomyślała, że Zakochać się na zabój tak przebije moje oczekiwania, że okaże się tak dobre. Lubię książki new adult i im pochodne, a jeśli bohaterowie są zabawni, humor im dopisuje niemal non stop, to książki wręcz uwielbiam. A tutaj tego pełno. Fantastyczne było połączenie, jakie wytworzyło się między Cassie i Thatchem, jak świetnie się dopełniali, śmiali się, żartowali, wkręcali siebie nawzajem, kiedy trzeba było, a kiedy nastrój robił się poważniejszy potrafili siebie wysłuchać i wsłuchać się jedno w drugie. 

Mimo że książka ma ponad pięćset stron, to szybka akcja, jakieś napięcie nie wylewa się z niej z każdej strony. Wbrew pozorom to dość spokojna książka, głównie o kolejnych żartach, jakie wykręcają sobie bohaterowie, które z czasem przekształcają się w coś poważniejszego. Co nie znaczy, że lektura się dłużyła, co to, to nie. Oderwać się nie można, i to wyjątkowo, a wiem co mówię, bo nieraz, nie dwa w książki się wkręcałam, a nie był to jednak tak zaawansowany poziom "wkręcenia", co przy tej powieści. Jedne z przyjemniejszych motywów, o jakich lubię czytać, to świetna przyjaźń, przekształcająca się w dużo głębsze uczucie, i tutaj o tym możemy poczytać. Osobiście wielką frajdę sprawia mi czytanie historii, jak to przekomarzający się ze sobą przyjaciele, którzy wbrew pozorom mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji, zaczynają do siebie czuć coś więcej. Max Monroe potrafi zaostrzyć apetyt na kolejne powieści wychodzące spod jej pióra. A właściwie, to spod "ich" pióra, bo "Max Monroe", to tak naprawdę tajemniczy duet autorski, do tej pory nie wiadomo, kto się pod nim kryje. Czasami wydaje mi się, że jeśli jest więcej niż jeden autor powieści, to ciężko im się zharmonizować, ale tutaj żadnych zgrzytów nie odczułam. Ba, gdybym nie natrafiła na tę informację po przeczytaniu książki, kiedy wpadłam w fazę przeglądania jakichkolwiek fanartów serii, jakie udało mi się wyszukać, to nadal byłabym przekonana, że ta seria ma tylko jedną autorkę. Naprawdę gorąco polecam książki Max Monroe, z tomu na tom coraz bardziej urzekająco i zabawniej, już nie mogę się doczekać kolejnej części! Takie książki dla kobiet mogę czytać non stop.


egzemplarz od księgarni Taniaksiazka.pl, serdeczne dzięki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz