12/23/2017

Pocałunek pod jemiołą | recenzja





Tytuł: „Pocałunek pod jemiołą
Autor:  Lisa Kleypas
Wydawca: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Data premiery: 28.11.2017
Ilość stron: 200



Nie dało się nie zauważyć tego szumu na blogu i natłoku postów, prawda? A tak całkiem poważnie, to, jak można się łatwo domyślić, grudzień trochę mnie przytłoczył. Zaczęło się zbierać więcej nauki, powyskakiwały inne [nie tylko] drobiazgi i człowiek musiał trochę zwolnić z czytaniem, a jeszcze bardziej z recenzowaniem. Ale nadszedł moment, w którym znów mogę się rozpędzić (przynajmniej na jakiś czas), i nie mogłabym sobie wymarzyć bardziej klimatycznej książki, z jaką miałabym do Was w pewnym sensie wrócić, w przeddzień wigilii, jak Pocałunek pod jemiołą, Lisy Kleypas. Po prostu idealna lektura na święta!

Po zapoznaniu się z historią każdej z Paprotek nadeszła pora na brata dwóch z nich, panien (czy raczej byłych już panien) Bowman, Rafe'a Bowmana. Najstarszy z rodzeństwa, izolowany przez ojca od braci i sióstr, by być lepszym, zdolniejszym, mądrzejszym, choć ojciec nigdy nie okazał aprobaty, nigdy nie zachował się jak prawdziwy rodzic, przypominał raczej oschłego dalekiego krewnego, któremu karaluch wszedł na buta. Rafe nie bacząc na rodzinny interes (z którego i tak ojciec groził mu wydziedziczeniem) dorobił się własnej fortuny, przy okazji zdobywając reputację hulaki i łajdaka, co, choć go kochają, potwierdzają nawet jego własne siostry. Nadchodzi jednak moment, kiedy Rafe zaczyna zalecać się do Natalie, z którą małżeństwo przyniosłoby sporo korzyści. Tylko co w sytuacji, kiedy bardziej niż Natalie w głowie Rafe'a tkwi Hannah, jej dalsza, uboga kuzynka, dama do towarzystwa, aka przyzwoitka?

To było tak przyjemne, lekkie i świątecznie magiczne! I tak szybko zleciała mi lektura, choć tutaj nie ma się co dziwić, książka ma raptem dwieście stron. Bo to jest ten typ powieści, co to wciągnie szybko, poznęca się trochę nad czytelnikiem emocjonalnie i równie szybko go wypluje. Ot, książka na raz, alternatywa dla jakiegoś filmu rozrywkowego czy komedii romantycznej. Bohaterki Pocałunku pod jemiołą w kwestii zachowania tak bardzo przywodziły mi na myśl Tianę i Charlottę z Księżniczki i żaby... Zabawne, jak momentami aż pojawiał mi się w głowie ich obraz, wypowiadających kwestie bohaterek Lisy Kleypas. Natalie, jako słodka, aczkolwiek nie taka głupiutka blondynka, Charlotta, szukająca księcia i twardo stąpająca po ziemi, bardziej ogarnięta Hannah - Tiana. W sumie nawet Rafe by się wpasował... w księcia - żabę, przebojowy, czarujący. Hej, hej! Tu nawet wygląd się zgadza, przy całej trójce, z tego co pamiętam (oprócz ciemniejszej karnacji Tiany i księcia). Ciekawy przypadek! 

Ale wracając do powieści Kleypas. Właśnie z myślą o takim odprężeniu, o książce poruszającej, ale w ostatecznym rozrachunku działającej na czytelnika kojąco, myślałam, zamawiając ten tytuł. Wcześniejsze spotkania z autorką uświadomiły mi, że jeśli potrzebuję czegoś lekkiego, to śmiało mogę sięgać po coś od tej autorki. Jest, hmm..., romans historyczny, ale jednocześnie nie jest głupawo. W sensie, nie zrozumcie mnie źle, jestem zdania, że książka z każdego gatunku może być napisana zarówno wybitnie, jak i tragicznie, nie dzielę powieści na te bardziej wartościowe, bo traktują o epokowych problemach, i na gorsze, bo jakieś denne romansidła. Te "wielkie" gatunki też mogą mieć denne książki! A te pomiatane skrywać perełki. Jak każdy gatunek. Więc, jak na swoje rejony, Pocałunek pod jemiołą spisuje się naprawdę dobrze. Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia, ale cieszy mnie język powieści, że nie ma przestarzałych wyrażeń(?). Nie wiem do końca jak to określić. Niejedna czytana przeze mnie powieść new adult brzmiała komicznie. Bo niby bohaterowie koło dwudziestki, trzydziestki, a zwracają się do siebie jak osiemdziesięciolatkowie. I to nie kwestia czasu akcji, po prostu bohaterów. Może mała rzecz, ale cieszy.

Same postaci Hannah i Rafe'a zdążyłam polubić na tyle, że ze smutkiem się z nimi rozstawałam. Było sarkastycznie, było zabawnie, momentami smutniej, ale była w tym wszystkim równowaga. Widać, że autorka pisać potrafi i że wie, co robi. Tym samym cieszę się z kolejnego "pewniaka", z następnej autorki, po której książki mogę sięgać w ciemno i wiem, że w jakimś stopniu, pod jakimś kątem zawsze będę czerpać z nich przyjemność. Pocałunek pod jemiołą zaczęłam wczoraj wieczorem, a właściwie już nocą, a dokończyłam dziś nad ranem, więc praktycznie na raz książka połknięta. W tym całym zgiełku świątecznych przygotowań, spędzenie kilku chwil wytchnienia z nową powieścią Lisy Kleypas to strzał w dziesiątkę. Bo kiedy czerpie się największą radość z czytania książek, których akcja rozgrywa się podczas świąt, jeśli nie właśnie w świątecznym okresie? To jak zdublowana radość. Dlatego absolutnie polecam tę powieść! Aż naszła mnie ochota na odświeżenie sobie poprzednich tomów, a i przeczytanie pozostałych książek Kleypas...

egzemplarz od księgarni Taniaksiazka.pl, serdeczne dzięki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz