9/22/2017

Zła Julia | recenzja




Tytuł: „Zła Julia
Autor:  Leisa Rayven
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Data premiery: 13.09.2017
Ilość stron: 368



Po nie aż tak długiej, ale jednak, nieobecności chciałabym wrócić z recenzją prawdziwej petardy. Nie z czymś mdłym, dennym, czy tak nijakim, że najbardziej energiczny człowiek by zasnął przy lekturze. Nie z kolejną kalką, z tą samą historią, ze zmienionymi tylko nazwami własnymi. Chciałam żeby to było coś, o czym faktycznie mogłabym się rozgadać, a nie recenzja, którą mogłabym podsumować jednym stwierdzeniem "to już było jakiś tysiąc razy". Czy Zła Julia jest petardą czy książkową pierdołą? Kolejny nużący melodramat czy coś więcej? 

Pierwsza część dylogii mnie rozwaliła. Tak totalnie, na dwie części. Bo tu byłam zadowolona, a tu strasznie zdenerwowana, i to nie tylko dlatego, że nie spodobał mi się tok wydarzeń, że wolałabym żeby coś poszło inaczej. Im więcej czasu od lektury minęło, tym bardziej negatywnie byłam nastawiona do Złego Romea. Przerwać w takim momencie! Nie chodzi o cliffhanger, bo jego jako tako nie było, tylko że fabuła nagle, nielogicznie urwana. Ale pomyślałam, że skoro to tylko dwutomowa seria, a pierwszą część mimo wszystko czytało się błyskawicznie, to sięgnę po drugą. I jak ona wypadła?

Wracamy do historii pełną parą. Znaczy, w momencie, w którym nam przerwano. Ethan próbuje przekonać Cassie, by dała im jeszcze jedną szansę. Nie drugą, kolejną. Facet złamał jej serce niejednokrotnie, uciekał ni z gruchy ni z pietruchy, nie wiadomo co mu odstrzeliło, a teraz znów chce, by ona zaryzykowała kolejną nieudaną próbę. Znaczy, on jest święcie przekonany, że im się uda, że teraz już naprawdę będą ze sobą żyli długo i szczęśliwie. Ale jak uwierzyć człowiekowi, który już tyle razy obiecywał Cassie słodki, trwały związek? Zresztą, czy tylko on ma pozwolenie na posiadanie problemów i na słowo "nie"? 

Podziwiam Cassie, poważnie. Że nie posłała Ethana w najgorszy zakątek piekła, kiedy tylko go spotkała po tylu latach. Że miała siłę w ogóle z nim rozmawiać. Że się trzymała. No, przynajmniej jakiś czas. Drugi, i ostatni już tom, czytało się bardzo sprawnie, płynnie, nie miałam problemów by się wkręcić. To, czy była to książka dobra, to już inna kwestia. Wydaje mi się, że większą część powieści zajmują retrospekcje, wydarzenia z przeszłości, dające nam wgląd w zgrzyty pomiędzy bohaterami z przeszłości. Osobiście wolę jednak śledzić sytuację na bieżąco, a nie, mieć właściwie końcówkę gotową, a dowiadywać się, jak to tego doszło. 

Empatia empatią, ja wiem. Ale gdybym ja była na miejscu Cassie, to Ethan już dawno by zniknął z mojego życia. Zero ciągnięcia znajomości, w razie konieczności przebywania w jednym pomieszczeniu ograniczyć kontakty do służbowych. Ale koniec kolejnych szans. Ktoś popełni błąd, w porządku, mogę pozwolić się poprawić. Ale są granice, są różnice pomiędzy wyrozumiałością a naiwnością. Cassie i Ethan to inny przypadek, u nich się takie gierki sprawdzają i w pewnym sensie podziwiam ich, że nawzajem, koniec końców docierają do siebie. Po prostu takie gierki emocjonalne nie są dla mnie. 

Wydaje mi się, że było lepiej niż przy pierwszym tomie. Tamtego jednoznacznie nie określę, jako zły, on był jednocześnie wciągający i okropny. A może to głównie kwestia postaci. A konkretnie Ethana. Oto przykład, nie pierwszy zresztą, że och i ach z wyglądu nie wystarczy, kiedy charakter tak trudny i upierdliwy, baaardzo ciężki do współpracy. 

Stylistycznie, warsztatowo podpatrując na powieść jest dosyć dobrze. Jak to taka typowa, całkiem nieźle sprzedająca się obyczajówka, new adult. Ale tutaj trzeba mieć ogromną cierpliwość, żeby wytrzymać do końca, żeby nie przerwać przez "Ethana z przeszłości". Więc moja opinia na temat Złej Julii, jak i dylogii ogółem, jest dość dwuznaczna. W każdym razie teraz, kiedy już mam oba tomy czuję się zdecydowanie usatysfakcjonowana. Jeśli kupujecie, wypożyczacie Złego Romea, bierzcie od razu drugi tom, bo to może trochę zmienić wasze odczucia. Ja na przykład byłam wściekła, że nie mam kontynuacji, a teraz, gdy historię mam zamkniętą, jestem już spokojniejsza. Kończąc już, dylogia Leisy Rayven to kawałek baaardzo emocjonalnej literatury, burzącej krew w żyłach. Z pewnością nie pozostaniecie obojętni na Złego Romea i Złą Julię. Albo pokochacie te powieści albo zapałacie szczerą niechęcią. Albo to i to.

Za książkę dziękuję za wydawnictwu :)

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz