8/12/2017

Zdrajca tronu | recenzja





Tytuł: „Zdrajca tronu”
Autor:  Alwyn Hamilton
Wydawca: Czwarta Strona
Data premiery: 05.07.2017
Ilość stron: 560




Temperatury rodem z powieści Alwyn Hamilton nie ułatwiają ani czytania, ani recenzowania. Wieczorne godziny i nadal parno. Jeśli miałabym wybierać, wolałabym wieść życie wśród Eskimosów niż na pustyni. Ale trzeba sobie radzić, plus kontynuacja Buntowniczki z pustyni okazała się na tyle dobra, że jestem zdeterminowana przemęczyć się, nagłówkować nad recenzją i opowiedzieć wam o tej książce. Bo na rozgłos sobie zasłużyła, i to ten pozytywny. A dlaczego?

Amani stała się częścią rebelii. Popiera Księcia Buntownika i jest skłonna do poświęceń w imię sprawy, której celem jest osadzenie na tronie prawowitego następcy. Jednak ratując obywateli swego kraju rebelianci natrafiają też na niejednego takiego, który chętnie by ich wydał, choćby dla odrobiny pieniędzy czy satysfakcji. Nie są w stanie przewidzieć działania każdej osoby, czy rzeczywiście są za rebelią czy tylko udają. I tak za sprawą pewnego osobnika buntownicy zmuszeni są do opuszczenia obozu, a w wyniku ucieczki Amani ląduje w sercu Miraji, pałacu, pod okiem największego wroga, samego Sułtana. 

Zacna kontynuacja, naprawdę udana. Czy jest lepsza od poprzedniczki? Dość ciężko mi to stwierdzić jednoznacznie, obie części cenię za inne sceny, aspekty. W pierwszym tomie mieliśmy ucieczkę, podróż Amani i Jina jako ten trzon fabuły. W Zdrajcy tronu skupiamy się na rebelii, na wyskokach buntowników, na intrygach i walce o przeżycie w jaskini lwa. Nie powiem, żeby to kontynuacja była moją faworytką, bo było w niej mniej Jina niż w pierwszej części, a to jest zdecydowanie mój ulubiony bohater z wykreowanych przez autorkę. Jak tak się zastanawiam na oboma książkami, to po tej pierwszej miałam większy mętlik w głowie, nie mogłam się  z niej otrząsnąć, z tego, co pamiętam, dorobiłam się solidnego kaca książkowego. Druga wywarła na mnie spore wrażenie, ale już mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać po autorce, więc nie było ciągłego szoku, nie było takiego efektu wow. Niemniej jednak to wciąż solidna porcja młodzieżówki z elementami fantasy, po prostu to nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Alwyn Hamilton, gdzie jednak mogłam tylko zgadywać, co autorka przygotowała.

Jeśli chodzi o świat przedstawiony, to tym razem mamy okazję podziwiać wnętrze pałacu Sułtana. Brakuje co prawda bardziej rozwlekłych opisów, ale akurat na to nie mam najmniejszego zamiaru narzekać, bo zdecydowanie jestem bardziej fanką pędzącej akcji i dialogów, aniżeli długich opisów. Wciąż mamy do czynienia z cudowną pustynią (cudowną, bo na papierze, normalnie wolę zimne sfery), z arabskimi klimatami, gorącem środowiska i napiętą atmosferą. 

I pochwała za coś, czego tak często się czepiam, bo tylu autorów nawala! Alwyn nie zgubiła w kontynuacji postaci. Wiecie, jak to czasami (a nawet często) bywa, dostajemy zarys postaci, może troszkę więcej, a później to wszystko zanika, działania podejmowane przez bohaterów przeczą samym charakterom postaci, wszyscy zlewają się w jedną ciepłą kluchę. A tu nadal mamy do czynienia ze zdeterminowaną Amani, z ciętym językiem i hartem ducha, nadal mamy przeboskiego Jina, który nie musi w każdej sekundzie eksponować klaty albo wtrącać chamskich półsłówek, by wszyscy byli zgodni rzucić się za nim w ogień. Ogółem od samego początku serii wprost uwielbiam relację Amani i Obcego Księcia, wciąż coś się dzieje, wciąż są emocje, a nie postępujące skluchowacenie i przemiana w nudny związek. W pierwszej części była pewna scena, w której Amani tak się zdenerwowała, że aż ja to poczułam, i dosłownie kilka sekund przed tym, jak moje oczy dotarły do zdania z jej ręką lądującą z plaśnięciem na policzku Jina, pomyślałam, że właśnie taka reakcja powinna się pojawić. W Zdrajcy tronu było podobnie, błyskawicznie wzrastało napięcie, była szybka decyzja i bum! Małe, a tyle przyjemności dostarczało. Ale nie tylko oni tworzą tę powieść, i pozostali bohaterowie byli całkiem dobrze wykreowani, chociaż autorka mnie nie zaskoczyła, że ta, a nie inna osoba zdradziła.

Przy premierze Buntowniczki z pustyni był ten wielki szum na powieści z motywami pustyni, arabskie, indyjskie klimaty. Ani tom pierwszy, ani drugi może nie powala oryginalnością, autorka nie wpadła na coś super odkrywczego, ale tak udało jej się wykorzystać koncept, by bez trudu kupić czytelnika. I ten styl pisania Alwyn, prosty w odbiorze, ale jakże przyjemny, jak to się błyskawicznie pochłania! Ostatnie kilka dni było dla mnie dosyć kiepskie, nie czułam się specjalnie na siłach, ani nie miałam wielkiej ochoty na czytanie, a tu proszę, 560 stron przeczytane w niecałe trzy dni! Niemalże dwieście stron więcej niż u poprzedniczki, a równie chętnie pochłaniałam kolejne rozdziały, nic mi się nie dłużyło.

Ostatnio coraz częściej uwiera mnie wielki hype na jakiś tytuł, wcześniej jak sobie był, to był, ale teraz, jak słyszę, że książkę wychwala każdy, to jakoś coraz mniejszą mam ochotę na jej przeczytanie. Od premiery Zdrajcy tronu minął już ponad miesiąc, więc szum nieco opadł, ale nawet gdybym sięgnęła po tę pozycję w punkcie kulminacyjnym jej promowania, to już po paru rozdziałach niczym bym się nie przejmowała, bo właśnie wtedy totalnie się wciągnęłam, długo nie trzeba było czekać. Reasumując, wydaje mi się, że książka utrzymuje poziom, nadal zapewnia solidną rozrywkę i czyni czytelnika głodnym kolejnej części. Zdecydowanie polecam!

Książkowa nowość od księgarni Taniaksiazka.pl, serdeczne dzięki!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz