8/14/2017

Woda, która niesie ciszę | recenzja




Tytuł: „Woda, która niesie ciszę
Autor:  Brittainy C. Cherry
Wydawca: Wydawnictwo Filia
Data premiery: 21.06.2017
Ilość stron: 432




Niewielu jest ludzi, którzy potrafią złamać mnie na milion różnych sposobów i pokazać dwa razy więcej możliwości na odbudowanie się. Zapomnijcie o wszystkich swoich ulubionych autorach i autorkach, którzy łamią wam serca swoimi powieściami, nikt nie potrafi tak człowieka sponiewierać i jednocześnie uczynić go szczęśliwym, jak absolutnie fenomenalna i niesamowicie wrażliwa Brittainy C. Cherry.

Przysięgam ta kobieta robi ze mną, co chce. Ona tworzy tak piękne historie, tak złamane, ale z tyloma uśmiechami, z tak potężną dawką nadziei. I siły. Wciąż się trzęsę po lekturze Wody, która niesie ciszę. To nie jest normalne, żeby zbitek papieru z jakimiś znakami graficznymi doprowadzał człowieka do tylu wzlotów i upadków, żeby dostarczał tyle emocji. Zachwycałam się już tutaj parę razy nad Mią Sheridan, nad całą gamą emocji, potężnym bólem i niewyobrażalną ulgą w jej powieściach. Ale Brittainy C. Cherry w małym paluszku ma umiejętności tysiąca takich Mii.

Maggie May była radosną dziewczynką. Właściwie, to jest to spore niedopowiedzenie. Była tak rezolutnym, gadatliwym dzieciakiem, wszędzie było jej pełno, że i bez otwierania buzi doprowadzała Brooksa do szału. Jeszcze zanim zaczęła planować ich ślub. Ale w dniu, który obwieściła próbą generalną ślubu Maggie May była świadkiem czegoś strasznego. Czegoś, co zabrało jej głos.

To, że przeczytam tę książkę było pewne, pozostawała tylko kwestia czasu. Jak tak sobie mniej więcej spisywałam kolejność książek do czytania, to nie umieszczałam Wody w czołówce, nie czułam potrzeby, by ją przeczytać natychmiast. A gdybym tylko przypomniała sobie porządnie, co ta autorka robiła ze mną swoimi poprzednimi książkami, że jej powieści to nie tylko świetna lektura, ale i kopniak w serce, głowę, wszystko...

Kocham tę książkę za wszystko. A jakby autorce było mało miłości, jaką sobie zapewniła historią Maggie May i Brooksa, to rozwaliła mnie jeszcze "dodatkiem", krótką historią z życia wziętą. A myślałam, że nie jestem w stanie bardziej uwielbiać tej powieści. 

Wszystko zaczyna się, kiedy Maggie ma kilka lat i przeprowadza się z ojcem do nowej rodziny; Katie i jej dzieci, syna Calvina i córki Cheryl. Tworzą naprawdę wspaniałą całość. Już pierwszego dnia w nowym domu Maggie poznaje kolegę jej przybranego brata, Brooksa. 

Przez część powieści zastanawiałam się, czemu na okładce jest facet z brodą chociaż czytam o nastolatkach. Jakby ktoś był w trakcie czytania i się zastanawiał - spokojnie, na czytanie o dorosłych bohaterach też przyjdzie czas. Sęk w tym, że nieważne, czy przyszło mi czytać o dzieciństwie Maggie May i Brooksa, czy kiedy mieli kilkanaście lat, czy już o dorosłych - za każdym razem było po mnie. Przedstawienie mentalności bohaterów, tego, co odczuwali, jak to się miało w stosunku do innych, jak wiele widzieli - to jest po prostu mistrzostwo Cherry. Przepełniona emocjami, realizmem, poświęceniem. Ta kobieta ma dar do pisania jakich mało.

Uwielbiam wplecenie Pottera do jej powieści. To jest zawsze tak subtelne, tak urocze, nie niczym jakaś nachalna promocja, kupienie sobie uwagi czytelników i ich sympatii. Nie. Po prostu zawsze jest pokazane, jak wiele ta seria znaczy dla bohaterów, przez co przebija, ile ona znaczy dla samej autorki. Każde słowo, jakim posługuje się autorka, każde zdanie, wszystko jest absolutnie w punkt. Ona zawsze wie, jak pokazać serce całej książki.

W powieściach new adult, young adult, obyczajówkach, etc., są pewne, jak to nazywam, "tanie chwyty", żeby wydobyć z czytelnika żal, współczucie i ogółem miłość do powieści. (Co dla mnie momentami podchodzi pod manipulację). Jakieś wielkie dramaty, ale takie naprawdę graniczne; rak głównego bohatera, czy u kogoś mu bliskiego, śmierć, gwałty, terrory, gnębienie, fizyczne/psychiczne znęcanie się, dosłownie wszystko, co, teoretycznie, ma wywołać reakcje "o jeju jeju, jaki/a biedny/a!". Zauważyłam to już wielokrotnie, gdzie autorzy ani stylistycznie nie powalają, ani to, co chcą przekazać nie jest dopracowane, czy w ogóle warte uwagi. Stylistycznie, fabularnie wszystko leży, ale BUM, rzucą hasło "rak" i już każdy ma się zachwycać. Ale nie u Brittainy C. Cherry. Jej proza to istne cudo pod względem treści, pod względem stylu pisania i dopracowania wrażliwości. Ona nie potrzebuje sięgania po tragedie, ona potrafi najprostszymi życiowymi "dramatami" rozwalić czytelnika na łopatki, nie łapiąc za kark i nie zmuszając "patrz, czytaj, lituj się"; wszystko jest delikatne jak piórko, "spójrz, jeśli chcesz, on/a też cierpi".

Trzęsło mną po lekturze. Dosłownie ręce mi chodziły, cała się trzęsłam, jakby ktoś mnie podpiął do prądu. Bohaterowie, ich historia, historia autorki - doceniam tak mocno. To jest ten typ powieści, gdzie nawet nie patrzę na numerację stron, gdzie nie sprawdzam, ile do końca rozdziału. Czasami gdy książka mnie porywa, to mimo wszystko jestem obecna w świecie realnym. Przy książkach Cherry ja całkowicie daję się porwać, to nie jest już czytanie, to jawne halucynacje, od których nie potrafię się oderwać, wciąż przyczepiona do historii. 

Uwielbiam, doceniam, szanuję mocno. Maggie May Riley za walkę, nawet w tych najcięższych chwilach. Brooksa za nieustanność. Ich oboje za wspieranie się, bycie siłą dla siebie nawzajem. Calvina i Cheryl, tatę Maggie i Katie, za bycie rodziną. Panią Boone za bycie najbardziej uroczą i kochaną wrociółką Maggie. I przede wszystkim autorkę, za podzielenie się z czytelnikami swoją historią, częścią samej siebie.

Wszyscy jesteśmy Maggie May.

Książkowa nowość od księgarni Taniaksiazka.pl, serdeczne dzięki!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz