8/05/2017

Fałszywy pocałunek | recenzja





Tytuł: „Fałszywy pocałunek”
Autor:  Mary E. Pearson
Wydawca: Wydawnictwo Initium
Data premiery: 03.08.2017
Ilość stron: 544



Jak w łatwy i skuteczny sposób zaaplikować w czytelnika zabójczego mindfucka, niepostrzeżenie - panie i panowie, poznajcie pomysłodawczynię, Mary E. Pearson! Jak to tak, przecież to niemożliwe! Yhy, a jednak, jest ktoś, kto potrafi was totalnie rozbroić, kto zawodowego Sherlocka zmieni w miernotę-Andersona, i to bez najmniejszego wysiłku, bo wie, że mimo usilnych starań, wasze wysiłki spełzną na niczym. Bo zastosuje coś, czego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Przed sięgnięciem po jakąś książkę staram się raczej unikać recenzji, ewentualnie zapoznaję się z krótkimi opiniami zapełnionymi farmazonami. Często nawet nie czytam opisu z okładki, bo każdy, nawet najdrobniejszy i najbardziej oczywisty fragment lubię poznawać sama, poprzez lekturę. W przypadku Fałszywego pocałunku pooglądałam jednak recenzję Wybrednej Marudy; to jeden z  tych kanałów, które oglądam dla osoby, a nie poszczególnych, wybranych, interesujących mnie tytułów przesyłanych filmików. Więc i tę recenzję obejrzałam. Oprócz zapoznania się z opinią WM stało się coś jeszcze. Byłam zaintrygowana powieścią, zastanawiałam się co to tam autorka nawyprawiała, zatem włączyłam swój sherlockowy zmysł, nastawiłam się na tryb ultra czujny i wzięłam się za lekturę. Obiecałam sobie, że na każdy podejrzany i nie tylko aspekt będę zwracać uwagę. I mimo to, mimo, że razem z WM kochamy Sherlocka i dedukcję i całe to wszystko, poległyśmy. Krótko mówiąc, Mary E. Pearson nas wyrolowała!

Jeszcze pokrótce o fabule. Siedemnastoletnia księżniczka Lia, Pierwsza Córka domu Morrighan ma wyjść za księcia Dalbreck. Zaaranżowane małżeństwo ma być przypięczętowaniem sojuszu niezbyt ze sobą zaprzyjaźnionych państw, które w obliczu większego niebezpieczeństwa postanowiły się zjednoczyć. Jednak Lia pragnie małżeństwa z miłości, nie chce wychodzić za jakiegoś starego obrzydliwca, jak jej matka, którego ani razu na oczy nie widziała. Postanawia więc uciec w dniu swego ślubu, w czym pomaga jej służąca, Pauline, która z czasem staje jej się droga niczym rodzona siostra. Ukrywają się w Terravinie, małym miasteczku (czy też większej wsi), położonym o dziesięć dni drogi od zamku. Terravin nie jest pozbawiony wad, Lia o tym wie, ale mimo wszelkich ułomności, życie tam, jako zwykła dziewczyna, zarabianie na siebie wydaje jej się o wiele lepszą alternatywą. Któregoś dnia do wioski przybywa dwóch młodych mężczyzn, jeden, z zamiarem zabicia księżniczki, wysłannik barbarzyńskiej krainy, i drugi - książę, niedoszły małżonek Lii, ten właściwie sam nie jest pewien swoich zamiarów. Oczywiście dziewczyna nie wie o prawdziwej tożsamości żadnego z nich. I tu zaczyna się prawdziwa jazda.

Jak tak można wykiwać człowieka? Bez najmniejszego wysiłku, śmiejąc się w oczy czytelnikowi z bezsensownej, bezowocnej próby dedukcji. To przecież w najśmielszych snach nie przeszłoby mi przez myśl, a jednak, kiedy już się dowiedziałam o zabiegu autorki, jest takie logiczne. No ale kto by pomyślał, że coś takiego może się wydarzyć? W sumie autorka aż tak dużo się tu nie napracowała, to sam czytelnik popełnia większość błędów. Bo autorka nie kłamała, nie podejmowała się oszustw i jakiejś nieszczerości, to wina tylko i wyłącznie odbiorcy. A autorka teraz siedzi w kącie i śmieje się do utraty tchu.

Fenomenalna powieść, zaskakująca niewyobrażalnie po prostu  n i e s a m o w i t a. Spodziewałam się, że to będzie całkiem niezła pozycja, bo, hej, szósty zmysł książkoholika, wyczuwający super kąski, ale nie wiedziałam, że zostanę wgnieciona w fotel. Jestem pod wrażeniem już samej akcji powieści, a sam zabieg autorki po prostu mnie dobił. Genialne. 

Wciąż się łapię za głowę, jak autorce udało się mnie tak niepostrzeżenie wyprowadzić w maliny. Ja już byłam pewna swoich odczuć, co do akcji, co do fabuły, bohaterów, miałam swoje podejrzenia co i jak się potoczy, a tu nagle BUM, wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, o 180 stopni. Ta książka aż się prosi, żeby przeczytać ją jeszcze raz. Poważnie, mam teraz taki mętlik w głowie, że chyba właśnie tak zrobię. I oczywiście chcę kolejny tom, jak najprędzej! Jak tak dalej pójdzie, jak będę natrafiała na same tak fenomenalne powieści, to chyba nie dożyję końca wakacji, zbyt wiele emocji.

Za rollercoaster dziękuję wydawnictwu :))))))))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz