7/28/2017

Żerca | recenzja






Tytuł: „Żerca”
Autor:  Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawca: W.A.B./GW Foksal
Data premiery: 10.05.2017
Ilość stron: 496




Co. To. Było. Przed przeczytaniem tej recenzji w całości skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą, gdyż każde kolejne zdanie może grozić twojemu życiu lub zdrowiu (zawały, udary, szok, niedowierzanie, etc.). Tak, ta recenzja może wyjść nielogicznie, chaotycznie i w ogóle beznadziejnie, ale weźcie, proszę, pod uwagę to, że w przeciągu ostatnich kilku dni przeczytałam wszystkie wydane dotychczas tomy cyklu Kwiat paproci, więc to tak, jakbym była na potrójnym książkowym haju. Nie miałam czasu na poradzenie sobie z wrażeniami po lekturze poszczególnych części, bo już pędziłam do kolejnej. Bo jakbym pozwoliła sobie na analizowanie wrażeń po każdym tomie wpadłabym w jakiś trans i nie potrafiłabym zabrać się za cokolwiek przez najbliższe kilka[naście] dni. Więc tak, będzie dzisiaj emocjonująco!

Zapowiadała się istna sielanka. Gosława z pomocą Mieszka pozbyła się szalonej martwej eks władcy Polan, najgorsze problemy, zdaje się, za nimi, nic tylko cieszyć się sobą i skakać przez ognisko! Wszystko byłoby okej, gdyby Mieszko nie zniknął, nie musiał sobie "poukładać" pewnych spraw. Jeszcze jakby się odzywał, dzwonił, pisał listy, czy wysyłał chochliki-posłańców do Gośki, ale nie, on przepadł jak kamień w wodę! Nawet na pogrzeb Mszczuja się nie pofatygował. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, a o Mieszku tak cicho jak było, tak jest nadal. I co taka rozhisteryzowana, rozmemłana psychicznie i emocjonalnie dziewczyna ma o tym wszystkim sądzić? Jak ona ma się zachować? W dodatku Jaga próbuje wyswatać ją z nowo przybyłym do Bielin żercą - Witkiem. Jakby tego było mało sam Swarożyc chce osaczyć Gosię, niby bóg, a taki ślepy, myśli, że zrobi z niej drugą Ote!

Po trzystu-czterystu stronach można przyzwyczaić się do bohaterów, zżyć się z nimi. To co się dzieje po jakichś 1300? Trzy tomy w około tydzień. Bez jakiejkolwiek powieści czytanej pomiędzy kolejnymi częściami Kwiatu paproci. To jak książkowa wersja serialu w głowie. Mogę się założyć, że działanie powiązane z grzybkami halucynkami od Baby Jagi, pewnie obie z autorką to uknuły. I jak ja mam się tu wypowiedzieć poprawnie?! 

Świat przedstawiony. Jak ja się cieszę, że autorka postanowiła oprzeć fabułę na mitologii słowiańskiej! Tak naprawdę dopiero przy tej serii zdałam sobie sprawę, jak wielkie możliwości z góry są ignorowane przez pisarzy. Bo mitologia grecka, bo rzymska, egipska, hinduska czy jeszcze inna. A przecież Polska też ma wspaniałe dziedzictwo kulturowe, nic tylko korzystać! Naprawdę, cudze się chwali, a swojego nawet nie zna. Super, że ta seria aż ocieka słowiańskością, super, że autorka tyle potrafi wyciągnąć z mitologii, tyle wykorzystać w swoich książkach, i to tak umiejętnie. 

Fabuła. Nie wiem, czy to już przez zmęczenie, przez narzucenie sobie szaleńczego tempa czytania, ale pierwsza połowa Żercy jakoś mi się dłużyła. Znaczy, wciąż czerpałam wielką przyjemność z lektury, wciąż było to coś, ale nie mogłam się doczekać, aż akcja wskoczy na wyższe obroty i Gośka dalej wpakuje się w jakieś tarapaty, a przy okazji wplącze wszystkich bliskich i nie tylko. Im bliżej końca było, tym bardziej chciałam przedłużać lekturę (choć wychodziło na to, że czytam coraz szybciej), jakoś wyczarować kolejne sto, dwieście stron (mimo że i tak ten tom jest najdłuższy, jak na razie). Obyło się bez większych zaskoczeń, bo tak naprawdę byłam od początku tematu pewna, kto morduje boginki i nie tylko, podejrzewałam też, że akurat to i tamto może się przytrafić głównym bohaterom. Co nie zmieniało faktu, że sama zaczęłam zachowywać się po wariacku - tak jak i oni - impulsywnie; martwiłam się, szalałam, śmiałam w najmniej odpowiednich momentach. I ja wiem, że końcówka jest w pewnym sensie druzgocąca, ale co ja poradzę, za każdym razem jak o niej myślę, to się śmieję lub przynajmniej chichoczę. Takie to moje pokręcone poczucie humoru. 

A jak już jesteśmy przy tym. W tylu przypadkach już się przejechałam, że jaka to powieść niby zabawna, że koń by się uśmiał, heheszki i tak dalej - że przyznaję, bałam się, czy tak wspominany humor w twórczości Katarzyny Bereniki Miszczuk będzie tym, który mnie rozbawi, a nie zirytuje lub w ogóle nie wywoła żadnej reakcji. A tu autorka trafiła w punkt. Po prostu geniusz. Uwielbiałam sytuacje kiedy, przykładowo, Gośka nie chciała wyjść na totalną ignorantkę, myślała, że to czy tamto zioło ma niesamowite właściwości, już zaczęła snuć teorie spiskowe na ich temat, a tu Jaga wyskakuje z jakimś banałem i patrzy na nią, zastanawia się czy aby na pewno jest zdrowa na umyśle. Nawet w tragicznych sytuacjach ja odnajdywałam ten humor (albo to już moje sadystyczne ciągoty się ujawniały), mimo że waliło się i paliło działo się coś, co mnie rozbawiało. 

Bohaterowie. Jaga. Po prostu... Geniusz i władca całych Bielin. Co ja mówię, całej serii. Gwiazda wszystkiego no.1. To, jak nieraz gasiła Gośkę, jak w ten zabawny sposób się z niej nabijała, albo karała ją, kazała przekopać to czy tamto. A Gośka i Mieszko? Ja wiem, oni są nienormalni. Ale obydwoje siebie warci, i w jakiś chory sposób (chory-zabawny) się uzupełniają. Dlatego też czułam swego rodzaju pustkę, kiedy nie było Mieszka. Im bliżej końca powieści, tym bardziej byłam przerażona, niby tutaj wszystko ładnie, pięknie gra, ale niepokój rósł, co ta autorka teraz im nawrzuca. Co wyszło, to wyszło, szczerze liczę na happy end w kolejnym, ostatnim tomie. Ja wiem, że przy nich najcierpliwszej osobie na świecie mogą puścić nerwy, ale, kurczę, szkoda ich! Tacy pocieszni są. 

Proszę państwa, to jest towar na eksport pierwsza klasa! Ja nie wiem, jak ja to zrobię, ale będę musiała nacieszyć się czwartym tomem. Bo tu przeczytałam trzy na raz, a teraz został tylko jeden. Już tęsknię za brakiem refleksu i umiejętności poruszania się na dwóch nogach Gośki, czy burkliwym Mieszkiem (którego nadal nie ogarniam, który normalny człowiek tak się zachowuje?), za Jagą i jej odpowiedziami na wszystko. No fajnie, teraz pozostaje mi w oczekiwaniu na Przesilenie (tak, już znamy tytuł czwartego tomu) przeczytać serię diabelsko-anielską tej autorki, która już od dawna czeka na półce na swoją kolej. Przynajmniej teraz mogę być spokojna, że stylistycznie, językowo i w kwestii humoru się nie zawiodę. A co do treści to się zobaczy. 

Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po serię Kwiat paproci, to jak najszybciej powinniście to nadrobić. Mówi wam to osoba, która w ostatnich miesiącach przeczytała więcej książek polskich autorów niż przez wcześniejsze kilkanaście lat życia. Więc jeszcze raz serdecznie polecam te powieści, polecam trzeci tom, bo trzyma poziom (a może i podwyższa poprzeczkę); mam ochotę klaskać w dłonie, rozsypywać zioła wokół mnie i rozpalić ognisko. Koniecznie poproszę kiedyś takie spotkanie autorki z czytelnikami, na wzór szeptuch i żerców (a przynajmniej w kwestii legalnej), to by było coś!

Za książkę dziękuję wydawnictwu W.A.B.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz