7/12/2017

Przyszłość Violet i Luke'a | recenzja




Tytuł: „Przyszłość Violet i Luke'a
Autor:  Jessica Sorensen
Wydawca: Zysk i S-ka
Data premiery: 12.06.2017
Ilość stron: 237




Zrobiłam sobie przerwę między skończeniem książki, a napisaniem jej recenzji, co, jak się okazało, było fatalnym pomysłem. Teraz już wiem, że choćbym nie wiem jak chaotycznie brzmiała, o tak emocjonalnych powieściach powinnam pisać niezwłocznie po lekturze. Nie chodzi o to, że zapominam o czym chciałabym napisać, przy takich książkach się nie zapomina, one jak raz wryją się człowiekowi w pamięć, tak zostają na długo w głowie; nie, myślałam, że jak zaczekam, recenzja będzie bardziej stabilna, bardziej konkretna, na spokojnie będę mogła ją ocenić. Ale okazało się, że mimo upływu kilku dni od lektury emocje wciąż się we mnie kotłują.

Książki Jessiki Sorensen czytałam w dość pokręconej kolejności. Najpierw pierwszy tom, później trzeci, bo stwierdziłam, że skoro tyczy się innej pary, to drugi mogę pominąć, nadrobić kiedy indziej, następnie zabrałam się właśnie za Przyszłość Violet i Luke'a, a na koniec zostawiłam tom drugi, kontynuację historii Callie i Kaydena. I wydawać by się mogło, że taka kolejność pomiesza mi wszystko, ale tym, co, a właściwie kto namieszał czytelnikowi w głowie wciąż przodowała autorka, jej styl, jej "sposób na czytelnika". "Wow" w czystej postaci.

Przyznaję, że trochę zaryzykowałam, bo nie przypominałam sobie początku historii Violet i Luke'a, poszłam więc trochę w ciemno, ale już po kilku stronach wszystko do mnie wróciło, cały huragan emocji, cała bolesna przeszłość bohaterów. I znów wiedziałam, choć to były pierwsze strony, że tę książkę pochłonę na raz. I nie pomyliłam się. 

Popatrzcie na ilość stron tej książki. Drobinka. A tak pełna wrażeń, tak rozbijająca na drobne kawałki serce czytelnika. Niepozorna, ale dokopać emocjonalnie potrafi. Powiedzcie mi, jak coś tak drobnego, coś, gdzie więcej jest o samej więzi między bohaterami, niż o wydarzeniach dziejących się wokół nich, może skrywać w sobie tyle mocy. Niektórzy autorzy w książkach mających około pół tysiąca stron nie umieją zawrzeć takiej dawki emocji, jaka pojawiła się tutaj.

W powieści nie dzieje się wiele "zewnętrznie", dokoła naszych postaci, ale już "wewnętrznie" trwa istne tornado i zawarcie tego w tak cienkiej książce musiało być nie lada wyzwaniem dla autorki. Któremu notabene sprostała.

W skrócie o fabule; Luke i Violet spotykają się przypadkiem u Geraldsona, Luke chce wygrać kasę w pokera, a Violet wysłana z towarem przez Prestona ma zachęcić Geraldsona do zostania stałym klientem. Tyle że Luke nie gra fair i robi sobie nowych, poważnych wrogów. Ma niewiele czasu, żeby zdobyć kilka tysięcy i spłacić dług. W wyniku podjętych decyzji rusza do wujka do Vegas, a wraz z nim nieoczekiwanie pakuje się Violet. Możecie się tylko domyślić, jak spore napięcie panuje pomiędzy tą dwójką, skoro przez tyle czasu się unikali. W tle wciąż toczy się sprawa z morderstwem rodziców Violet, w którą zamieszana jest matka Luke'a, choć jeszcze nie wiadomo w jakim stopniu.

Wydaje mi się, że nawet jeśli Sorensen miałaby napisać o rosnącej trawie czy podatkach, czy jakąkolwiek instrukcję obsługi, zrobiłaby to z taką pasją, że nawet o tym czytałabym z zapartym tchem. To jest taka umiejętność, która nie przychodzi z doborem tematu na powieść, to wychodzi z pióra autorki. I za to autorkę podziwiam. 

W każdym razie, Przyszłość Violet i Luke'a to coś, co czyta się z zawrotną prędkością, nie tylko ze względu na objętość książki, ale i na jej treść, na jakość tej treści. Przysięgam, nie zdążyłam mrugnąć, a już było po. Jeśli szukacie powieści wciągającej głowę i serce - nie zastanawiajcie się nawet. Ta powieść jest warta czytania.

Za książkę dziękuję portalowi Papierowy Pies :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz