6/06/2017

Buntowniczka z pustyni | recenzja




Tytuł: „Buntowniczka z pustyni
Autor:  Alwyn Hamilton
Wydawca: Wydawnictwo Czwarta Strona
Data premiery: 26.04.2017
Ilość stron: 370




Zabiło mnie. Serio. Bo z jakiego innego powodu miałabym zaraz po przebudzeniu sięgać po książkę i ją doczytywać, i pisać teraz recenzję zamiast zjeść najpierw śniadanie i ogarnąć się, żeby wyglądać jak człowiek, jeśli książka była słaba. Hmm? Jakieś pomysły, sugestie? Nie? To super. Cieszę się, że zgadzamy się już na wstępie, że ta powieść jest genialna, bo naprawdę ciężko pisze się recenzje na kacu książkowym. Także, hej, liczę na waszą wyrozumiałość - chyba sami wiecie jak to jest, kiedy książka was tak dobije, że myśli się, że już nic jej nie przebije, że nie wie się, czy w ogóle będzie się w stanie cokolwiek po niej przeczytać. 


To było  p r z e b o s k i e. Potrzebuję kolejnego tomu, niezwłocznie. Okej, to mogę już kończyć i uciekać do kąta, żeby pogodzić się z burzą piaskową made by emocje sponsored by autorka w spokoju? Bo naprawdę nie mam pojęcia, co logicznie poprawnego mogę napisać o Buntowniczce z pustyni. Jeśli w ogóle cokolwiek wspólnego z logiką może mieć ta recenzja. Wowowowowowowowowowowow (bo zwykłe "wow" to za mało). No bo, kurczę, co to było!

Niby mamy tutaj motyw drogi, czyli tak naprawdę podstawa fabuły to popularny schemat. Ale jak ktoś mi powie, że ta książka nie zaskakuje czytelnika, to nie wiem, gdzie on miał głowę, jak to czytał. Wowowowowowowowowowowow. Tak, równie dobrze mogłabym jeszcze odczekać kilka godzin, dni, żeby ta recenzja miała więcej sensu, więcej poprawności merytorycznej, ale co na świeżych przeżyciach, to na świeżych. Poza tym zdrowienie po kacu książkowym nigdy nie trwa tyle samo, więc równie dobrze mogłabym kwilić po książce dzień, co i miesiąc, a wtedy już mogłabym trochę pozapominać.

Amani, czyli nasza główna bohaterka, przed rokiem straciła matkę, którą powieszono za zabicie męża (ale nie ojca dziewczyny, przynajmniej nie biologicznego). Mieszkając u wuja z kilkoma żonami i kuzynostwem, które było tak liczne, że sama nie wiem, ilu ich tam konkretnie było, odkładała pieniądze (a co nie odłożyła, to ukradła), by wziąć udział w zawodach strzeleckich, wygrać je i dzięki nagrodzie pieniężnej dostać się do Izmanu, o którym jej matka snuła opowieści. I, hej, od razu mówię, to nie tak, że kapryśna Amani postanowiła sobie zrobić wycieczkę krajoznawczą. U despotycznego wuja się nie przelewało, a szczególnie w jej przypadku, w dodatku wuj postanowił wziąć sobie Amani jako kolejną żonę, a ona ani myśli być częścią społeczności, gdzie kobiety nie mają żadnych praw, zero prawa głosu, a masę obowiązków, z których głównymi są zadowalanie mężczyzn i rodzenie i wychowanie dzieci. Kiedy więc sytuacja na strzelnicy i po zawodach trochę się komplikuje Amani ucieka z zagadkowym obcokrajowcem. I wtedy zaczyna się p e t a r d a a a a. Żartowałam, petarda jest od samego początku.

Meh meh meh, jak ja kocham tę książkę. Czy mogę już zarabiać kokosy na szóstym zmyśle, który wskazuje mi genialne pozycje? Bo, poważnie, jeśli ktoś ma choć trochę zbliżony do mojego gust czytelniczy i jest chętny na dobre przepowiednie książkowe, to mogę otwierać biznes. Miałabym na kolejne zabójcze powieści i pewnie szybciej bym się sama wykończyła, ale nieważne. Wiesz, że jest źle, kiedy zaczynasz chodzić po pokoju i wyśpiewujesz pochwalne rymy częstochowskie na melodię każdej piosenki. Bo to jest takie cudowne i piękne.

To trzecia książka w pustynnym, dżinowym klimacie, jaką dorwałam w tym roku (o ile nie w ogóle). Chyba te największe boomy medialne mam już za sobą, czyli Gniew i Świt - fenomenalne, urocze, ale więcej statyczności i miłostek, chociaż też przeboskie; Zakazane życzenie, które, szczerze, nie porwało mnie szczególnie, a sam Aladyn to już w ogóle mi się w oczy nie rzucał (XD - totalnie przy nim), ale i nie było złe, więcej niż dobre, prawie bardzo dobre; a teraz właśnie skończyłam Buntowniczkę z Pustyni (jakbyście się tego nie domyślili to tych wszystkich zdaniach, tytule, okładce i w ogóle). Najbardziej dynamiczna z nich wszystkich, równie wciągająca co Gniew i Świt (przykro mi, nie potrafię powiedzieć o tej pozycji złego słowa), z całą pewnością obie te pozycje pojawią się w topce książek 2017-ego. Nieważne, jeśli dalej tak będzie z szóstym zmysłem, najwyżej ta topka będzie zawierać większość przeczytanych w tym roku książek, a co, rozciągnę ją, mogę.

Buntowniczka z pustyni jest wszystkim, czego może pragnąć miłośnik młodzieżówek (i nie tylko; miałam zamiar napisać, "czego ja mogłabym pragnąć", ale chciałam to ując tak, żebyście wiedzieli, że was też się to tyczy). Świetni bohaterowie, których losy śledzi się z zapartym tchem, akcja, która nie pozwala na oderwanie się od kart powieści, świat przedstawiony, który porywa już od pierwszych stron, nie czeka się połowy powieści, żeby się wszystko rozkręciło, tu już na początku zostajemy wrzuceni w wir emocji, zdarzeń, zagubienia, ratunku, wszystkiego. Uwielbiam tę książkę tak bardzo, że gdybym tylko miała na tyle wolnego miejsca, zrobiłabym jej ołtarzyk na osobnej półce. 


Kolejny zasłużony bestseller, kolejna bomba książkowa od księgarni Taniaksiazka.pl, serdeczne dzięki!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz