5/17/2017

Zdrowe słodkości na każdą porę dnia | recenzja






Tytuł: „Zdrowe słodkości na każdą porę dnia
Autor:  Katarzyna Maciejko-Zielińska
Wydawca: Samo Sedno / Edgard
Data premiery: 10.09.2016
Ilość stron: 232



Wreszcie dobiega końca okres maturalny. I tak, w sumie miałam pisać w międzyczasie posty na bloga, ale czas tak gonił, że nawet się dobrze nie rozejrzałam, a już trzeba było iść spać i przygotować się na kolejny dzień. Przede mną jeszcze co prawda jedna matura ustna w przyszłym tygodniu, ale tempo już nie to, co wcześniej. I w sumie dopisując kolejne książki, które przyniósł listonosz, do zeszytu stwierdziłam, że jakbym zrobiła teraz book haul, to mógłby niektórych zszokować swoją obszernością. Więc zanim pogadam o zdobyczach książkowych z ostatnich dwóch miesięcy postanowiłam nieco nadrobić zaległości i zrecenzować to, co do mnie dotarło. A przynajmniej tę część, którą mogę, bo już się z jej lekturą uporałam.

Lawina recenzji będzie, ale ze względu na temat omawianych książek, myślę, że zostanie przyjęta dość pozytywnie, bo w najbliższych dniach pogadam sobie z wami o jedzeniu. Tak właściwie, to o książkach o jedzeniu. Jak już pewnie zauważyliście,  ja jestem pseudospecem od powieści, nie od poradników czy innych takich. Ale jak każdy ciekawski człowiek lubię poszerzać swoją wiedzę w różnych dziedzinach. A jeśli coś może sprawić, że będę lepsza w danej dziedzinie, to jak mogłabym to zignorować? 



Jestem melepetą nie tylko w kwestii koordynacji ruchowej, ale i w kuchni. Hej, jestem absolutnie samowystarczalna, ale nie oszukuję się, masterchefem to ja nigdy nie zostanę. Dlatego jak biorę się za coś większego, czy ogółem bardziej skomplikowanego, czy coś, czego nigdy wcześniej nie próbowałam, zawsze, ale to zawsze robię to z przepisu, nigdy "na oko". Do oka to ja sobie mogę przez przypadek łyżeczkę wsadzić, a nie tworzyć cuda dla podniebienia.  Dlatego ostatnio coraz częściej korzystam z propozycji zrecenzowania książek kulinarnych. Poprawka: ostatnio trochę do mnie takich przybyło, ale jak na moje standardy to aż nadto i teraz będzie przerwa, aż to wszystko ogarnę i doprecyzuję.



Zdrowe słodkości na każdą porę dnia, hmm, czemu nie? Nie żebym była typem osoby super fit "spróbuj człowieku wsadzić mi to w gluten, a ja ci wsadzę to w dupę", ale też nie pożeram wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu mojego wzroku. Dlatego tego rodzaju pozycje traktuję bardzo niezobowiązująco; znajdę coś ciekawego, co może podejdzie pod moje gusta - wypróbuję, nie - to trudno.


Książka Katarzyny Maciejko-Zielińskiej z pewnością zasługuje na uwagę, nawet kompletnych kuchennych ciamajd. A może zwłaszcza. Mamy tutaj naprawdę masę słodkości z oznaczonym czasem potrzebnym na przygotowanie, poziomem trudności, ilością porcji. Dodatkowo mamy też informacje, czy będzie coś z glutenem, jajkami, mlekiem, czy nie, więc ludzie stosujący jakieś określone diety (tudzież sposób odżywiania się, niejedzenie czegoś, a nie głodówki czy konkretne diety odchudzające) bez obaw mogą się w książkę zaopatrzyć. Coś, co lubię dominuje tu w przepisach, czyli składniki, ich ilość. Nie ma tutaj przy każdej drobnej słodkości tysiąca potrzebnych rzeczy do przygotowania, jak widać jednak są możliwe przepisy z tylko kilkoma składnikami. 

Wspólna zabawa, czytanie, czy gotowanie nie tylko jest niesamowitą przyjemnością, zacieśnia więzi, ale też jest absolutnie hyggelige. Nie trzeba wiele, to czas poświęcany innym odgrywa dla nich nieraz największą rolę. Uwielbiam koncepcję pracy w kuchni z dziećmi, nawet jeśli później wygląda jak pobojowisko, a może zwłaszcza wtedy. Tym fajniej, że sporo w książce zdrowych słodkości polecanych jest dla dzieci. Przy wolnej chwili, czy z własnymi dzieciakami, czy z młodszym rodzeństwem na pewno warto coś upichcić. A ile później radości z próbowania! Słodki efekt ciężkiej pracy mierzony jest podwójnie, kiedy czuje się własny wkład.


Za możliwość zapoznania się z pozycją dziękuję Księgarni Internetowej Platon24

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz