5/26/2017

Wszystko, co w tobie kocham | recenzja przedpremierowa




Tytuł: „Wszystko, co w tobie kocham
Autor:  Samantha Young
Wydawca: Burda Książki
Data premiery: 14.06.2017
Ilość stron: 388



Absolutnie wszystkim zainteresowanym odradzam zabierać się za najnowszą powieść Samanthy Young chwilę przed ważnym spotkaniem/wydarzeniem. Wiem, że dziwnie rzucać takim zdaniem na wstępie, ale miałabym wyrzuty sumienia, gdybym w pierwszej kolejności was nie ostrzegła. Bo tak się składa, że sama zaczęłam tę książkę czytać rano. Jestem tym typem osoby, która zawsze musi mieć wszystko dokładnie zaplanowane, z ewentualnym zapasem czasu, żeby móc spokojnie funkcjonować, bez ataków paniki, że z czymś się nie wyrobię. Tego samego dnia około trzeciej po południu miałam jechać na szkoły językowej; m.in. napisać zaległy sprawdzian. Więc wykalkulowałam sobie, że jakąś godzinę przed wyjazdem mogę się "ogarniać", a jeszcze przed tym pasowałoby minimum godzinkę powtórzyć materiał. A że wzięłam się za prebooka Young to nie dość, że nie zrobiłam powtórki, to i ledwie zdążyłam na busa, bo dosłownie w chwili, w której powinnam wyjść, żeby na niego zdążyć, skończyłam książkę. Nie, poważnie, nie dało się wcześniej oderwać od tego. Dlatego, lojalnie ostrzegam, uwaga z tym czymś.

Duologię Żyj szybko, kochaj głęboko wspominam mega pozytywnie. To i później wzięłam się za kolejną powieść Samanthy Young - To, co najważniejsze. Jeśli widzieliście recenzję na kanale, to wiecie, że bardzo mi się spodobało, ale to nie główni bohaterowie przyciągnęli mnie najbardziej, a postacie drugoplanowe. Właśnie dlatego tak wyczekiwałam premiery Wszystko, co w tobie kocham, bo już nie mogłam się doczekać, kiedy moja ulubiona dwójka z tej serii dojdzie do głosu! Tak, zgadza się, biorąc pod uwagę, że nie mogłam się oderwać od powieści ani na sekundę możecie się domyślić, że nie jestem niezadowolona z tej pozycji. Yep! Jest wręcz przeciwnie.

Bailey wciąż ma nadzieję, że jej już dziesięcioletni związek z Tomem przejdzie na kolejny etap. Bo mimo wszystko, jako trzydziestoczterolatka chciałaby małżeństwa, dzieci, a tu jakby wszystko stanęło w miejscu, mimo tak długiego stażu nawet nie mieszkają razem. Jej relacja z Tomem niebawem się zmienia, ale z pewnością nie w coś, o czym kiedykolwiek myślała. To znaczy: znika całkowicie, bo palant zdradza ją z młodszą od niej o dziesięć lat, która w dodatku jest dziewczyną jego znajomego z pracy. Bailey jest zdenerwowana (delikatnie mówiąc) zdradą Toma, ale w pewnym sensie czuje też ulgę. Bo Tom był jej "bezpieczną opcją", bardziej przyjacielem niż partnerem, a w każdym razie nie był "tym jedynym". Ale mimo wszystko rozstanie z długoletnim partnerem i narastające problemy z pensjonatem wytrącają Bailey z równowagi. W dodatku pewnej nocy do pensjonatu włamuje się Stu Devlin i gdyby promenadą nie przechodził akurat Vaughn Tremaine i nie przybiegł do Bailey z pomocą, nie wiadomo czy kobieta nie skończyłaby z większymi obrażeniami niż nabyte siniaki. Adrenalina po włamaniu wciąż  trzyma się bohaterów; decydują się na ukojenie nerwów winem, i w sumie tak zaczynają "zacieśniać" relacje.

Skoro przy pierwszym tomie serii, gdzie Bailey i Vaughn byli tylko pobocznymi postaciami odczuwalne były takie wyładowania atmosferyczne, to możecie sobie dopowiedzieć, co autorka zrobiła z czytelnikami kiedy postanowiła, że w nowej powieści będą oni grać pierwsze skrzypce. To było  p r z e g e n i a l n e. Uśmiałam się ze słownych przepychanek Bailey i Vaughna, pozłościłam na jedne i na drugie, za to, co robili, a jeszcze częściej za to, czego właśnie nie robili. Para bohaterów idealna do śledzenia, i nie mam tu na myśli słodka, czy cukierkowa. Niby taka zwyczajna, niczym się specjalnie nie wyróżniająca obyczajówka, z nutą romansu (bo erotyk to to nie jest, jak książka jest szufladkowana na niektórych stronach internetowych), a tak pochłania czytelnika, tak uzależnia na te kilka godzin, że aż strach pomyśleć, jaką władzę nad czytelnikami potrafi mieć autorka.

Powieść nie taka cienka, bo prawie 400 stron ma (przynajmniej tak ma egzemplarz recenzencki, być może drobne zmiany będą w ostatecznym), ale czas leci przy niej nie wiadomo kiedy. Otwierasz książkę, czytasz, zamykasz, patrzysz na zegarek, bo czujesz, jakby minęło tylko kilka minut, a tu już słońce zachodzi. Książka dostarcza emocji nie tylko w trakcie lektury, później jeszcze po lekturze trzymają się czytelnika i dopiero po jakimś czasie "odparowują". Rereading jak najbardziej prawdopodobny. Także wiecie, jeśli planujecie zabrać się za Wszystko, co w tobie kocham (a uwierzcie mi, tak, zamierzacie to przeczytać), to koniecznie tylko wtedy, gdy macie wolną dłuższą chwilę, bo ta powieść żąda, by być przeczytaną na raz. Już chcę kolejną książkę z serii, a zapowiada się na to, bo autorka otworzyła niejako wątek kolejnych bohaterów. Znając Samanthę, będzie porywająco!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu :)

Znalezione obrazy dla zapytania burda ksiazki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz