4/05/2017

W spojrzeniu wroga | recenzja




Tytuł: „W spojrzeniu wroga
Autor:  Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawca: Moondrive/Otwarte
Data premiery: styczeń 2017
Ilość stron: 352




Oczekiwanie wzmaga apetyt. Po, może nie najbardziej dynamicznych, ale bardzo wciągających W ramionach gwiazd, nie mogłam się doczekać aż poznam historię kolejnej pary bohaterów, wykreowaną przez panie Kaufman i Spooner. Bo, mimo że cała ta mania z międzygalaktycznymi młodzieżówkami nie kręci mnie szczególnie (a wręcz czekam na kolejne trendy w young adult), to z wielką przyjemnością spędziłam czas z pierwszą częścią trylogii Starbound. To była taka lekkawa historia miłosna z akcją dziejącą się w kosmosie. Oczekując podobnie skonstruowanej powieści, która nie będzie zbyt wymagająca, przy której nie będzie może masy emocji, ale za to jako środek odstresowujący sprawdzi się idealnie, podeszłam do lektury W spojrzeniu wroga. I wydaje mi się, że książka spełniła swoje zadanie.

W kolejnym tomie Starbound mamy do czynienia z młodą, aczkolwiek zdeterminowaną osiemnastolatką, kapitan Jubilee Chase i z Flynnem, chłopakiem, który stoi po drugiej stronie barykady, mieszkańcem planety i rebeliantem. Do ich spotkania dochodzi w znajomym Lee barze, Flynn próbuje wydobyć z dziewczyny informacje, jednak nie wie, że krążące o niej pogłoski, jakoby była bezwzględna i niewzruszona, to nie tylko pogłoski. Zdesperowany, nie widząc innej drogi wydostania się z terytorium wroga, uprowadza Lee. Grupa oficerów Lee, będąca wówczas w barze bierze jej wyjście z nieznajomym za flirt, nie przypuszczając, że rebeliant przystawia do ich kapitan pistolet.

Czytanie powieści duetu Kaufman&Spooner... to było takie łatwe. I przyjemne. Obie autorki mają jakąś lekkość w tym, co robią. I to jest super. Raczej nie jestem zwolenniczką powieści, które pisze więcej niż jeden autor, ciężko później i o ocenę stylu, zorientowanie się w odczuciach i całą resztę (mocno subiektywne, oczywiście). Czytelnik nie wie w takich przypadkach, co pisał który autor, czy były mixy, czy raczej pisane po rozdziale na zmianę. Tutaj wszystko wyszło tak płynnie, jak jedność, że nie byłabym w stanie stwierdzić, co kto pisał, że w ogóle ktoś inny dalszy ciąg utworzył. Więc to na plus. Też fakt, że nie było tutaj nagromadzonych skomplikowanych terminologii wziętych z kosmosu (dosłownie i w przenośni), że nie musiałam być w stu procentach skupiona przy lekturze, żeby później się nie pogubić we wszystkim - I like it! To właśnie było coś, po co mogłam sięgnąć po cięższym dniu, żeby się zrelaksować i wciągnąć w świat przedstawiony, ale co jednocześnie nie przegrzewało mi mózgu. Bo kiedy głowa pęka po południu i jeszcze trzeba myśleć nad powieścią - wtedy ciężko się wbić w lekturę, a im lżejsza, tym jakoś to szybciej w takich sytuacjach wchodzi.

Ale nie jest tak, że W spojrzeniu wroga jest bez wad. Zdecydowanie bardziej podobał mi się pierwszy tom, zarówno jeśli chodzi o postaci, jak i akcję. Lilac i Tarver to było zestawienie zarówno poruszające, jak i nakręcające. Przy Lee i Flynnie trochę się nadenerwowałam (głównie na dziewczynę). Obyło się bez absurdów, ale jednak, jakoś tę parę trudniej mi było polubić. Myślałam też, że coś musi być nie tak, skoro czytanie książki idzie mi tak powoli, a ma przecież lekko ponad trzysta pięćdziesiąt stron... Z czystej ciekawości zdjęłam z półki tom pierwszy, porównałam i wyszło wszystko na wierzch. Policzyłam linijki tekstu (chociaż różnica i na pierwszy rzut oka widoczna, chciałam szczegółowych danych) - kiedyś miałam taką nerwicę, że zanim zaczęłam czytać musiałam policzyć ile linijek tekstu mieści strona. I w przypadku dwóch części Starbound jest to kilka linijek różnicy, co swoje robi (bodajże siedem, czy osiem, nie jestem pewna). Ucieszyłam się, że to jednak trochę złudzenie, kwestia wielkości czcionki, a nie na poważnie strasznie mi się lektura wlecze.

Reasumując, drugi tom w obliczu W ramionach gwiazd wypada słabiej, trochę bezbarwnie, ale to nadal dobra porcja rozrywki. 


Za książkę dziękuję wydawnictwu  :)

Znalezione obrazy dla zapytania moondrive wydawnictwo logo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz