4/15/2017

Magia z Wydawnictwem Media Rodzina | dodatki do Harry'ego Pottera + scenariusz



Jakiś czas temu (właściwie dosyć niedawno), trafiła do mnie przesyłka od wydawnictwa, które zaskarbiło sobie na moją nieskończoną sympatię, wydając m.in. Harry'ego Pottera, Igrzyska Śmierci czy Trylogię Czasu. Dziś mam tę przyjemność, że mogę pokazać wam kolejne książki, które podtrzymują moje uwielbianie, a mianowicie ponowne wydanie dodatków do Pottera i scenariusz Fantastycznych zwierząt.



Jak już w takiej kolejności ułożyłam książki na zdjęciu, to może i tak samo je przedstawię?

To, co teraz powiem, może doprowadzić do takiej reakcji:


Otóż, NIE OGLĄDAŁAM FANTASTYCZNYCH ZWIERZĄT. Tak, już możecie zamienić się w Deana. Wiem, jak absurdalnie to brzmi, zwłaszcza od osoby, która w serii Rowling siedzi od wczesnego dzieciństwa. Ale po prostu "tak wyszło". Ciężko było zgrać się terminowo z innymi, miałam trochę nawału obowiązków w tamtym okresie i skończyło się na tym, że przestali u mnie w kinie wyświetlać film, więc teraz pozostaje mi polować na wydanie DVD. I nie wiem, czy to dobrze, czy źle, żeby przeczytać scenariusz przed filmem, ale spójrzcie tylko na tę oprawę graficzną, czy ktokolwiek by się oparł? Super, jak już wszyscy się zgadzamy, to przejdę do tego genialnego wydania. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz to drugi scenariusz z jakim miałam do czynienia, jaki czytałam, bo bądźmy szczerzy, taka forma na rynku to wciąż nowość. Pierwszym był scenariusz Przeklętego Dziecka. I tak jak w moim odczuciu PD to był najdenniejszy fanfick z jakim się spotkałam, tak Fantastyczne Zwierzęta polubiłam, może dlatego, że je faktycznie napisała Rowling, a nie tylko użyczyła nazwiska. Jak wypadło treściowo? Jak wszyscy zapewne wiedzą głównym bohaterem jest tutaj Newt Scamander, słynny (w czasach Pottera) magizoolog. Scenariusz to wciąż nie to co powieść, ale nie powiem, żeby nie było przyjemnie. Brak rozległych opisów, "narratorskiego" podnoszenia napięcia uzupełniała akcja. Taki, a nie inny format sprawiał, że czytało się błyskawicznie. Jeśli ktoś jest bardziej fanem dialogów niż opisów, śmiało może próbować się ze scenariuszem i czytać. Wszyscy inni? Cóż, też, nawet jeśli nie spodoba się treść, to ta genialna oprawa graficzna, mieniąca się jeszcze do światła na złoto wszystko wynagrodzi.


Przechodzimy do dodatków, na pierwszy rzut Baśnie Barda Beedle'a, u mnie w trzech odsłonach. Nowe wydanie, pierwsze (1 z 1000) i po angielsku. Jak już straciłam nadzieję na zdobycie dodatków do serii po polsku (jakieś 2-3 lata temu) postanowiłam się zaopatrzyć w oryginały. A szczęście dopisało, bo jakiś miesiąc czy dwa później na lubimyczytac.pl trafiła się osoba, która chętnie je wymieniła (do dziś jestem w szoku). A z oczywistych względów nie mogłam przegapić tego najnowszego wydania - z cyklu "coraz więcej cudnych okładek w Polsce. Baśnie Beedle'a to mój ulubieniec z dodatków. Z powodów dość oczywistych, pozostałe to albo potterowska wikipedia albo podręcznik do gry, tutaj, choć niby książeczka dla dzieci, przedstawione są historyjki, opowieści, co jednak daje jakąś fabułę. Poza tym, niby takie dla dzieci, a i dorośli docenią. Zresztą nie ma w nich takiego kompletnego głaskania po głowie, gdybym usłyszała te bajki na dobranoc 15 lat temu nieźle bym się przeraziła. Nowe wydanie wzbogacone jest o więcej ilustracji, choć i tych z pierwszej wersji nie brakuje.


Kolejny dodatek, czyli nawiązanie do scenariusza powyżej - Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. I tak jak baśnie połyka się na raz, tak tutaj bardziej kierowała mną ciekawość. Nie jestem osobą, która delektuje się czytaniem podręczników, a Fantastyczne, choć hogwardzki, to jednak podręcznik. Ze względu na tematykę jest oczywiście ciekawszy od mojej książki z biologii, dodatkowo ma o niebo lepsze ilustracje. I jak już jesteśmy przy aspekcie wizualnym, to tutaj mamy chyba najpiękniejszą okładkę. Nic tylko czytać i podziwiać okładkę, czytać i podziwiać okładkę, czytać i podziwiać okładkę... Ale to nie znaczy, że wybaczyłam ilustratorowi obrazek akromantuli! W ilustrowanej Komacie Tajemnic wciąż pomijam strony z pająkami, tutaj chyba też tak zostanie...


Ostatni, trzeci dodatek, o ulubionym sporcie Chłopca, Który Przeżył. Quidditch przez wieki, co widać na załączonym zdjęciu, ma największą różnorodność kolorów. Sport czarodziejów był dla Harry'ego odskocznią, świetnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, źródłem czystego i beztroskiego szczęścia. Biorąc pod uwagę jego dzieciństwo, nic dziwnego, że cieszył się quidditchem najmocniej jak tylko potrafił. Razem z nim w grze zakochały się miliony czytelników. I nie próbujcie mi wmówić, że nigdy nie podkradaliście mamie miotły, by "polatać"! Wspominałam już, że zakochałam się w okładkach? Tak, cóż, wciąż nie mogę przestać się zachwycać. Matowe z elementami laminowanymi. Perfekcja. Ten dodatek to trochę podręcznik, trochę poradnik. Jak pozostałe, urozmaicony ilustracjami. Jednak na próżno szukać w nim dopisków Harry'ego i Rona (a momentami i Hermiony). A może to było przy Fantastycznych? (jak to piszę nie mam przy sobie pierwszych wydań polskich, żeby sprawdzić).



Czym są te dodatki oprócz smacznym kąskiem dla potteromaniaków? Szansą dla wielu dzieci na lepsze życie. Część dochodów ze sprzedaży zostanie przeznaczona na fundacje, więc oprócz masy szczęścia dla siebie, możecie je podarować też innym, którzy dużo bardziej go potrzebują. To jak, wchodzicie w to? A może już macie dodatki na swoich półkach? ;)

Za książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina  ❤   
     


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz