3/22/2017

Wiosna pełna tajemnic | recenzja




Tytuł: „Wiosna pełna tajemnic
Autor:  Lisa Kleypas
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data premiery: 21.03.2017
Ilość stron: 312


Książki potrafią być lekiem na wszystko (nawet dosłownie). Idealnym rozwiązaniem w każdej sytuacji. Przykładowo: kiedy pojawia się przeziębienie i nadchodzi ten moment, kiedy człowiek nie jest w stanie na niczym się skupić i do niczego zmusić idealnie sprawdza się książka. Ale nie typowa fantastyka z masą nieznanych wcześniej stworzeń, ani coś z literatury faktu. Potrzebne jest coś lekkiego, niezobowiązującego, co nie będzie nadwyrężać wyobraźni. Coś, co pozwoli oderwać się od rzeczywistości, co pozwoli przetrwać słabsze chwile. Coś takiego, co można połknąć na raz. Na przykład coś z twórczości Lisy Kleypas.

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, w jak idealnym terminie wpadła mi w ręce ta pozycja. Przedwczoraj, to jest 20-ego marca, odebrałam ją od listonosza, a że nastrój miałam jaki miałam, niemal od razu się za nią zabrałam. Kilka rozdziałów zostawiłam sobie na dzień następny, kiedy już oczy kleiły mi się z wyczerpania. Nad ranem, oczywiście 21-ego marca skończyłam lekturę. Wiosnę pełną tajemnic przeczytałam na przełomie pierwszego dnia wiosny astronomicznej i kalendarzowej. Ciekawy zbieg okoliczności, prawda?

Ale do rzeczy. Wiosna pełna tajemnic to czwarty tom serii Wallflowers, ale odniosłam wrażenie, że to ten typ serii, gdzie, choć bohaterowie są wspólni, to spokojnie można czytać książki w dowolnej kolejności. W tomie czwartym (uż ostatnim, o ile się nie mylę) główną bohaterką jest Daisy Bowman, ostatnia z czwórki przyjaciółek, które na początku serii stanowiły grupkę "starych" panien. Dostała ultimatum od swojego ojca, który już stracił cierpliwość, gdy po trzech sezonach wciąż nikt jej się nie oświadczył. Jeśli do dwóch miesięcy nie znajdzie sobie męża, ojciec wyda ją za wybranego przez siebie człowieka, zaufanego pracownika, którego ceni bardziej niż własnych synów. Który właściwie bardziej jest dla niego synem niż jego biologiczni potomkowie. Daisy Matthew Swifta wspomina jako wysokiego chuderlaka niegrzeszącego urodą. W dodatku zawsze sprawiał wrażenie człowieka o denerwującej pewności siebie, zachowującego się jakby postradał wszystkie rozumy. Daisy woli wyjść za kogokolwiek, byleby nie był to uwielbiany przez jej ojca - z którym nigdy się dobrze nie rozumiała, mężczyzna. Co więcej, musiałaby wtedy wrócić do Bostonu, zostawiając w Anglii wszystkie przyjaciółki, w tym swoją siostrę. 

Oczywiście Daisy nawet nie rozważała możliwości przemiany Swifta, sama myśl o nim napełniała ją odrazą i przerażeniem. Kiedy wspierająca siostrę Lilian wraz z mężem postanawiają pomóc Daisy i do posiadłości w Stony Cross Manor zapraszają grupę dżentelmenów (a i również parę kobiet, żeby znalezienie partnera Daisy nie było oczywiste), wśród których pojawia się także Matthew Swift, Daisy uświadamia sobie, jak różni się ten człowiek od tego z jej wspomnień. Pomijając fizyczną stronę, dziewczyna odkrywa wiele cech Swifta, o które w najśmielszych snach by go nie podejrzewała. Mężczyzna jej życia, którego tak poszukuje, może okazać się tym samym człowiekiem, którego w roli przyszłego męża za wszelką cenę chciała z początku uniknąć.

Wiosna pełna tajemnic idealnie sprawdziła się jako lekka pozycja odrywająca od rzeczywistości. Jest coś interesującego w czytaniu o historiach sprzed wieków. Ale mówię to jako osoba, która uwielbia powieści, zwłaszcza rozrywkowe, osadzone w dalszej lub całkiem dalekiej przeszłości. W ubiegłych wiekach jest ten niesamowity klimat, każde czasy charakteryzują się czymś innym, w zależności od miejsca akcji. Ale, jak to mówią, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Niemniej jednak, do historii mam słabość, nieważne w jakim gatunku się przejawi. M.in. uwielbiam kiedy w młodzieżowej fantastyce mamy nakreśloną przeszłość danego kraju, ludzi, bagaż, jaki niesie historia potrafi zapierać dech w piersiach. Oczywiście w powieści Lisy Kleypas nie ma żadnych wojen czy ścisłych powiązań z ówczesnymi wydarzeniami, mimo to, samo osadzenie fabuły w tamtych czasach to dla mnie plus. Nieważne gdzie i w jakiej sytuacji czytelnik się znajduje powieść Kleypas czyta się błyskawicznie, będąc w 100% oderwanych od rzeczywistości. Historia lekka, dość przewidywalna i pewnie z czasem też wyleci z pamięci, ale nie zmienia to faktu, że i takie powieści są potrzebne, że i na taki gatunek jest zapotrzebowanie. Niektórzy pochłaniają podobne książki non stop, dla mnie to odskocznia w bardziej męczących chwilach, coś "odmóżdżającego" (nie chcę tutaj nikogo urazić). Wiosna pełna tajemnic jest taką świetną pozycją na tę najbardziej depresyjną porę roku (tak, naukowo udowodnione, że pobija nawet jesień). Coś przy czym można się odprężyć, coś, co wywoła uśmiech na twarzy. W dodatku bardzo polubiłam styl pisania autorki, lekki, przyjemny, Lisa Kleypas nie dramatyzuje, nie robi tym samym z powieści karykatury. Myślę że ta konkretna pozycja zadowoli i wiernych fanów gatunku i tych, którzy wkraczają do niego od czasu do czasu.

Za książkę dziękuję Portalowi Papierowy Pies :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz