3/06/2017

Ukryta Łowczyni | recenzja





Tytuł: „Ukryta Łowczyni
Autor:  Danielle L. Jensen
Wydawca: Galeria Książki
Data premiery: 20.07.2016
Ilość stron: 512




Po czterech latach bazgrania w internecie o książkach (sama nie wierzę, że to już tyle czasu minęło) człowiek dochodzi do różnych wniosków. Na pewno jestem wdzięczna tamtej piętnastolatce, że podjęła decyzję o założeniu bloga, dzieleniu się z ludźmi swoimi wrażeniami na temat książek. Jestem świadoma tego, jak jedna, z pozoru drobna decyzja, może poprowadzić nasze życie w innym kierunku, jak jej skutki potrafią się rozrosnąć. Ciężar tego ciągu przyczynowo-skutkowego odczuwam za każdym razem, kiedy mam zrobić coś odbiegającego od rutyny. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że trafiłam do świata książkoholików. W takich chwilach jak ta, kiedy mam opowiedzieć o przefantastycznej powieści, szczerzę się jak głupia, bo być może komuś pomogę tym w zdecydowaniu się na zakup książki, a przynajmniej zachęcę do przyjrzenia się opisowi pozycji.

Niedawno uświadomiłam sobie, że to właśnie recenzje są tymi rodzajami postów na blogu, które mi się pisze najtrudniej, przy których muszę się maksymalnie skupić i jest to niejako praca z mojej strony. Ale, choć bywa ciężko, zwłaszcza przy recenzowaniu świetnych powieści, to nie narzekam, uwielbiam to. I nawet jeśli ociągam się z napisaniem recenzji, czekam na odpowiedni moment, to ostateczny efekt daje tą satysfakcję. Wspominałam już kiedyś, że najłatwiej pisze się recenzje złych powieści, bo wiadomo, co podkreślić, co wyszczególnić, a przy tych pozytywnych lekturach trudno nie powtarzać po raz kolejny zachwytów. Osobiście lubię też pisać recenzję zaraz po lekturze, jeśli oczywiście mam taką możliwość, co zdarza się stosunkowo rzadko. Ale kiedy czeka się na "to coś", kiedy pojawia się niemoc wyrażenia swoich odczuć? Są kłody pod nogami. Mimo wszystko zrobię co w mojej mocy, żeby jak najlepiej przedstawić wam Ukrytą Łowczynię, a w niedalekim odstępie czasu zakończenie trylogii.

Kto czytał już tom pierwszy, Porwaną Pieśniarkę, ten wie, że jest kapitalny, a zakończenie wbija w fotel, czy gdzie tam obecnie się wylegujemy z książką. Co do kontynuacji już mi się wyrobiły oczekiwania, chociaż staram się nigdy zbytnio nie przejmować tym, co może się zdarzyć, żeby uniknąć rozczarowania, wtedy bardziej się cieszę, jeśli książka okazuje się świetną pozycją. I w sumie trochę się przestraszyłam, czy aby na pewno autorka sprosta wyzwaniu, poprzeczce, którą sama sobie podniosła pisząc tak udany wstęp do trylogii. Ale na szczęście, teraz już, po przeczytaniu Ukrytej Łowczyni mogę odetchnąć z ulgą.

Pamiętam, jak oglądałam recenzję Darii z kanału Literacki (wcześniej Więcej Książków), jak mówiła, że nie wiedziała, że można zakochać się w trollach. Zanim sama nie zetknęłam się z twórczością Danielle L. Jensen sama się nad tym zastanawiałam. A teraz już po prostu nie wyobrażam sobie, żebym miała przeoczyć trylogię i jakimś cudem nie pokusić się o jej przeczytanie. 

Po dramatycznym zakończeniu jakie zaserwowała nam autorka w Porwanej Pieśniarce Cecile wróciła do świata ludzi. Wyjechała do Trianon, by wraz z matką występować na scenie opery. Potajemnie szuka jednak poszukuje Anushki, czarownicy, która uwięziła trolle pod górą. Czy Cecile uwolni stworzenia, czy też nie, będą straty. Jeśli dziewczyna nie znajdzie Anushki zginie Tristan, troll, z którym związane jest magiczną więzią, który, by the way, jest jej mężem. Jeśli jednak dojdzie do uwolnienia trolli mogą ucierpieć niewinni ludzie, nigdy nie wiadomo, co te podstępne, (w 90%) przebrzydłe trolle mogą nabroić. Tak czy inaczej sytuacja jest dość dramatyczna. Zwłaszcza, kiedy Cecile spotyka się w umówionym punkcie z królem trolli, który na życzenie dziewczyny każe strażom przywlec swojego syna, którego katuje. 

Koooocham tę trylogię. Część mojego czytelniczego serducha, które poświęcone jest fantastyce piszczy i podskakuje z radości, że dostało coś, nad czym może się rozpływać. Ta, może i mniejsza część serca, ale poświęcona wątkom romantycznym, też tarza się w szczęściu i wychwala autorkę pod niebiosa. Bo to, jakie napięcie Danielle L. Jensen potrafi wytworzyć, jak steruje sercami czytelników - to się w głowie nie mieści!  Tristan to najfantastyczniejszy, najbardziej odlotowy, inteligenty troll w całym książkowym świecie! (nieważne, że jedyny, z jakim miałam do czynienia, ok?) Jak czytałam, co mu robią, to aż mi serce pękało. Współczułam Cecile, co ona musiała czuć, zwłaszcza, że była połączona z nim tą więzią i w sumie wyczuwała to, co czuł Tristan... Aż ma się ochotę wykrzyczeć myyyy precioouuus. Gdybym tylko miała jakieś wolne miejsce na książki, to poświęciłabym je na ołtarzyk dla autorki. Poważnie, trylogia klątwy to mieszanka idealna, jak na młodzieżową fantastykę. Ale o trylogii w niejakim podsumowaniu opowiem przy okazji kolejnej recenzji. Anyway, czuję się zdeptana. Mimo, że książkę czytałam trochę po angielsku, to jednak polskie wydanie mnie dobiło. I jestem tak niesamowicie wdzięczna całej ekipie, pracującej nad książką, nie tylko tej pracującej nad oryginałem, a i tutaj, w Polsce, tłumaczce, redakcji, korekcie, grafikom, całemu wydawnictwu, po prostu genialna robota. Autorce dziękuję za palpitacje serca, za niezliczone zawały i drgania serca przy najdrobniejszych zamieszaniach w fabule. Choć ta powieść ma pół tysiąca stron, to się ją pochłania. Cudo. Przeogromniaste. Może jak ochłonę, tak za rok czy dwa, to uda mi się obiektywnie jakoś tę powieść ocenić, ale na chwilę obecną, mimo że już chwilę jestem po lekturze, gorąco zachęcam do zupełnie nieracjonalnego zamawiania właśnie w tej chwili Ukrytej Łowczyni.

Za książkę dziękuję Księgarni Matras


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz