3/29/2017

Mleko i miód | recenzja




Tytuł: „Mleko i miód
Autor:  Rupi Kaur
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Data premiery: 01.03.2017
Ilość stron: 208



Nie będę odstawać od większości osób, które sięgnęły po Mleko i miód, jeśli powiem, że wcześniej nie czytałam tego rodzaju dzieł? Ani mnie nie ciągnęło do poezji (ba, było wręcz przeciwnie!), ani nie czułam potrzeby zgłębiania się w coś, co odkąd tylko pamiętam kojarzyło mi się z wyniosłością, patetycznością i jakimś ogólnym niezrozumieniem. Nie kręciła mnie sama forma, może też mentalność... Po prostu nie moje klimaty. Nie jestem dziewczyną, która przy herbacie o skomplikowanej nazwie spędza popołudnie z powieścią napisaną kilka wieków temu, zatracając się w niej. Nie słucham namiętnie muzyki klasycznej i nie podczytuję poezji. Nie ma we mnie nic z dystyngowanej przedstawicielki harmonii. Jestem kompletną melepetą, począwszy na mojej koordynacji ruchowej (czy raczej jej braku), po resztę codzienności. Mimo wkroczenia już w dwudziesty rok życia, przeżywając ostatnie -naste urodziny, nadal czuję się dziecko, jak damska wersja Piotrusia Pana. Uwielbiam fantastykę, baśnie, świat wyobraźni, w każdej wersji, książkowej czy filmowej, ale doceniam też te "głębsze" powieści, choć dla mnie są dość zwyczajne i bywają nudne. Roztapiam się przy muzyce z czasów "kiedy moi rodzice byli młodzi", ale zdarza mi się włączyć Vivaldiego czy coś retro. Czuję przyciąganie do tylu epok, a jednocześnie zdaję sobie dobrze sprawę, że to tu i teraz jest moim miejscem. Co próbuję streścić to to, że postrzegam siebie jako absurdalną sprzeczność, uosobienie ironii losu i choćbym chciała nie potrafię być lalą z porcelany z idealnym wszystkim. Chciałabym stanowić coś spójnego, ale chyba na zawsze pozostanę zgrzytem kredy przy tablicy. Czemu więc sięgnęłam po coś tak delikatnego i ulotnego, jak poezja? Bladego pojęcia nie mam. Może właśnie takie odchyły dopełniają moją niekompatybilność.

Tomik poezji Rupi Kaur to w gruncie rzeczy coś bardzo prostego. Nie musicie się obawiać, że wylewają się z niego niezrozumiałe metafory, że będziecie musieli udawać, że to ósmy cud świata, choć nie macie żadnego pomysłu, o czym on mówi. To trochę jak pamiętnik, przynajmniej w moim odczuciu. Podzielony na cztery partie: cierpienie, kochanie, zrywanie, gojenie. To historia, którą autorka zdecydowała się podzielić z czytelnikami. Wiersze stanowią najprostsze słowa. Czasami to tylko jedno zdanie. I choć nie uważam, by Mleko i miód stanowiło coś odkrywczego, to doceniam wagę tej pozycji.

Nieraz wystarczą tylko odpowiednie słowa, z włożonymi w nie uczuciami płynącymi prosto z serca, by nadać im niebanalne znaczenie. Nie trzeba wybujałych zwrotów, potrzebna jest szczerość. A tej z pewnością w tworze Rupi Kaur nie brakuje. Nie jestem pewna ile z tego, co zostało spisane jest wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości, wydaje mi się, że Kaur wiele jeszcze zachowała dla siebie. Czytając Mleko i miód, oprócz przeżywania tego, co autorka chciała przekazać, rosło moje współczucie do niej, do wszystkich kobiet, które przeszły to samo. 

Mleko i miód to coś prostego, delikatnego, a jednocześnie trafiającego w sedno. Wiersze ozdobione są rysunkami Rupi Kaur, które także oddają osobliwy charakter tej pozycji. Nie jestem odpowiednią osobą do rozpracowywania tego tomiku na tle gatunku, bo nie mam do tego podstaw, jestem laikiem i jako taka osoba przedstawię swoją opinię. Mleko i miód nie wywróci waszego świata do góry nogami. Nie pokaże wam czegoś niesamowitego, o czym nigdy wcześniej nie słyszeliście, wręcz przeciwnie, powie wam trochę o tematach, które są bardzo dobrze znane. Ale zwróci na nie uwagę, a tej zdecydowanie brakuje. Bo to o czymś, co bywa pomijane, lekceważone, czy traktowane jako coś tak zwyczajnego, że niegodnego nawet rozmyślań. A to właśnie tym najbanalniejszym aspektom powinniśmy być wdzięczni, bo bez nich nie byłoby reszty.

Za książkę dziękuję Portalowi Papierowy Pies :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz