3/12/2017

Dziewczyna z dzielnicy cudów | recenzja





Tytuł: „Dziewczyna z dzielnicy cudów
Autor:  Aneta Jadowska
Wydawca: Wydawnictwo SQN
Data premiery: 14.09.2016
Ilość stron: 320




Nie mam pojęcia co począć z tą pozycją. Tyle słyszałam nad nią pisków radości co rozczarowania. Z jednej strony były słabe opinie, a z drugiej radość i niecierpliwość w oczekiwaniu na drugi tom m.in. u Anity z Book Reviews. Ale wiadomo jaki jest najlepszy sposób na sprawdzenie rzeczywistego stanu rzeczy, czy pozycja jest w porządku akurat dla nas - po prostu trzeba przeczytać. Więc, mimo wewnętrznej niepewności, postanowiłam dać szansę Anecie Jadowskiej i po raz pierwszy wkroczyłam do świata jej twórczości. 

Główną bohaterką Dziewczyny z dzielnicy cudów jest Nikita, córka zabójczyni, szefowej, hmm, pewnego klanu płatnych zabójców, ludzi od czarnej roboty, do którego sama przynależy. Dotychczas sama sobie partnerowała w wyznaczanych misjach, ale od teraz musi działać we współpracy z innym zabójcą. Kiedy Nikicie w szpony wpada sprawa porwania sławnej piosenkarki, wzrasta poziom niebezpieczeństwa, dziewczyna nie wie komu może, ufać, nie wie nawet, czy może zaufać swojemu partnerowi, któremu przecież powinna bez wahania w razie konieczności zawierzyć własne życie. Tylko czy faktycznie może?

Dochodzę chyba właśnie do przykrego momentu, gdzie zaczynam się czuć za stara na młodzieżówki, na gatunek, który stanowi 90% mojej biblioteczki. Doszukuję się większej poprawności merytorycznej w książkach, sprawdzam czy są obecne błędy logiczne, a co najgorsze, uświadamiam sobie jak wielkie umiejętności składane są w rękach bohaterów młodzieżówek, jak są one wyolbrzymione i jak dalekie od rzeczywistości. Bo, serio, nieopierzona nastolatka miałaby być w stanie bez kiwnięcia palcem pozbyć się kilku starszych i bardziej doświadczonych w walce facetów? Taaak, logika zaczyna mi się panoszyć w mózgu. 

Dziewczyna z dzielnicy cudów to naprawdę przyjemna lektura i stosunkowo niedługa. Te trzysta stron można połknąć na raz, jeśli powieść przypadnie od gustu. Widać, że autorka wie, co pisać, widać jej doświadczenie. Ma coś takiego w stylu pisania, coś charakterystycznego, co działa na jej korzyść. Niestety jednak to nie jest ten typ powieści, którego szukam, za którym przepadam. To coś w stylu twórczości Cassandry Clare, cenię, szanuję i podczytuję, ale jakby wszystkie największe emocje przechodziły obok mnie, zamiast trafiać do mnie bezpośrednio i łapać za serce.

Nie żałuję przeczytania powieści Jadowskiej, cieszę się, że odkrywam coraz to więcej dzieł rodzimych pisarzy i że faktycznie jest co odkrywać. Nie planuję sięgnąć po kontynuacje, ale kto wie, może w przyszłości nabiorę ochoty na powrót do świata Nikity. Aktualnie chyba muszę ograniczyć powieści o nieustraszonych nastolatkach będących w stanie skopać dupska wszystkim naokoło i się przy tym nie zmęczyć.

Krótko streszczając recenzję: nie oszalałam na punkcie tej powieści, ale też nie będę wieszać na niej psów, po prostu nie trafiła w mój gust, aczkolwiek jest całkiem dobrze zrobiona, więc jestem pewna, że fanów ma i znajdzie ich sobie jeszcze więcej.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz