2/08/2017

Prawdodziejka | recenzja






Tytuł: ,,Prawdodziejka”
Autor:  Susan Dennard
Wydawca: Wydawnictwo SQN
Data premiery: 12.10.2016
Ilość stron: 391




Recenzje się opóźniają, wybaczcie. Ale kiedy trafia się na tyle fajnych powieści z rzędu, ciężko później opisać w słowach, jak bardzo się książkę poleca. Tak, zgadliście, Prawdodziejka to jedna z powieści, które ostatnio uparły się, żeby masowo jedna po drugiej zostawiać mnie z kacem książkowym. Jednego bardzo trudno przetrwać, a całą serię? Więc tak, ta recenzja i tak stosunkowo szybko się ukazuje, biorąc pod uwagę, że jakieś dwa tygodnie temu skończyłam czytać powieść Susan Dennard. Teraz zadaję sobie tylko pytanie, jakim cudem ta książka czekała na przeczytanie aż od jesieni? Czemu wcześniej się za nią nie zabrałam?!Książka przybyła do mnie jakoś w okolicach premiery, jednak dopiero początkiem roku postanowiłam ją wreszcie przeczytać. Nie wiem, coś mnie powstrzymywało od lektury. Albo po prostu przeszła mi w tamtym momencie ochota na takie historie, co się zdarza. Ostatnio na przykład naszło mnie na lekkie new adult. Zima zaczyna już chyba mnie przytłaczać, tak jak zawsze ją uwielbiałam najbardziej ze wszystkich pór roku, tak tegoroczna wypada jakoś depresyjnie i miesza mi w gustach czytelniczych. Grunt, że w końcu udało mi się przeczytać Prawdodziejkę!

Na początku szło mi opornie. Po części to pewnie kwestia obaw, że mimo iż tylu osobom o podobnych gustach książka przypadła do gustu, to w moim przypadku będzie inaczej. Z drugiej strony, to fantastyka. Świat wykreowany w całości przez autorkę - trochę trzeba się skupić, żeby na początku ogarnąć masę informacji o... właściwie wszystkim. Ja sama uwielbiam takie rzeczy, taką "czystą" fantastykę, chociaż młodzieżówkę. Gadam bez sensu. Ale chyba jesteście w stanie zrozumieć, że człowiek po kacu książkowym to nie za bardzo merytoryczne informacje wam poda. Anyway.

W świecie wykreowanym przez Susan Dennard czarodzieje, czy też wiedźmy (nazywajcie jak wolicie) mają określone dary, które mogą być mniej lub bardziej rozwinięte. Wymienię tylko kilka przykładów, tych najważniejszych dla fabuły. Istnieją Prawdodzieje, Więziodzieje, Wiatrodzieje, Krwiodzieje, i inni oczywiście. Główna bohaterka, Safi, jest Prawdodziejką - potrafi stwierdzić, czy ktoś mówi prawdę czy kłamie. Przywódcy państw z chęcią by się nią "zaopiekowali", taka sojuszniczka na wiele mogłaby się im przydać. Safiya musi ukrywać swój dar. Kiedy jeden z władców przedstawia swoje plany wobec niej, dziewczyna wraz ze swoją więziosiotrą - Iseult musi zaufać grupie ludzi i uciekać, póki może. 

Właściwie większość powieści skupia się na podróży Safi, jej ucieczce. Ale nie myślcie sobie, że staje się przez to nudna, co to to nie! Po drodze dziewczyny spotykają różne mniej i bardziej przyjemne rzeczy, nadciągają niebezpieczeństwa, a oprócz władców mocarstw Safiyę ściga też niebezpieczny Krwiodziej, który nie odpuści, dopóki nie dorwie swej ofiary. 

Prawdodziejka absolutnie wstrzeliła się w mój gust, mamy tutaj świetną młodzieżową powieść fantasty z hipnotyzującym światem, z bohaterami, których można kochać, nienawidzić. W takich przypadkach nie uznaję za minus tego, że musiała minąć chwila, żebym się wkręciła, a wręcz przeciwnie, bo powieść wymagała od mnie uwagi. Żeby mogła mnie porwać musiałam najpierw podać jej dłoń. I było warto, i to jeszcze jak!  Cieszę się jak wiewiórka na haju kofeinowym, że i mnie powieść Susan Dennard przypadła do gustu i że blurb Sarah J. Maas na okładce nie okazał się zwodniczy, bo, przyznaję, trochę w decyzji o przeczytaniu powieści mi on pomógł. 

Miałam jakąś jedno-dwutygodniową przerwę w lekturze, bo choć przysięgałam sobie, że już tego nie robię, po przeczytaniu bodajże połowy "zaglądnęłam" w dalsze rozdziały, tak tylko żeby się lekko zorientować w jakim kierunku potoczy się mniej więcej akcja. I tak mnie wciągnęło, że ledwie się oderwałam, a później nie mogłam powrócić do normalnej lektury, bo choć więcej sobie nie spojlerowałam, to ten już przeczytany fragment czytałam wielokrotnie. W końcu mi się udało i skończyłam czytać, ale wtedy pojawił się smutek, bo nie miałam przy sobie kontynuacji. Całe szczęście, że Wydawnictwo SQN już zapowiedziało premierę drugiego tomu, Wiatrodzieja, który pojawi się w księgarniach, o ile mnie pamięć nie myli, już w kwietniu. Nie ma to jak wysyp cudownych premier przed samą maturą.

Wielokrotnie już słyszałam od blogerów książkowych, że najłatwiej pisze się recenzje tych złych książek, nieudanych lektur, bo łatwo nam opowiadać o konkretnych błędach. Ale kiedy przychodzi co do czego i trzeba opisać zachwyt... To jest o wiele trudniejsze. Ale mam nadzieję, że zrozumiecie, jak bardzo zaskoczona i wprost wniebowzięta jestem przez Susan Dennard. Magia. Chcę drugi tom. 

Za tę niesamowitą powieść serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz