1/01/2017

TOP 6 książek 2016 roku



Przestój na blogu spowodowany był dwoma faktami. A właściwie jednym (dwoma, jeśli o kanał na youtube chodzi). Chociaż grudzień, to czas wielu wolnych dni, to jest to czas świąt, a u mnie jest to bardzo przyjemny rodzinny okres czasu, zwłaszcza, że z częścią osób nie widziałam się przez długie miesiące. Postanowiłam odciąć się niejako od social mediów i jeśli gdzieś się pojawiałam, to raczej tylko na moment na fanpejdżu bloga na facebooku. Drugi, ten booktubowy powód jest taki, że na styczeń zaplanowałam zakup lampy, żeby filmiki "ładniej" wyglądały. Mam nadzieję, że wybaczycie, bo już od dziś mam zamiar raczyć was wszelkimi topkami, podsumowaniami, itd. Jak już widzicie, zmieniło się to i owo w grafice. A to, mam nadzieję, dopiero początek. Okej, na dziś wystarczy usprawiedliwień, przedstawiam wam najlepsze książki, jakie przeczytałam w zeszłym już roku! :)


Zastanawiałam się nad ułożeniem książek w jakiejś kolejności, od najgorszej (z najlepszych oczywiście) do najlepszej, ale uświadomiłam sobie, że nie potrafię. I tak zmusiłam się do pokazania kilku książek, tych best of the best, bo w 2016 przeczytałam naprawdę sporo świetnych książek. Jedną pozycję mogę tylko wyróżnić i powiedzieć o niej szczerze, że jest to najlepsza książka 2016 i w ogóle najlepsza, jaką przeczytałam w całym swoim życiu. 


Ember in the Ashes. Imperium ognia
Wymienienie tej książki w topce nie powinno nikogo dziwić. Imperium ognia polecałam wielokrotnie w zestawieniach jako świetną lekturę, i nadal to podtrzymuję. Jestem wstrząśnięta tym, co zaserwowała nam tutaj Sabaa Tahir. Jest to jedna z czterech zapowiadanych części serii, więc autorka musiała jakoś sprzedać historię Lai i Eliasa, jakoś zachęcić do wyczekiwania kolejnych tomów. I udało się jej to z nawiązką. Ponad rok minął od premiery książki, która była jesienią 2015, i niedługo minie rok od kiedy z ociąganiem (bo nie ma co się oszukiwać, jakoś mnie nie ciągnęło do tej książki) przeczytałam ją na feriach w lutym. Tyle miesięcy po lekturze, a ja nadal czuję, nadal przeżywam wyrwanie mi serce wraz z ostatnimi zdaniami powieści. Chcę już kolejny tom, potrzebuję go.





Szklany miecz 
O tej książce też mogę gadać na okrągło. Przeczytana, o ile pamiętam, przed albo od razu po powyższej. Już nie pamiętam, który tytuł miał zaleczyć kaca po drugim, w każdym razie, nie wyszło. Kac książkowy się spotęgował, a ja byłam zrozpaczona, bo ferie spędzałam daleko od domu i nie było możliwości, by przeczytać coś innego. Szklany miecz miał mnie rozczarować. To znaczy, tak przeczuwałam po paru pierwszych rozdziałach. Wiecie, Victoria Aveyard przypomina mi trochę Cassandrę Clare. Sam sposób pisania nie jest najbardziej wystrzałowy, trzeba się po prostu wkręcić w historię. Ale jak już zatrą się granice między rzeczywistością a światem wykreowanym, świat przedstawiony porywa do granic. I Aveyard zdecydowanie mnie porwała, mimo niepewnego początku, później coś zaskoczyło, a im bliżej końca było, tym potężniejszy zawał mi groził. I jeszcze ta szata graficzna, bo jak miałabym o niej nie wspomnieć! Kocham minimalizm, delikatność i taką... klasę.



Moje serce i inne czarne dziury 
W topce znalazła się też książka, którą zaryzykowałam się objąć patronatem medialnym i okazała się strzałem w dziesiątkę. Chociaż zaintrygowała mnie już w oryginale, to zdecydowałam się na nią dopiero jak wyszła w Polsce. I nie umieściłam jej w tym zestawieniu, bo była taka fajna, ciekawa, świetna. Tak, te epitety jak najbardziej są na miejscu, ale nie o nie chodzi. Moje serce i inne czarne dziury to powieść zaskakująca, poruszająca i skłaniająca do zastanowienia się nad własnym życiem, nad swoimi pragnieniami, celami w życiu, marzeniami. Nad sobą. W prawdziwie dojrzały sposób. Genialnie wykonana, szacunek dla autorki. Dodam, że powieść powstała w oparciu o doświadczenia autorki. Polecam.






Wiem, że to miało być TOP 6, ale jeśli kolejne nominacje potraktujecie jako jedność, skoro są częścią jednej serii, to mam nadzieję, że przejdzie.


 


Dziedzictwo Ognia & Królowa Cieni
Yep, ten rok należał bez dwóch zdań do Sarah J. Maas. Cieszcie się, że nie wstawiłam tu jeszcze poprzednich tomów serii. Chociaż wiele, naprawdę wiele osób sugerowało mi przeczytanie Szklanego Tronu nie chciałam tego. A bo trzeba nadrabiać serię, a bo skoro spodobało się to tylu osobom, to, znając moje szczęście, u mnie będzie wręcz przeciwnie. Koniec końców postanowiłam spróbować, zwłaszcza, że pierwsze tomy ciężko dostać, a ja akurat trafiłam na dodruk po promocji. I stało się, tak Sarah wtargnęła w moje książkowe życie, tak zawładnęła nim. Jest to jedna z niewielu autorek, która czyni wyraźny progres, coraz to świeższe książki są coraz wspanialsze, i oby ta tendencja się utrzymała. Trzeci i czwarty tom wybrałam tutaj bo, jak już wspomniałam, są lepsze od poprzednich. Ale ten główny powód to Rowan, który pojawia się w Dziedzictwie Ognia, a jeszcze więcej go mamy w Królowej Cieni.




Zdrada & The Winner's Kiss
To też chyba nikogo nie zdziwi. Chociaż pierwszy tom, Pojedynek, zafundował mi kaca książkowego, to nie wiedziałam, że może się to jeszcze skumulować w Zdradzie. Drugie tomy słabsze? To sprawdźcie tę trylogię i zobaczcie jak zabójcza jest kontynuacje serii Niezwyciężona. Tym większy jest mój ból, że wydawnictwo Feeria Young najpierw wstrzymało się co do wydania kolejnego tomu, przeciągało to, a niedawno ogłosiło dezycję o niedrukowaniu trzeciego i ostatniego tomu. Boli, zwłaszcza, kiedy widzi się, że ciągnięte są dużo słabsze powieści. Ale mnie to nie powstrzymało, sytuacja działa się właściwie, jak ja już byłam po lekturze 3 tomu. Zdrada okazała się tak fenomenalna, że jak tylko wyszedł następny tom za granicą zamówiłam go. Niemniej jednak, mam nadzieję, że wydawnictwo zmieni jednak decyzję i wyda The Winner's Kiss bo, uwaga, zakończenie trylogii jest jeszcze lepsze od kontynuacji. Tak, kocham autorkę mocno.


Dwór cierni i róż & Dwór mgieł i furii
Kto jest królową 2016, no kto? Sarah J. Maas, sadystka, jakiej jeszcze nigdy nie spotkałam. Chryste, rozwaliła mnie ACOTARem, ale ACOMAF zmiótł mnie totalnie. Tak, to jest ta książka mojego życia, książka, do której wracam raz za razem. Kiedyś nie byłam w stanie wskazać mojej ulubionej powieści, bo przecież pojawiło się wiele, po których miałam kaca. Teraz jest inaczej, żadna książka nie doprowadziła mnie do takiej ruiny, przez Dwór mgieł i furii stałam się wrakiem, jedynym moim pragnieniem był, i nadal jest, rereading. I kolejny tom. Powinnam powiedzieć coś o pierwszym tomie, który również ubóstwiam, ale nawet on blednie przy kontynuacji. Najlepsza kontynuacja ever, najlepsza książka ever. Kocham, wielbię, Rhys. Wkrótce pojawi się sporo na temat ACOMAFu, m.in. oczywiście recenzja. Wiedzcie, że przed falą ACOMAF się nie uchowacie

To moje symboliczne TOP 6 z Dworem mgieł i furii na czele. A co was najbardziej powaliło w zeszłym roku (meh, nadal nie czuję 2017!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz