1/14/2017

Mimo naszych kłamstw | recenzja




Tytuł: ,,Mimo naszych kłamstw”
Autor: Tarryn Fisher
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Data premiery: 11.01.2017
Ilość stron: ?



Dzisiaj opowiem trochę o finalnym tomie pewnej trylogii. Z jednej strony mnie cieszy, ten koniec historii, bo tyle teraz wychodzi nowych, niesamowicie intrygujących serii, jednocześnie starsze pozycje proszą się o przeczytanie, ale z drugiej Tarryn Fisher ma tak unikatowy styl, że ciężko się z nią żegnać. Pocieszyć się można zawsze jej innymi powieściami, fakt, ale to... to nie jest seria schematyczna. Inaczej. To nie jest trylogia z końcem, jaki pojawia się w 90%. Sama fabuła zresztą też odbiega od przeciętnych. Tarryn Fisher sprawia, że szaleństwo bohaterów potrafi przejść na czytelników, wprawiając ich w wariacki obłęd.

To nie jest trylogia perfekcyjna. Love me with lies nie jest typem historii, w których gustuję. Ostatnio odchodzę nawet od typowych, luźnych new adult, wracając do fantastyki. Ale Tarryn Fisher napisała cholernie realne książki, opisując coś, czego doświadczyły setki ludzi, setki związków, a jednak nie napotkałam się na rzadną powieść, której tworzyłoby to główny wątek. Po co pisać o nieszczęściach, o rozstaniach, o toksyczności. Przecież słodzenie lepiej się sprzedaje! Ale czy mdłe zapychanie zmieni rzeczywistość? Zmieni obecność bólu i rozdarcia wewnętrznego? Ignorowanie problemu go nie niweluje. 

Czasami dobrze poczytać coś, co nie kończy się happy endem. Co nie jest słodko przewidywalne od początku powieści do jej ostatnich stron. Gdzie mimo niejakiej świadomości tragicznego końca, wciąż ma się nadzieję, wciąż nie jest się pewnym. I tak, czytanie ciepłych, wzruszających powieści przynosi ze sobą przyjemniejsze emocje, kojące, a nie chropawe, poszarpane. Ale taka lektura Love me with lies... jest intrygująca i świeża. Bolesna, jak sama historia, ale taka, którą doceniam.

Poznaliśmy punkt widzenia Olivii i Leah. Z pozoru wydawać się może, że to Leah jest wredną rudą małpą, która zabrała Olivii miłość jej życia. Ale znając obie perspektywy, znając motywy i pragnienia obu kobiet, nie potrafię przekreślić żadnej z nich. Szczerze każdej współczuję i najchętniej zdublowałabym im faceta. Nie żeby chociaż on w tym wszystkim był idealny... Ale tak, jego też nie mogę znienawidzić, bo właśnie w ostatnim tomie to on dochodzi do głosu!

Historia Olivii, Leah i Caleba zmierza do końca. Bohaterowie stawiają wszystko na jedną kartę i mają nadzieję, na ułożenie układanki. Tyle, że ta miłosna układanka, która lata temu tworzyła zgraną całość, postrzępiła i powyginała puzzle. I one nie chcą teraz współpracować.

Love me with lies to trylogia wybuchowa, pełna emocji i wszystkich odcieni miłości, bez ściemniania. To nie jest coś, do czego się powraca wielokrotnie, ale coś, co wystarczy przeczytać raz, by wbiło swój zardzewiały gwóźdź w czytelnika i zostawiło po nim dziurę. Unikatowa, pasjonująca i smutna. Niesamowita.


Za umożliwienie przedpremierowej lektury dziękuję serdecznie Wydawnictwu Otwarte :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz