1/03/2017

6 najgorszych książek 2016 roku



Były najlepsze, to teraz trzeba ponarzekać trochę na te najgorsze, prawda? Wiadomo, że nie każda książka na jaką się natrafi okaże się perełką, nie każda pozycja polecona przez zaufanego blogera, booktubera przypadnie każdemu do gustu. Takie jest życie, nikogo nie powinno to dziwić, że jeśli coś zachwyci niemiłosiernie jednych, może być absolutną porażką dla innych. Ja w zeszłym roku miałam to szczęście, że jakoś sporo złych książek do mnie nie trafiło, było trochę średnich, ale takich, które bym odradzała ludziom - niewiele. Zestawienie postanowiłam ograniczyć do 6 (co by pasowało, 6 z 2016, wiecie...). A zatem, przedstawiam wam, niekoniecznie z przyjemnością, 6 najgorszych książek 2016 roku!




Oddychaj mną
Że ta książka wyląduje w tym poście wiedziałam już od początku jego planowania. Ale, jak na ironię, akurat jak zabierałam się za jego pisanie, zauważyłam nagły wzrost zainteresowania moją recenzją tej pozycji. Cóż, przynajmniej mogliście sobie odświeżyć, dlaczego Oddychaj mną zasługuje na bycie na liście 6 najgorszych książek 2016. Jestem rozczarowana, bo czytałam już parę powieści tej autorki, z tej drugiej serii, i odebrałam je dość pozytywnie. Czego niestety nie mogę powiedzieć o tej. I tak oto zapanowała u mnie przerwa od książek Abbi Glines, aż do odwołania.







Miłość i kłamstwa
Jak na tak osławioną autorkę jaką jest Cecelia Ahern jestem aż zniesmaczona poziomem tej powieści. To właśnie ma być ta słynna, doprowadzająca do łez autorka bestsellerów, z których bodajże dwa czy trzy doczekały się ekranizacji? Słaby pomysł, słabe wykonanie. Aż ciężko mi uwierzyć, że takie nazwisko wyprodukowało tak bezpłciową powieść. Sytuacja na dziś? Zero Cecelii Ahern w czytelniczych planach!








Never, never
Kolejne jak dla mnie nazwiska wysławiane i wychwalane pod niebiosa bez powodów. Książki Colleen Hoover to nie rzadkość w mojej biblioteczce, całkiem sporo, jak na jej dorobek, ich mam. I żadna nie zachwyciła mnie całkowicie. Owszem, znalazły się całkiem ciekawe pozycje, ale kiedy idzie zapoznać się z większą liczbą człowiek widzi schematyczność Hoover, bez najmniejszego wysiłku może przewidzieć, co tym razem wydarzy się w jej powieści. Takie trochę wymuszanie emocji u niej zauważyłam. A tego bohatera tak skrzywdzi życiem, a tego tak, no i JAK MOŻESZ MU NIE WSPÓŁCZUĆ I NIE PŁAKAĆ, NIE ZACHWYCAĆ SIĘ TĄ KSIĄŻKĄ? Z każdą kolejną książką czerpię coraz to mniejszą przyjemność z czytania. Ale w Never, never to już było mocno niefajnie. Tarryn Fisher też już poznałam. I choć jej twórczość nie jest może fenomenalna, to ma całkiem ciekawe pomysły, a przynajmniej obiera interesujące tory. Tym bardziej jestem zła, że tak spartaczyły Never, never. Zapowiadało się fajnie. Bo czemu miałoby być inaczej, skoro dwie bestsellerowe autorki postanowiły napisać coś wspólnie? Ale mniej więcej od połowy tak zaczęły knocić, tak marnować potencjał, aż wbiły kołek zakończeniem. To był celowy samobój? Bo pierwszy z brzegu przypadkowy przeciętny autor mógłby wymyślić lepsze rozwiązanie!




Chłopak z sąsiedztwa
Tyle osób wyczekiwało tej książki! I chyba jestem jedną z niewielu, które tak krytycznie ją oceniły. Innym się podoba? Przecież ja akurat nie mogę mieć szczęścia i też się nią cieszyć, again, Syla frajer. Z początku było świetnie. Myślałam, że to będzie coś pokroju Jennifer Echols, czy Cory Carmack. Lekka, młodzieżowa, zabawna. Boże dopomóż. Koło połowy akcja zaczęła się chylić ku upadkowi. I to poważnemu. Mogło wyjść fajnie, lekko. A tymczasem Kasie West zdecydowała się na żenujące i banalne, nawet jak na lekką opowiastkę, rozwiązania. W tym gatunku naprawdę mam niskie wymagania, ale Chłopak z sąsiedztwa nawet nie zahaczył o dolną część poprzeczki. I tu moje pytanie, co wszyscy widza w tej książce?


Promyczek
Szykujecie na mnie bicze? Niestety i tutaj zdania nie zmienię, choćbym nie wiadomo jak bardzo chciała. Kim Holden wzięła się za niezbyt oryginalny temat, powiedziałabym wręcz, że dość oklepany w ostatnich latach, ale myślałam, że przynajmniej ciekawie go poprowadzi. Tyle zachwytów, tyle obietnic tysiąca łez po lekturze. A u mnie wyszło politowanie. Nad przeczytaniem żadnej książki w 2016 się tak nie wahałam, co w przypadku Promyczka. I chociaż nie jestem tu zła, bo koniec końców książkę doczytałam, sięgnęłam nawet po Gusa (którego akurat polubiłam!), to czuję... nic nie czuję. Nie ma specjalnej żałości, nie ma smutku, trochę się zdenerwowałam, fakt, bo zdecydowanie spodziewałam się czegoś lepszego, ale Promyczek nie wywołał u mnie nawet specjalnie silnej złości. Ta książka była po prostu słaba.




Harry Potter i Przeklęte dziecko
Jak za Promyczka bicze, to za Przeklęte dziecko pewnie oberwę potrójnie, co? Chociaż mam wrażenie, że ta książka miała więcej przeciwników niż powyższa, a i niewiele mniej od zwolenników. Wiem, że to Potter, nie jestem ślepa, ale tak, podzielam zdanie, że jest to niczym fanfik, i to żałośliwie słaby. Nie czuję, żeby cokolwiek "to coś" miało wspólnego z prawdziwym Potterem oprócz nazw własnych. To jest jak profanacja. I tyle pytań mi się pojawiło po przeczytaniu! Czy J.K. Rowling napisała tam chociaż zdanie? Czy tylko użyczyła nazwiska? Po co to było, dla kasy? Nie chce mi się w to wierzyć, ale jaki byłby inny powód, żeby wypuszczać w świat taką miernotę? Jeśli autorka zdecydowałaby się na powrót do świata czarodziejów, to z pewnością nie zrobiłaby tego w tak słabym stylu, przecież ona potrafi pisać! A to? Dziecko z podstawówki niejeden dialog lepiej by poprowadziło. Przykre, ale prawdziwe. 






Zestawienie najgorszych książek, tak jak i najlepszych, nie jest ukazane od najlepszego do najgorszego, ale, tak jak tam wyróżniłam ACOMAF jako best of the best, tak zdecydowanie i bez skrępowania mogę powiedzieć, że Harry Potter i Przeklęte dziecko to, w moim przypadku, najgorsza książka 2016 roku. Co byście na "złą listę" dorzucili od siebie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz