12/03/2016

Szóstka Wron



Tytuł: „Szóstka Wron
Autor: Leigh Bardugo
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Data premiery: 28.09.2016
Ilość stron: 493



Lubię doświadczenie czytania kolejnych książek autorów. Nie chodzi mi tu tylko o trylogie, ale i zupełnie odmienne od siebie powieści, tematycznie, gatunkowo, czy powiązane nawet tym samym uniwersum, ale z inną opowieścią. Pomijając całą treść, bohaterów, fabułę, i tak dalej, można przyjrzeć się technice. Nie wiem jak innym, ale mnie to sprawia ogromną frajdę, to trochę jak oglądanie jak małe dziecko rośnie, tu jest progres, nad tamtym jeszcze pracuje, tu zaskoczy. Obserwowanie rozwoju autora, jego warsztatu napełnia niewysłowioną dumą i wywołuje uśmiech zadowolenia. Bo czyż może być coś piękniejszego, jak otrzymywanie coraz to lepszych książek od ulubionego pisarza?

Z Leigh Bardugo miałam pewien problem. Wydawnictwo Papierowy Księżyc mimo fantastycznych książek w ofercie kuleje przy promocji i organizacji, a mimo to udało mi się trafić na Cień i Kość. Ta książka zaczęła być dla mnie tym, co na przykład Dwór Cierni i Róż; zachwycało mnie w niej niemal wszystko, bohaterowie, klimat, fantastyczny świat, rzeczy, których nie ma w żadnej innej serii. Byłam w niej absolutnie zakochana. Tylko coś poszło nie tak i Leigh zaczęła zmierzać w niezbyt przeze mnie pożądanym kierunku, skończyło się na tym, że spojlery z tumblra, i innych tego typu, tak mnie rozłościły (nie przez samo spojlerowanie, ale przez fakty, które ujawniały), że zakończyłam przygodę z trylogią po tomie drugim, nie chcąc się pogodzić z ostatecznym obrotem akcji (który z grubsza już znałam). W trylogii Grisza Leigh Bardugo przedstawiła mi coś odmiennego i byłam na nią zła, że zmarnowała tak świetną historię. Postanowiłam wręcz skończyć z jej twórczością raz na zawsze, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało. Ale kiedy do przeczytania najnowszej powieści zachęca ktoś taki jak Martha Oakiss i robi to tak magicznie, nie było innego wyjścia - złamałam się i sięgnęłam po Szóstkę Wron.

Młody, przystojny i podpierający się na lasce geniusz, Kaz Brekker ma przed sobą umowę życia. Za wykonanie niewykonalnego może się wzbogacić jak jeszcze nigdy wcześniej, i wreszcie pozwolić sobie na to, czego w głębi duszy pragnie. Jedna mała zbrodnia, jeden występek, a otrzyma fortunę. Jest tylko jeden haczyk. A właściwie kilka. Nie wiadomo, czy chłopakowi uda się przeżyć. Owszem, nie jedno włamanie, nie jedno morderstwo uszło mu płazem, jest w końcu królem w swym światku, porusza się niczym cień i używa nie tylko siły mięśni, ale i umysłu. Jednak tym razem to może mu nie wystarczyć. Misja jest wysokiego ryzyka, w razie podjęcia się jej groziłoby mu niebezpieczeństwo wielkie jak jeszcze nigdy wcześniej. Poza tym, samemu by mu się nie udało, potrzebni są wspólnicy w zbrodni. A znaleźć innych jemu podobnych, którzy nie spartolą zadania, narażając życie reszty nie będzie łatwo. Ale czy jest wyzwanie, którego Kaz by się nie podjął?

Leigh Bardugo po raz kolejny przedstawia czytelnikom iście fantastyczny świat. Przestępcze zakamarki, ciemniejsze uliczki, całą mroczną stronę Kerchu... Autorka posiada jakąś taką lekkość w tworzeniu świeżych realiów, w kreowaniu świata przedstawionego, serwując coś interesującego i intrygującego nie tylko etymologią, ale i działaniem. Który fan fantastyki nie lubi aspektów dotyczących swoistych krain, państw? Kto pogardzi odmiennymi warstwami społecznymi, obdarzonymi mocą istotami? To jest właśnie jedna z tych najcudowniejszych cech tego gatunku, nieograniczona możliwość tworzenia. A jeśli jeszcze żeby to dopracować... można się rozpływać.

To, co mi nie koniecznie przypadło do gustu, to tor, jakim podąża akcja. Leigh Bardugo ma te wszystkie techniczne narzędzia, o jakich inni autorzy mogą tylko pomarzyć. A jednak wciąż zawodzi na fabule. Szóstka Wron to niesamowita powieść, jeśli szuka się wspaniałych krain, niespotykanych historii, a jednak wronowa teraźniejszość kuleje, jak Kaz, o ironio, tylko u Kaza można to uznać jako część niego samego, a przy fabule można to jednak poprawić. To boli najbardziej, w Leigh drzemie tak wielki potencjał; jeśli tylko rozwinie w końcu skrzydła może rozłożyć na łopatki nawet Sarah J. Maas. Sęk w tym, żeby Leigh najpierw sama odnalazła swoją drogę, bo na razie mam wrażenie, że wciąż się błąka.

Szóstka Wron jest niczym wstęp do przedstawianej historii, przygotowany start, rozkręcać się będzie dopiero w drugim tomie (przynajmniej mam nadzieję). Czy to dobrze, czy źle? Jeśli ktoś lubi wolniejszą akcję, mniej pełnych napięcia i błyskawicznych akcji, to trafił w sedno, już wie, czego zażyczyć sobie od Mikołaja. Ale dla osób z mentalnym adhd, oczekujących od powieści ekstremalnych wrażeń Szóstka Wron może być niewystarczająca. Poza tym, wciąż miałam wrażenie, że pozycja Kaza jest wyolbrzymiona, jako 17-latek z takimi osiągnięciami... niezbyt realne, nawet w świecie fantastycznym. Ale to wydanie... na wszystkie książki świata, to cudowne wydanie. Twarda oprawa, magiczna szata graficzna, czarne krańce stron, część czarnych całych, czerwona wstążka do zaznaczania, mapka... Czy może być coś milszego niż zafundowanie książce takiej oprawy? Przecież do takiego wydania aż się lgnie. Tym razem okładka przebija treść. Ale dlatego, że jest wystrzałowa, a treść wcale nie jest taka zła.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu MAG








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz