12/04/2016

Przeznaczenie Violet i Luke'a



Tytuł: „Przeznaczenie Violet i Luke'a
Autor: Jessica Sorensen
Wydawca: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Data premiery: 31.10.2016
Ilość stron: 367


Po raz kolejny miałam okazję spotkać się z twórczością Jessiki Sorensen i, o rany, jakie to było dobre! Większość książkoholików autorkę kojarzy zapewne z Przypadkami Callie i Kaydena, pierwszą jej książką, która pojawiła się na polskim rynku, dokładnie w czerwcu zeszłego roku. Mi też udało się ją przeczytać, niestety jej kontynuacja jeszcze przede mną. Szczerze przyznam, że nie myślałam o tym, czy historia Luke'a i Violet jest powiązana z tą z Callie i Kaydenem. - dlatego trochę się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam, że występują w tej powieści. Na szczęście byli ledwie widoczni, nic nie zdradzono, co do ich przeszłości, co przyjęłam z ulgą, bo to oznacza, że będę mogła czytać drugi tom C&K na spokojnie. Ale paplam, przejdźmy do konkretów!

Uwielbiam, kiedy przy spotkaniu z książką dochodzi do czegoś takiego, jak u Jessiki Sorensen. Wzięłam książkę w dłonie, przeczytałam dosłownie może z kilka stron i już płynnie leciało się dalej, zapadało się w ten książkowy świat, klimat, odcinając się od rzeczywistości. Ale znowu odpływam, wybaczcie, to jeszcze emocje po lekturze nie opadły.

I tym razem autorka przedstawia nam skomplikowanych bohaterów z trudną przeszłością. Violet w wieku sześciu lat była świadkiem morderstwa swoich rodziców, później przezywana z jednej rodziny zastępczej do drugiej nie zaznała ani odrobiny człowieczeństwa, często była zamykana w piwnicy, pozbawiana jedynej rzeczy, która jej została po dawnym życiu, po rodzicach - fioletowego misia. Obecnie sytuacja wygląda tak, że robi za dilerkę u swojego ostatniego zastępczego rodzica, Prestona, który zajmował się Violet ze swoją, byłą już, żoną Kelly; gdzie dziewczyna nie była traktowana jak karaluch (co nie oznacza, że wychowywali ją dobrze, raczej ściągnęli ją z domu dziecka, żeby mieć przez kogo sprzedawać towar na imprezach dla nastolatków, anyway). Luke wcale nie miał lepiej. Kiedy był mały jego ojciec postanowił odejść od rodziny, zostawiając małego syna i nieco starszą córkę w rękach szalonej matki narkomanki. Pomyślcie o czymś, co robiliście w dzieciństwie, o jednej rzeczy. A teraz patrzcie na to, ośmioletni Luke zmuszany był przez swoją matkę do robienia jej zastrzyków z niewiadomo jakimi narkotykami. Tak czy inaczej, nikt  z nich nie miał lekko.

Często bywa, że autorzy nie potrafią nakreślić skrzywdzonych przez los charakterów, tworząc żałosne bidulki, z ogromnymi przejściami, dodając jacy to oni nie są tragiczni, skrzywdzeni i w ogóle wszystko, co smutne, więc z samego tego faktu mamy ich pokochać i im współczuć. Nie, to jest słabe. A Jessica Sorensen, ani żadna z jej książek nie jest słaba. Potrafi wywołać prawdziwe emocje, niewymuszone, a nie brać na litość, jak to robi wiele autorek new adult (i nie tylko). Pierwszy punkt dla J.

Książka jest niesamowicie wciągająca, już zapomniałam, jak bardzo Jessica Sorensen potrafi magnetyzować swoim piórem. Tak, bohaterowie są problematyczni, ale nie są idealni w nieidealny sposób, jak to najczęściej bywa; biedne dziewczyny z tragicznymi historiami, bad boye i tak dalej. Nie, mimo że cieszyłam się lekturą, to były też takie aspekty u bohaterów, które mnie nie powalały, inaczej, po prostu mieli też swoje gorsze strony. To, że Violet mimo że była taką twardą sztuką, pozwalała Prestonowi tak nią manipulować emocjonalnie, wykorzystywać ją, powołując się wciąż na ten sam fakt, że ją przygarnął; to że Luke był taki frustrujący w odbiorze momentami, że jednak nie było tak jak z Kaydenem, aczkolwiek w ten sam deseń. Ale mimo swoich słabych punktów przyjmuje się tych bohaterów w całości, ze wszystkim, co mają. I rzeczywiste nakreślenie postaci, nielukrowanie wypowiedzi, czy wszystkiego innego, zapewnia autorce kolejne punkty.

Przeznaczenie Violet i Luke'a kończy się w podobny sposób, co Przypadki Callie i Kaydena. Mamy silne emocje, gigantyczne wręcz, szybki obrót akcji i, i co? Koniec, finito. I z takim uczuciem, z takim zawieszeniem oddechu, z otwartym sercem autorka pozostawia nas w oczekiwaniu na drugi tom. Tak, było mocno. Jeśli jesteście gotowi na takie emocje, to polecam. Po mnie przeszło jak tornado.

Za książkę dziękuję portalowi Papierowy Pies


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz