12/11/2016

Oblivion




Tytuł: „Oblivion
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawca: Wydawnictwo Filia
Data premiery: 12.10.2016
Ilość stron: 400



Ta recenzja miała powstać zaraz po lekturze, kiedy emocje wciąż we mnie buzowały, ale pewne czynniki mnie od niej odciągnęły i tak się złożyło, że dopiero teraz ją piszę. A mimo minionych dni od przeczytania Oblivion emocje nadal buzują. To chyba już jakiś pozytywny znak, prawda?

Jennifer L. Armentrout należy do grona tych przewspaniałych autorów, po których kolejne książki mogę sięgać bez obaw, że mnie rozczarowują. To już ten poziom zaufania do autora, kiedy nie czyta się nawet opisu książki, ani żadnych recenzji na jej temat, po prostu widzi się nowy tytuł w zapowiedziach i automatycznie ląduje on w koszyku. I w sumie tak było z Oblivion. Wiedziałam o książce tyle, ile przewinęło mi się gdzieś przed oczami, że to powrót do serii Lux i że to coś jak pierwszy tom tylko z perspektywy Deamona. Czyli w gruncie rzeczy najważniejsze fakty znałam, bo po co mi było wiedzieć więcej przy Armentrout?

Serię Lux uwielbiam, chociaż niestety zawiesiłam się jakoś na angielskim wydaniu trzeciego tomu. Wiem, wszystkich jest pięć, więc trochę ciężko oceniać, ale główne wydarzenia z kolejnych tomów mam zaspojlerowane, pozwalam sobie zatem na miłość do serii. Poza tym, święta idą i czas wolny, może akurat ściągnę kolejne tomy z półki i znajdę na nie chwilę. 

Ale wracając do treści... Tutaj nie trzeba chyba za bardzo przedstawiać fabułę, bo to rzeczywiście jest pierwszy tom z perspektywy głównego męskiego bohatera, Luksjanina Deamona. Czyli w skrócie dla nieobeznanych z serią, w niebezpiecznie bliskim sąsiedztwie pojawia się nowa rodzina. Dokładnie naprzeciwko domu Deamona wprowadza się nastoletnia Katy wraz z mamą. I tu pojawia się pytanie, dlaczego rząd pozwolił na tak bliskie zamieszkanie człowieka w pobliżu Luksjan? Czy miał w tym jakiś cel, czy może oszalał, kompletnie zgłupiał? Z każdym dniem dochodzi do coraz to ciekawszych konfrontacji Deamona z sąsiadką, Katy. A jak potoczy się ta historia? Nietrudno się domyślić.

Uwielbiam Jennifer, po prostu uwielbiam, chociaż jeszcze tyle jej książek przede mną. Uwielbiam ją za serię Lux, za Dark Elements, za Zaczekaj na mnie napisane pod pseudonimem J. Lynn. Ta kobieta jest niesamowita w tym co robi, nie ważne za jaki gatunek się bierze, na jaką tematykę się decyduje, wychodzi jej istny majstersztyk.

Wiem, że Obsydiana nie czytałam jakoś dawno, ale czuję, jakby od tamtej pory minęły wieki. Kiedy powróciłam do serii przy Oblivion troszkę się zasmuciłam. Bo to absolutnie fantastyczna powieść, ale chyba jestem na nią za stara. Albo po prostu za dużo naoglądałam się Supernatural i Sherlocka, żeby coś mnie mogło specjalnie zaskoczyć. Poza tym, to ta sama historia tylko w innej odsłonie, plus dołożone kilka scen, w których siłą rzeczy Katy nie mogła brać udziału. A mimo wszystko, czuję, że to dla "mnie" z przeszłości. Dla nastolatek 14-17. Taak, wiem, za miesiąc stuknie mi dopiero 19, więc próchnem nie jestem, po prostu rosną mi wymagania i już nie jestem taka pobłażliwa.

Mimo mojej wybredności Oblivion uważam za świetną lekturę. I tak jak nie przepadam za powielaniem fabuły ze zmianą jedynie głównego bohatera, tak tutaj było przyjemnie. Jak za każdym razem u Jennifer L. Armentrout!

Za książkę dziękuję Portalowi Papierowy Pies :)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz