12/06/2016

Nigdziebądź




Tytuł: „Nigdziebądź
Autor: Neil Gaiman
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Data premiery: 31.08.2016
Ilość stron: 432



Neil Gaiman to jedno z najczęściej przewijających się nazwisk w książkowej blogosferze - przynajmniej w tej jej części, którą regularnie śledzę. Autor, którego ciężko określić, nadać mu etykietkę. Chociaż wszyscy zainteresowani wiedzą, czego się mniej więcej mogą po nim spodziewać, to wydaje mi się, że nigdy w stu procentach nie jest się przygotowanym na jego twórczość, i nie mam tu na myśli tego, czy przewidywalne, czy nie. Chodzi o coś znacznie głębszego, coś takiego człowieczego, czego nie da się opisać słowami.

Pióro Gaimana nie jest mi takie obce, a przynajmniej nie całkowicie; wcześniej miałam już okazję przeczytać tak wychwalaną Księgę cmentarną. I chociaż może nie było tego uczucia, że się umrze, jak się przerwie lekturę, ale za to było coś magnetycznego, hipnotyzującego w powieści. Nie żeby zmieniła ona moje życie i tak dalej, ale z pewnością było w niej coś niepowtarzalnego, co wyraźnie wyróżnia Gaimana na tle innych autorów. Dla mnie jest on jednym z tych autorów, których książek może nie wyczekuję z niecierpliwością, ale ma dość mocną pozycję na liście "do przeczytania kiedyś"; nie zamierzam zaprzestać czytania gaimanowskich książek.

Właśnie przyznałam, że chciałabym przeczytać coś od Neila Gaimana w wolnym czasie, tj. jak zejdą mi pozycje już zamówione. Ale to nowe wydanie tak długo do mnie wołało, że musiałam po nie sięgnąć! Plus kolejny z tego - nie czytam samych nowości, a i starsze pozycje; bo choć premiera tego wydania była stosunkowo niedawno, tak już kilka innych wcześniej zostało wydanych. Ale może tak właśnie miało być? Może miałam sięgnąć po Nigdziebądź właśnie teraz?

Alternatywne światy to całkiem powszechny motyw, nietrudno znaleźć książki o innych wymiarach, o podróżach między nimi - choćby powieść nie tak dawno przeze mnie recenzowana, Mroczniejszy odcień magii, tam też przewija się kilka "odmian" Londynu. Właściwie w Nigdziebądź występuje nawet to samo miasto! Tyle że u Gaimana jest naprawdę ogrom wersji tego miasta.

Niecodzienna. Tak można określić twórczość Gaimana. Chociaż Nigdziebądź zaczyna się dość zwyczajnie, to z czasem zacieśnia swoje szpony wokół czytelnika i coraz trudniej jest się oderwać. To ten wcześniej przeze mnie wspomniany magnetyzm tak się nasila. Jestem pełna podziwu dla oryginalnego i niepowtarzalnego kunsztu pisarskiego, to nie jest coś, co spotyka się codziennie.  Autor potrafi połączyć w spójną całość rzeczy kompletnie do siebie niepasujące, ze zbitek stworzyć unikat. A wszystko to w fascynująco fantastycznym klimacie, z dużą dawką ironii i humoru.

Wydawnictwo MAG ostatnio coś rozpieszcza książkoholików. Nigdziebądź razem z Gwiezdnym Pyłem i Amerykańskimi bogami ukazało się w nowej oprawie, w oprawie, którą nie można się nasycić. Można się patrzeć na nie godzinami. Nigdziebądź w świetnych czarno-pomarańczowych barwach, z satynowym przodem i laminowanymi napisami, w twardej okładce i wstążką do zaznaczania... czy może być coś fajniejszego? Właściwie tak: równie świetna lektura. Podsumowując? Tutaj dobranie idealne!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu MAG


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz