11/15/2016

Mroczniejszy odcień magii




Tytuł: „Mroczniejszy odcień magii
Autor: V.E. Schwab
Wydawca: Zysk i S-ka
Data premiery: 11.07.2016
Ilość stron: 402


Victoria Schwab przedstawia nam już na początku powieści cztery Londyny. Cztery te same miasta, a w tak odmiennych odsłonach. Jest Londyn Szary - nudny, wynędzniały, niechlujny, pozbawiony magii, Londyn, którym rządzi król szaleniec. Jest Londyn Czerwony, gdzie magia i życie stanowią harmonię. Trzeci Londyn, to Londyn Biały, którego wojny o magię kompletnie wycieńczyły. I jeszcze czwarty, Londyn Czarny, ale o tym nikt nie mówi. Nie otwarcie...

Nadeszła chwila, kiedy ponownie trafiła w moje ręce, a tym samym do moich oczu, książka fantastyczna - i ze względu na gatunek i na jej jakość. Dzięki zgrabnym opisom autorki, przystępnej dawce informacji czytelnik już od początku wskakuje w tę powieść. Dokładnie jak jej bohater przeskakuje z jednego Londynu do drugiego na okładce. To już pierwszy plus, takie płynne wkręcenie się w opowieść. I na szczęście nie jest to koniec pochwał.

Na wstępie poznajemy Kella, który jest jednym z antari, magów potrafiących tworzyć bramy i przemieszczać się pomiędzy światami. Oficjalnie jest on podróżnikiem z Czerwonego Londynu, posłańcem królewskiej rodziny, w żadnym innym wypadku nie mógłby podróżować do innych Londynów. Dostarcza wiadomości od swej królowej do innych władców i z powrotem. W świetle prawa, oczywiście. Potajemnie przemyca towary z jednego Londynu do drugiego, gdzie znajduje klientów gotowych zapłacić niewyobrażalne ceny. Wpada jednak w zasadzkę, kiedy próbuje sprzedać coś z Czarnego Londynu, jedynym ratunkiem wydaje się być ucieczka, więc Kell kieruje się do Szarego Londynu. Wpada tam na pewną ambitną złodziejkę, Lili Bard, i koniec końców wplątują się razem w niezłe tarapaty. Stawka jest wysoka, bo od powodzenia Kella zależy ocalenie wszystkich światów.

Jestem zaskoczona. Już się stęskniłam za takimi typowymi młodzieżówkami fantasy, które właściwie przeznaczone są niekoniecznie tylko dla młodych odbiorców. Bez ochów i achów, bez dramatycznych scen, patologicznego wątku romantycznego, który w istocie przesłaniałby wszystko. Nie. To piękna powieść, pełna akcji i wyobraźni, skonstruowana z taką precyzją, że łzy radości cisną się do oczu. Nie ma okropnego nawału informacji o wykreowanych krainach, w których można się utopić, a których choćby połowy się ostatecznie nie zapamiętuje. Taki ogrom faktów serwuje na przykład Samantha Shannon. Żeby sprawnie przejść do kolejnego tomu w jej serii trzeba mieć świeżo przeczytany poprzedni, tak żeby się nie pogubić. A tutaj mamy miarowo podawane szczegóły, tak by czytelnik zdążył się z nimi oswoić i je zapamiętać. 

Na uwagę zasługują też główni bohaterowie, ciekawie wykreowani, niby niespecjalni (pomijając zdolności magiczne Kella), ale... pasujący do historii. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Chociaż gdybym spotkała kiedyś Kella wieczorem na kompletnym pustkowiu, pewnie uciekałabym z krzykiem (tj reakcja instynktowna). Ale, hej!, przynajmniej wreszcie rozumiem miniaturkę recenzji Mroczniejszego odcienia magii u Pawła z P42!

Jeśli już planujecie listę prezentów dla najbliższych, a wsród nich jest wielbiciel fantastyki, to już wiecie co mu podarować. Nie da się przy tej powieści nudzić, to fakt, ale jeśli przerwie się lekturę, to nie ma palącego uczucia, by kontynuować czytanie, da się przeżyć rozłąkę z lekturą. Także dla niektórych może to być atut, wciągająca, gdy się ją czyta, ale nie mącąca w głowie, gdy się od niej na chwilę odejdzie.

Świetnie skonstruowana powieść fantasy, dodatkowo uraczona schludną okładką, to coś, co można czytać i pod kocykiem w łóżku i koło kominka, z kubkiem herbaty w dłoni, gdy na zewnątrz pada śnieg, gdy wykonuje się jakieś prace, które nie wymagają zbytniej uwagi i można przy niej czytać. Taka książka do wszystkiego. 

Za książkę dziękuję księgarni Matras :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz