11/21/2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko



Tytuł: „Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Autor: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne
Wydawca: Media Rodzina
Data premiery: 11.07.2016
Ilość stron: 320



Że Przeklęte Dziecko przeczytam - co do tego nie było wątpliwości. Pozostawała po prostu kwestia czasu. Nie chciałam brać się za tę książkę zaraz po jej wydaniu, nie chciałam brać udziału w zbiorowej reakcji. Wiecie, wolałam, żeby atmosfera trochę opadła, żeby udało mi się podejść do książki bardziej na trzeźwo, nie będąc zaślepioną tym, że co by to nie było, Rowling ma w tym swój udział. I tak, udało mi się to, wytrzymałam do zeszłego czwartku. 

Wyjaśnijmy od razu znaczącą kwestię, TO NIE JEST KOLEJNY TOM SERII. Jakby tego nie reklamowano w mediach, sama okładka wskazuje, że jest to WYDANIE SCENARIUSZA, scenariusza SZTUKI, która powstała NA PODSTAWIE oryginalnej opowieści. Więc bądźmy uważni, co próbują wcisnąć nam social media, a co czytamy naprawdę. Przyznaję, że ja sama nie pędziłam do książki jak szalona, wiedziała, że jest to sztuka luźno związana z pierwowzorem, proszę, nie zgadzają się  choćby takie fakty jak zawody naszej ukochanej trójki (która jest tu już w starszej wersji), nie wymagajmy zatem od Przeklętego Dziecka cudów.

Przejdźmy może najpierw do suchych faktów o książce, do treści, a później trochę opowiem o ogólnym wyrazie. Akcja rozpoczyna się tam, gdzie skończyły się Insygnia Śmierci, na stacji King's Cross, gdzie swój pierwszy rok nauki w Hogwarcie ma rozpocząć drugi syn Harry'ego i Ginny, Albus. Ale, ale!, nie jest tak, że fabuła opiera się na Albusie-pierwszoroczniaku. Mamy w skrócie opisane trzy lata nauki chłopca, trochę o jego początkach - wiadomo, a potem "zatrzymujemy się", kiedy Albus jest w czwartej klasie. I właściwie w samym Hogwarcie niewiele się dzieje, a przynajmniej dostajemy strzępki informacji o aktualnościach ze szkoły, głównie akcja toczy się poza nią. A co się dzieje? Albus trafił do Domu Węża i zaprzyjaźnił się tam z młodym Malfoyem, Scorpiusem. Na siłę można by było doczepić do nich Rose Granger-Weasley, nevermind.

Głównie chodzi o to, że młody Potter nie dogaduje się z ojcem, często się kłócą, nie mogą dojść do porozumienia itd. Albus obwinia Harry'ego właściwie o wszystko, więc za bardzo sympatią się nie zapała do niego, nie liczyłabym na to. Po podsłuchaniu rozmowy ojca postanawia naprawić jedną z jego win, oczywiście wplątuje w to wszystko swojego jedynego, choć najlepszego przyjaciela, Scorpiusa, a także dwudziestoparoletnią Delphi, teoretycznie powiązaną ze sprawą. Jak łatwo się domyślić, cóż, partoczą sprawy i trzeba po nich posprzątać. A, i w tle przewija się wątek tytułowego przeklętego dziecka - panuje powszechne przekonanie, że Malfoyowie cofnęli się w czasie, bo nie mogli mieć dziecka i Voldemort zapłodnił Astorię. Z serii #tak bardzo wiarygodne.

I, o Boże, jaka ta sztuka jest fatalna (ale całe moje podejście do niej było takie z przymróżeniem oka, więc spoko, nie oczekiwałam za wiele). Nie nastawiałam się na kolejną epicką historię. Nie nastawiałam się nawet na epickie fanfiction, ale to, co właśnie przeczytałam, przekroczyło wszelakie granice przyzwoitości. Nie mówię tego z oburzeniem, ale z litością. I ze śmiechem. Bo, ja rozumiem, sztuka, łatwe emocje, brak komplikacji, ALE zwróćmy uwagę, że to nie jest BAŚŃ dla dzieci, a pokolenie Potterheads jednak już trochę wyrosło, więc trochę powagi co do wykonania by się przydało. A co jest najśmieszniejsze? Ja na tym ryczałam. I to nie ze śmiechu.

Emocje wzbudziły we mnie przemycone fragmenty prawdziwego Pottera. Niektóre wypowiedzi bohaterów nam już znanych, motywy, wspomnienia. Tak, właśnie odniesienia do serii mnie wzruszyły. A kiedy pojawiła się postać ze Slytherinu, która już od czasów Kamienia Filozoficznego była moją ulubioną, a na którą wszyscy psioczyli niemal do samego końca, płakałam. Krótko, bo to krótka scena była, ale jednak przywołanie tych wszystkich wspomnień związanych z Potterem, sentymenty sprawiły, że wymiękłam. To tyle jeśli chodzi o zalety. Nie będę tu mówić o tym, że czyta się błyskawicznie, bo to jest scenariusz, a nie powieść, nie mamy tu opisów, więc to chyba logiczne, że lektura nie zajmuje nam tygodni. Chodzi mi o to, że sztuka sama w sobie się nie obroniła, gdyby nie powyższe nawiązania do serii, niejakie uczepienie się niej, przepadła by całkowicie.

Zaczynając od tego, że bohaterowie kompletnie nie przypominali siebie. I nikt mi nie wmówi, że po prostu się zestarzeli. Harry nigdy, powtarzam NIGDY nie odnosiłby się w ukazany sposób do profesor McGonagall, Ron nie byłby aż takim ,przepraszam za wyrażenie, debilem (bo "idiota" w przypadku jego postaci w Przeklętym Dziecku to byłoby spore niedopowiedzenie), a Hermiona nie byłaby tak bardzo niehermionowata, nie na takim stanowisku jak minister magii. Bezsensowne sytuacje, jak sugerowanie chemii pomiędzy Draco a Hermioną, czy homo relacji Scorpiusa i Albusa. Po co, ja się pytam? Nie to, żebym miała coś przeciwko, ale zaczęto wątek i od razu go porzucono. Da hell, gdzie tu logika?

Harry Potter i Przeklęte Dziecko to sztuka żałośliwie śmieszna, ale taka... teatralna. Przeniesienie tej historii na ekrany nie miałoby sensu, nie mówię już o samych nieścisłościach, ale o ogólnej historii. Bo jest, jakby to ująć, banalna. A Harry Potter banalny nie jest. I mam nadzieję, że banalne nie są też Fantastyczne zwierzęta, którymi już niedługo mam zamiar się pocieszyć. Co jest w świecie teatru niech w nim pozostanie, nie neguję, fajnie, że w ogóle podjęto się takiego przedsięwzięcia, ja je jak najbardziej wspieram. Szczęśliwi ci, którzy mogli zobaczyć sztukę na żywo, ja jednak pozostanę przy oryginalnej serii i przy filmach, zarówno powstałych jak i nadchodzących. Niemniej jednak, zapoznanie się ze scenariuszem sztuki polecam, ciekawe doświadczenie, tylko trzeba podejść do lektury bez zbędnych oczekiwań.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz