11/30/2016

Dziewczyny z Solidarności




Tytuł: „Dziewczyny z Solidarności
Autor: Anna Herbich
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data premiery: 12.10.2016
Ilość stron: 304


Powoli wcielam swoje plany w życie. Stopniowo, małymi kroczkami, ale ruszam  z nimi do przodu. Tak jak wcześniej zapowiedziałam, postanowiłam poszerzyć swoje "koło zainteresowań" i czytać też inne gatunki książek. Z każdym tygodniem dowiaduję się o przecudnie zapowiadających się premierach młodzieżówek, fantasy czy new adult; nie starcza mi czasu, by przeczytać je wszystkie, więc jak miałabym znaleźć jeszcze chwilę, na coś mniej typowo dla mnie, coś, co także mnie interesuje, ale co jednak jakoś zawsze przebijały inne pozycje...? A jakoś się udaje, całe szczęście. 

Jakiś czas temu czytałam Dziewczyny wyklęte 2, co już wiecie, bo pojawiła się recenzja. Uwielbiam historię, czy to starożytną, czy nam bliższą, a kiedy jest opowiedziana w cudowny sposób, potrafi przebić niejeden bestseller swoją magnetycznością. Lubię słuchać historii Polski, opowieści na temat ważnych wydarzeń, działań. Nie kręci mnie pompatyczne chwalenie i wyolbrzymianie, raczej wywołuje to niesmak. Ale jeśli zachwyt ma podstawy, jeśli to, o czym się mówi nie jest przedstawiane w nie wiadomo jakich kolorach, to się cieszę. Cieszy mnie to, że mimo wszystkich gorszych lat Polska może się czymś szczycić. Czy też kimś. Wiecie, w taki pozytywny, niearogancki sposób. Takie naturalne dzielenie się radością z jakiegoś powodu.

Tematów intrygujących w historii jest mnóstwo, ale to sytuacje kobiet przyciągają moją uwagę szczególnie. To, że jest coraz więcej książek właśnie o tzw płci pięknej w określonych latach, przybliża nam lepiej realia, z jakimi zmagać musiały się kobiety, i pokazuje jak sobie radziły. Dziewczyny z powstania, Dziewczyny z Syberii, to książki, które możecie kojarzyć od autorki, która w tym miesiącu zawitała do księgarń z Dziewczynami z Solidarności.

Wciąż nie czuję się wystarczająco pewnie, by z lekkością wypowiadać się na temat historii, wciąż nie wiem wszystkiego, nie znam szczegółów. Ale przynajmniej mogę poświadczyć, że "skubnęłam" choć trochę temat. Czasy Solidarności, to nie odległe wieki, to wszystko się działo zaledwie kilkadziesiąt lat temu. Nie należę do tego pokolenia, więc to, co wiem na temat ówczesnych wydarzeń, wiem z opowieści innych i książek. Ale już teraz, po lekturze książki Anny Herbich, mogę coś powiedzieć. Kobiety są niedoceniane. Niekiedy potrafią zdziałać więcej niż cała grupa mężczyzn. Może to z jednej strony dobrze, że nie zwracano na nie takiej uwagi jak dziś (próbuję tylko zauważyć światełko w okropnej ciemności). Mimo przeszkód pokazały swoją wartość, pokazały, co potrafią; czego mężczyźni nie byliby w stanie zrobić bez nich. Nieraz uparte, wytrwałe, silne i niezłomne. Siła charakteru jest tym bardziej doceniana, gdy pojawia się u osoby z góry skreślonej, uważanej za nikogo ważnego.

Nie tylko mężczyźni stanowili Solidarność. Nie tylko oni potrafili stanąć do walki, kobiety również. I nie poddawały się mimo negatywnych przeciwdziałań. Dziewczyny z Solidarności to nie jakaś fikcja, to nie bajka dla dzieci. To prawdziwe historie upamiętniające bohaterki Solidarności. A Anna Herbich bardzo zachęcająco je przedstawiła. Bardzo spodobała mi się ta książka i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się sięgnąć po poprzednie tej autorki. 

Za książkę dziękuję Księgarni Matras


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz