10/10/2016

PRZEDPREMIEROWO: Chłopak z sąsiedztwa



Tytuł: ,,Chłopak z sąsiedztwa
Autor: Kasie West
Wydawca: Feeria Young
Data premiery: 12.10.2016
Ilość stron: 341



Być może część z Was miała już styczność z twórczością Kasie West, przy okazji premiery jej poprzedniej powieści, Chłopak na zastępstwo. Sama początkowo miałam oznaczony ten tytuł etykietką "must read", jednak ostatecznie nawet nie zbliżyłam się do powieści. Co się takiego wydarzyło, że ostatecznie odpuściłam lekturę? Cóż, po części odpowiedzialność ponoszą książki, które w tamtym okresie otrzymałam. Czerwiec był chyba najbardziej obfitym w nabytki książkowe miesiącem jaki pamiętam, toteż pomiędzy jedną a drugą książką nie miałam nawet czasu na zastanawianie się nad kolejnymi zakupami. Kiedy już grafik już trochę mi się poluzował było za późno na spontaniczną decyzję czy zamówić książkę, postanowiłam wygooglować recenzje czytelników, jak wypadła powieść, czy czytelnicy mówią o niej równie wiele dobrego, co marketing wydawnictwa. I choć przeważały pozytywne opinie, to od czasu do czasu pojawiały się i zgrzyty. A to już sprawiło, że zaświeciła mi się lampka nad głową. Więc na dany moment postanowiłam książki nie czytać, ale nie mówiłam jej "nie" w przyszłości. Gdy dotarły do mnie informacje o kolejnej powieści Kasie West, niepowiązanej z poprzednią, a i podobno dużo od niej lepszą, pomyślałam, że dam autorce szansę. Opis Chłopaka z sąsiedztwa był dla mnie o wiele bardziej przekonujący niż ten z okładki Chłopaka na zastępstwo. Ostatecznie wyszło, że intuicja to nie jakiś tam byle wymysł.

Poznajcie Charlie Reynolds, dziewczynę, która ani trochę nie przypomina swoich rówieśniczek; nie nakłada tony szpachli kadego dnia, nie chodzi 24/7 w gigantycznych szpilkach, w krótkich spódniczkach. Jak przystało na osobę wychowaną w domu pełnym facetów, z trzema braćmi i ojcem policjantem, Charlie jest absolutną chłopczycą. Jednak kiedy zdobywa kolejny mandat za przekroczenie prędkości kończy się beztroska. Nic dziwnego, jak się ma czuć policjant, który raz po raz wybrania córkę z tych samych problemów? Miarka się przebrała, za ten mandat Charlie będzie musiała zapłacić sama. Czas sprzyja dziewczynie, zaczynają się wakacje, więc ze znalezieniem letniej pracy nie powinno być problemów. Razem z jednym z braci postanawia zrobić rundę po sklepach, wypełnić formularze zgłoszeniowe, a potem zaszyć się w domu i liczyć, że nikt nie odpowie na jej zgłoszenie. Uśmiech schodzi jej z twarzy, kiedy trafia do "Bazaru Lindy". 

Jeśli obserwowaliście fanpejdż bloga, to wiecie, że otrzymałam szczotkę książki, żebym szybciej mogła się z nią zapoznać. I jak było? Fantastycznie! Większa czcionka, lekkie tematy, czytało się błyskawicznie. Z początku wciąż miałam w głowie Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe Jennifer Echols, chyba przez sytuację rodzinną w jakiej znajdowała się Charlie. Z czasem skojarzenie zanikło, bo i nic poza tym jednym szczegółem książki nie mają ze sobą wspólnego. No może oprócz męskich przyjaciół głównych bohaterek, ale tu więcej nie zdradzę... Było świeżo, było rześko, letnio, mimo że mamy jesień ja czułam wiosnę. Znacie ten stan, kiedy natrafiacie na książkę odprężającą, rozweselającą, taką, która idealnie odbiega od ponurej, szarej rutyny? Coś co odwróci uwagę? Cóż, taką pozycją okazała się właśnie najnowsza powieść Kasie West, Chłopak z sąsiedztwa. Do czasu.

Mam wrażenie, że jakoś w połowie książki autorka totalnie przestała się starać. Więcej, czułam się, jakby West zaczęła "pisać na odwal się", ot byle by dotrzeć do końca. A przecież nie tak miało być, nie tak obiecywały opisy, nie tak naobiecywała sama Kasie West pierwszą połową powieści! Tym samym pokazała mi, że ta powieść mogła być lepsza. Ona miała w sobie widoczny niezły potencjał na jedną z ciekawszych młodzieżówek ostatnich miesięcy, a autorka zdecydowała się ją spłycić i, delikatnie mówiąc, olać. Czuję się oszukana. Co się stało, Kasie West? Bohaterowie z obiecujących stali się nijacy, przezroczyści. Wątki, które mogły podciągnąć powieść znacznie wyżej zostały upchnięte pod stół. Fabuła została rozwiązana najprostszym sposobem, nie było żadnych oczekiwań, tajemnic, dreszczy. Bolało, bo przez te 100-200 stron zdążyłam się zżyć choć odrobinę z bohaterami.

Słowem, potraktowane po macoszemu. Wciąż dobre, ale... z niedosytem. Sporym. Książka delikatna, lekka, dobra na te wieczory, kiedy padacie z nóg i po prostu liczycie na coś odprężającego. Ale nie liczcie na niespodziankę. To po prostu miła lektura, którą zapomnicie za dwa miesiące. Ale przynajmniej będziecie mogli ją sobie częściej odświeżać. ;)

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Feeria Young

Znalezione obrazy dla zapytania Feeria Young

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz