10/29/2016

Mimo twoich łez





Tytuł: ,,Mimo twoich łez
Autor: Tarryn Fisher
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 26.10.2016
Ilość stron: 320




Tarryn Fisher, mistrzyni w wywoływaniu skrajnych emocji, powraca!

Takie zdanie znajdziecie na stronach księgarń internetowych przy opisie kontynuacji Mimo moich win - Mimo twoich łez. Tylko czy to prawda? Właśnie, jak to jest z tą Tarryn Fisher, tyle się słyszy o niej pozytywnych słów, co i tych negatywnych, tyle różnych opinii, co osób, które książki tejże autorki przeczytały. Jak to właściwie jest z prozą Fisher? Czy jak tak dobra, jak mówią? A może tak zła? Z pewnością, i to powiem absolutnie bez żadnej ściemy, jest niepowtarzalna. Kwestia czy jest to udana lektura to już inna sprawa.

Wracamy do rozterek naszej trójki bohaterów, Olivii, Leah i Caleba. Tyle że tym razem skupimy się bardziej na tej rudej zołzie, Leah, tak, właśnie na tej pani z okładki. Ale - ci, którzy czytali pierwszy tom już są z tym zaznajomieni - nie wszystko jest czarno-białe. Nie każda negatywnie przedstawiona historia jest zła do szpiku kości, nie każde z pozoru dobre działanie ma krystalicznie czyste i anielskie podstawy, niczemu nie można przyczepić łatki drużyny dobra, czy sług ciemności. I nie każdy musi mieć taką samą opinię na dany temat, dla niektórych jedno będzie sprawiedliwe, a drugie nie, dla innych odwrotnie. Zależy, po której opowie się stronie, punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. I ukazanie tego jest jedną z rzeczy, które lubię i doceniam w trylogii Love me with Lies.

Jak podsumować tę powieść jednym zdaniem? Ognista jak okładkowa bohaterka. To, co tworzy autorka jest bez dwóch zdań nabuzowane emocjami do granic, aż kipi. Ale do rzeczy. Wydawać by się mogło, że zdanie na temat Leah mamy już wyrobione po pierwszym tomie - wredna ruda małpa, która ukradła biednej i niewinnej dziewczynce najlepszego przyjaciela i  zarazem jej drugą połówkę, niszcząc szanse na very happy end. Przepraszam, czy ktoś mógłby przedstawić sytuację z punktu widzenia Leah? Jak to wszystko działało z jej strony? Jak odczuła to na sobie? A tak, dzięki Tarryn. Widzicie, tak już mam, że nawet tych najczarniejszych charakterów nie lubię kategorycznie oceniać. Nawet jeśli widzę te ich amoralne czyny, to raczej szukam ich podstaw, niż wysnuwam oskarżenia. Przecież mogę nie znać szczegółów, mogę nie wiedzieć, co się działo w jego/jej głowie, więc... dlaczego mam oceniać? Taki to już ze mnie wnikliwy obserwator. I cieszę się, że i Tarryn postanowiła nie pojechać schematycznie ze swoimi postaciami.

Nieoczekiwanie negatywne emocje odczuwa się przy postaciach, do których do tej pory, zdaje się, czuliśmy sympatię. Widzimy ich wady, skazy na pozornie idealnych charakterach. Co, a to ważne, jednak nie sprawia, że też te postacie diametralnie skreślamy, właśnie nie i to jest "urok" powieści Tarryn Fisher. Ta wielowymiarowość ludzkich osobowości. Mimo pewnych wad Tarryn niesamowicie realistycznie portretuje charaktery, nie ma mowy o płytkich, bezsensownych postaciach. I te czysto ludzkie emocje, radość, euforia, smutek, rozgoryczenie, gniew, osamotnienie. To, to i jeszcze wiele, wiele więcej. 

Tak jak może mówiłam przy pierwszym tomie, tak i powtórzę tu. To nie jest seria, którą pokochałam. To nie jest coś, co będę sobie czytać dla przyjemności w wolnych chwilach. Bo ona doprowadza czytelnika do szału. Krew zalewa już po pierwszych rozdziałach. I w tym przypadku nie przez rażące błędy, czy niedopowiedzenia w konstrukcji powieści, a przez fabułę, przez wszystko to, o czym autorka opowiada. I, nazwijcie mnie szaleńcem, ale pod tym względem jest to powieść genialna. A więc tak, Tarryn Fisher wywołuje u czytelnika skrajne emocje, i to nawet bardzo! Można się przyczepić do wielu rzeczy, czy do konstrukcji powieści, czy do "stopnia zaintrygowania" nią. Ale niech mi ktoś powie, że Mimo twoich łez pływa po czytelniach jak po kaczkach... to z całą pewnością szczerze roześmieję się mu w twarz. Bo jest to powieść, którą odczuwa się jak bombę, jak granat, ale te nanosekundy przed wybuchem. Z tą różnicą, że tu ten stan utrzymuje się przez te trzysta stron. 

Może i nie popieram niektórych decyzji bohaterów, może i nie każdy zabieg autorki mi się spodobał. Ale jest to jedna z najbardziej realistycznych powieści new adult z jakimi miałam do czynienia. Wariuje się przy niej, ale jednocześnie chce się poznać ciąg dalszy. Już nie mogę się doczekać zakończenia. Oczekiwania? Pewnie będzie gorzko, dobitnie i prawdziwie. Cała Tarryn Fisher i dzięki Bogu, że nie jest kolejną autoreczką od banalnych romansów, tylko czymś się wyróżnia. Chwała jej za to.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz