9/05/2016

Silver. Pierwsza księga snów




Tytuł: ,,Silver. Pierwsza księga snów
Autor: Kerstin Gier
Wydawca: Media Rodzina
Data premiery: 02.06.2016
Ilość stron: 409


Przez ostatni miesiąc, a właściwie to nawet ponad miesiąc, byłam poza zasięgiem łącza internetowego, dlatego też skazani byliście jedynie na te parę tekstów, które udało mi się napisać w ostatnich dniach przed wyjazdem. Ale za to teraz będzie istny wysyp postów, głównie recenzji w tym w większości książek z czerwca. Na początek chciałabym się z Wami podzielić opinią na temat najnowszej powieści Kerstin Gier - Silver. (Najnowszej, jeśli chodzi o powieści Gier wydane po polsku, bo w Niemczech Silver została wydana już jakiś czas temu. Dokładnie w 2013 roku). Zapewne wielu książkoholików kojarzy tę autorkę z Trylogii Czasu, która doczekała się już ekranizacji. Czy i tym razem Kerstin skorzystała z wątku podróży w czasie? Czy książka spodoba się fanom trylogii? 

Główną bohaterka jest niespełna szesnastoletnia Liv Silver. Za sprawą matki, która znalazła pracę nie tyle w nowym mieście, co jeszcze w innym kraju, Liv wraz z młodszą siostrą Mią po raz kolejny się przeprowadza. Rodzice dziewczyn się rozstali, a że oboje zmieniają miejsca pracy, często na różne państwa, to i dziewczyny siłą rzeczy do tego faktu przywykły. Tym razem padło na Anglię i Londyn. Z początku Liv myślała, że wprowadzą się do uroczego wiejskiego domku, tymczasem matka informuje córki o absurdalnych warunkach, jakie wbrew zapewnieniom na nie tam czekały i mówi, że wprowadzą się do jej obecnego partnera, Ernesta, który jest wdowcem z dwójką nastolatków. Liv i Mia mogą protestować, ale na nic się to zda. Co więcej, to nie to będzie dla Liv największym zaskoczeniem. Chodzi o to, co zaczyna się dziać, kiedy dziewczyna zamyka oczy i śni. Za pierwszym razem Liv myśli, że to po prostu nadzwyczaj realistycznie wyglądający sen; czwórka chłopaków, szepcząca między sobą na cmentarzu i odprawiająca tajemniczy rytuał i ona, raz w ludzkiej postaci, raz jako sowa. Może ten sen nie wprawiałby Liv w taką konsternację, gdyby ci chłopcy nie chodzili do jej nowej szkoły. I gdyby nie poznała w śnie ich imion, które okazały się prawdziwe. I gdyby cała czwórka nie zachowywała się tak, jakby to, co Liv uważała tylko za sen wydarzyło się naprawdę.

Przyznaję, że to właśnie motyw snów sprawił, że postanowiłam sięgnąć po tę książkę. W końcu nie często się o nich czyta, zwłaszcza w młodzieżówkach. I wydaje mi się, że ten wątek Kerstin opisała w sam raz, tyle, by zainteresować czytelnika, żeby zaintrygować, trochę rozbudowała ich temat, ale wciąż zostawiła coś, o czym mogłaby pisać w kolejnych tomach, nie wyczerpała tematu do końca. I dobrze. A ogółem? Podobnie do Czerwieni Rubinu? Podróży w czasie tu nie doświadczycie. Ale jeśli chodzi o styl pisania, to widać, że powieści napisała ta sama autorka. Silver to  niezobowiązująca historia, całkiem całkiem interesująca, ale lekka, powiedziałabym, że w sam raz dla rówieśniczek głównej bohaterki, dla piętnasto-, szesnastolatek. Nie warto podchodzić do niej z większymi oczekiwaniami, Sherlocka tu nie uświadczymy, fabuła jest dość przewidywalna, a bohaterowie schematyczni: oto mamy jedną dziewczynę, niby niedoskonałą, a jednak jakby idealną i czwórkę chłopaków, naturalnie "zabójczo przystojnych". Powielanie schematów? Tak, po części, co nie znaczy, że książka mi się nie podobała.

Ale, ale, jeszcze jedna istotna sprawa. Pomiędzy rozdziały wplątane są wpisy z bloga, który jest niczym medialna wyrocznia. Autor nieznany, tajemnicza Secrecy również uczęszcza do Frognal Academy i choć nikt nie zna jej/jego tożsamości, to Secrecy zdaje się wiedzieć wszystko o wszystkich. I na bieżąco informuje o tym na swoim blogu. Niczym wyjęte żywcem z Plotkary, prawda? I całkiem fajnie to wypada, patrząc na całokształt.

Mimo, że jest to ponad czterysta stron lektury, Silver czyta się błyskawicznie. Nic skomplikowanego, a jednak wciąga. Swoje zapewne robi też czcionka, ale jak dla mnie jest idealna. I nie można pominąć kwestii szaty graficznej. Na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciu! Twarda oprawa, kolorowe wnętrze, wzory na kartkach co jakiś czas - aż chce się czytać! W każdym razie uważam, że Kerstin Gier pisze świetne powieści dla tej "średniej młodzieży", osobiście, chociaż mam niecałe 19 lat, czuję się na nie już nieco za stara.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz