9/13/2016

Arktyczny dotyk




Tytuł: ,,Arktyczny dotyk
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawca: Filia
Data premiery: 08.06.2016
Ilość stron: 555


Każdy czytelnik doskonale wie, jak fantastycznym uczuciem jest wciągająca lektura, definitywnie trafiająca w upodobania książkowe. Ten moment, kiedy z niecierpliwością spija się ze stron każde kolejne słowo, autentyczny zachwyt, zatracenie się w wykreowanym świecie, zgubienie poczucia czasu... Istna magia! Obcowanie z interesującymi pozycjami sprawia wiele radości. A wszystkie te emocje potęgowane są, jeśli nie jest to pierwsze zderzenie z twórczością autora, a kolejne, i coraz to bardziej udane. 

Tak właśnie mam z książkami Jennifer L. Armentrout. Seria Lux, Obsesja, Zaczekaj na mnie - wydana pod pseudonimem J. Lynn, a teraz trylogia Dark Elements. Wszystkie świetne, wciśgające do granic możliwości, a nawet poza nie. Cieszę się, że Jennifer budzi mój nieustanny zachwyt, plasuje ją to w mojej top10 (o ile nie top5...). Mało jest pisarzy, którzy potrafią mnie tak zaintrygować, niezależnie od gatunku powieści. Ale do rzeczy, za co tym razem Jennifer L. Armentrout otrzymała ode mnie brawa?

Ciąg dalszy przygód Layli, półdemona, półgargulca. Dziewczyna do niedawna samym zbliżeniem mogła zabijać, tudzież konkretyzując: wysysać dusze, a w konsekwencji życia. Pocałunkiem zabijała wszystko, co posiadało duszę, co sprawiało, że musiała się trzymać z daleka od strażnika i przyjaciela, w którym się zadurzyła, Zayna. Jednak moc Layli zaczęła się przekształcać, ona sama nie jest teraz w stu procentach pewna własnych umiejętności. Klan strażników wydaje się mieć sporo sekretów, a ze sprzymierzeńca może się zmienić w największego wroga Layli. Czego raczej nie można powiedzieć o demonicznym księciu, Rocie. Ten, choć jest bez duszy zdaje się mieć więcej skrupułów niż tzw strażnicy. Co jeszcze wpajanego Layli przez klan jest tylko ułudą? Co zwykłą bajką, a co brutalną prawdą? Oj, dzieje się, dzieje!

Sama nie wierzę, że to mówię, ale ta historia jest jeszcze lepsza niż Obsydian! Tak, a Roth bije na głowę Daemona. I nawet nie potrafię do końca zidentyfikować powodu mojego zachwytu. Chyba chodzi o całokształt, bo, poważnie, na co tu można narzekać? W porządku, zdecydowanie za szybko się kończy i pozostawia za dużego kaca książkowego. Porównując do znanej książkoholikom serii Lux: chociaż naprawdę lubię Katy, Daemona i całą resztę, cały świat Luksjan, to bez dwóch zdań górują tu Layla i Roth. Fakt, że Layla nie jest typową zwykłą nastolatką, a również należy do świata fantastycznego, w przeciwieństwie do Katy, działa na jej korzyść. Bo schemat "zwyczajna dziewczyna, niezwykły, przystojny chłopak" jest bardziej oklepany od "demona i półdemonicy". 

Pomijając ogólny zarys fabuły mamy tu to samo, co w pozostałych powieściach Jennifer, przefantastycznie fantastyczny styl, pełną dawkę humoru, akcji. Arktyczny dotyk podtrzymuje wysoką poprzeczkę, jaką autorka postawiła Ognistym pocałunkiem, pierwszym tomem trylogii. Aż strach się bać, co się wydarzy w ostatniej części! Jeśli szukacie czegoś odprężającego, czegoś, dzięki czemu dacie się porwać na długie godziny, upływające w tempie sekund, to jest to idealna pozycja dla Was.
Jeśli ostatni tom podtrzyma to napięcie i będzie buzować emocjami, jak pozostałe, to chyba muszę owinąć się szczelnie bandażem niczym mumia, w przeciwnym razie czuję, że serce wyskoczyłoby mi ze swojego miejsca. A nie mam zamiaru tego doświadczać, wolę jeszcze trochę pożyć i doczekać się kolejnych powieści Jennifer. Panie i panowie, Dark Elements. Arktyczny dotyk, książkowa wersja red bulla, błyskawicznie postawi na nogi i doda skrzydeł!

Za książkę serdecznie dziękuję księgarni Taniaksiazka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz