7/19/2016

Trylogia: Niezgodna / Zbuntowana / Wierna



Tytuł: ,,Trylogia: Niezgodna / Zbuntowana / Wierna
Autor: Veronica Roth
Wydawca: Amber
Data premiery: 18.11.2014
Ilość stron: 1040


Nadszedł w końcu moment, w którym zebrałam siły na pisanie zaległych recenzji. Yep, możecie się ich teraz spodziewać znacznie więcej, a jeszcze więcej będzie ich w rzeczywistości, bo oficjalnie końcem lipca na miesiąc znikam, ale pozostawiam sporo postów, także teoretycznie na blogu mnie nie zabraknie! Na pierwszy ogień idzie jedna z najpopularniejszych trylogii ostatnich lat, Niezgodna Veroniki Roth. Z moich obserwacji wynika, że seria ma tylu zwolenników, ilu przeciwników. Do której z grup zaliczam się ja?

Trochę głupio mi przedstawiać zarys fabuły, to tak jakbym komuś tłumaczyła, czym są Igrzyska Śmierci, kiedy 95% czytelników obracających się wokół tych gatunków doskonale zna omawiane tytuły. Ale dla tych co jednak nie mieli z Roth do czynienia, przedstawię krótko początki trylogii. W życiu każdego nastolatka w dystopicznym Chicago nadchodzi taki moment, kiedy w wieku 16 lat musi wybrać frakcję. Czy pozostanie w tej, w której się urodził, czy zdecyduje się na zmianę otoczenia - decyzja należy wyłącznie do zainteresowanego. Główna bohaterka postanawia opuścić rodzimy Altruizm i zostać jedną z Nieustraszonych, choć wyniki jej testu przynależności nie były w stu procentach jasne... Tak zaczyna się cała historia, początek serii o świecie, a właściwie mieście, jego ruinach, o wzrastającym napięciu między frakcjami i nadciąganiu nieuniknionego.

Część trylogii miałam okazję przeczytać już dawno, dawno temu. Pierwszy tom sprawił, że oszalałam. To było takie wow, szał na dystopie dopiero się rozprzestrzeniał, w czym, chcąc nie chcąc, pomogła Veronica Roth. Pomysły autorki wydawały się takie oryginalne i niesamowite, pamiętam, że Niezgodną polecałam wszystkim znajomym. Ze Zbuntowaną nie było już tak kolorowo. Nie było, kiedy miałam te 14 lat, a tym bardziej nie jest teraz, kiedy jestem dorosła (przynajmniej formalnie). A Wierna? Może pomińmy, dla dobra wszystkich. Cóż, w skrócie serię można określić równią pochyłą. Tak jak Niezgodna wprowadzała świeżość do młodzieżówek, tak kolejne podejmowane decyzje w sprawie fabuły tylko pogrążały serię Veroniki. Na myśl ciśnie się wiele słów, ale te chyba najbardziej wyraziste, to 'zmarnowany potencjał'.

Myślałam, że ostatecznie Veronica Roth jakoś się wykaraska z bałaganu, który narobiła. Że wróci ta z początków serii. Ile razy zdarzyło się tak, że zakończenie uratowało całość, a przynajmniej pozwoliło względnie podnieść się z kolan? Nawet jeśli powieść czy seria były przeciętne, to odkryte na końcu zamysły autora mogły znacząco wpłynąć na ocenę lektury. Veronica Roth? Ostro pojechała po bandzie.

I nie ukrywam, że jestem nie tylko zasmucona, ale i zdenerwowana. Tu nie chodzi już o samo zakończenie, ale o fakt, że było ono bezcelowe. Nie wiem, co Veronica sobie myślała decydując się na nie, ale absolutnie się przeliczyła. Jestem na nią wściekła. Pierwszy tom sprawił, że trylogię z marszu zaliczyłam do ulubionych, nie znając nawet kontynuacji. Pozostałe części wołają o pomstę do nieba. Normalnie książki traktuję jak żywe istoty, ale w tym przypadku miałam ochotę nimi rzucić, a najlepiej to w głowę autorki. I w jej serce. Niech poczuje to, co miliony osób, które zdecydowały się sięgnąć po Niezgodną. Cierpienie pozbawione sensu, ot bo taki był kaprys. Tak jak w przypadku Delirium. Początki genialne, im bliżej końca tym bardziej tragicznie.

Za książkę dziękuję empik.com

Sklep internetowy empik.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz