7/31/2016

PRZEDPREMIEROWO: Never Never




Tytuł: ,,Never Never
Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Wydawca: Moondrive/Otwarte
Data premiery: 03.08.2016
Ilość stron: ok.382


Razem z doprawdy niesamowitą trzynastką blogerek mam zaszczyt przybliżyć czytelnikom zbliżającą się nowość czytelniczą, coś fascynującego. Coś, co wynikło ze współpracy dwóch bestsellerowych autorek, Colleen Hoover znanej i cenionej m.in. za Hopeless, oraz Tarryn Fisher, niedawnej "debiutantki" na polskim rynku wydawniczym, autorki serii Love Me with Lies, którą otwiera Mimo moich win (o tej powieści mogliście nie tak dawno usłyszeć na moim blogu w recenzji). Co wykombinowały dwie najbardziej wybuchowe autorki? Jeśli czytaliście ich książki, to wiecie jakie zamieszanie robią te petardy. A co się stało kiedy dwie zwolenniczki pirotechniki spotkały się przy herbacie? (Lub czymś mocniejszym. Zdecydowanie przy czymś mocniejszym). Z góry przepraszam za roztrzepanie i ogólnie chaotyczne zapędy w tejże recenzji. Ale mimo iż od lektury Never Never minęło trochę czasu, to wciąż czuję ten pełen emocji odcisk na plecach, jaki zostawiła po sobie powieść duetu Hoover&Fisher.

Zapowiadało się świetnie. Nie co dzień spotyka się powieść, w której główni bohaterowie cierpią na częściową amnezję. A przynajmniej na coś w tym stylu. Pewnego dnia Charlie i Silas orientują się, że nic nie pamiętają. Nic praktycznego, jak swój wygląd, życie społeczne, znajomi, obecna sytuacja. Ale za to pełno w ich głowach nieistotnych informacji, mało znaczących faktów kompletnie nie związanych z nimi samymi. Taki zabieg wydaje się być trudny w skutkach, ale też intrygujący, bo dzięki niemu powieść nie wieje z daleka schematycznością i bezapelacyjnie wyróżnia się z tłumu. Tylko jak poradziły sobie autorki? Same, z własnej woli postawiły przed sobą takie wyzwanie. Czy poradziły sobie i wybrnęły z klasą? Czy z gracją przeskoczyły postawioną poprzeczkę?

Obie autorki, zarówno Colleen, jak i Tarryn miały w swoich książkach takie fragmenty, które przyprawiały mnie i o te pozytywniejsze, co i negatywniejsze emocje. Nie wszystko szło po mojej myśli, były chwile zachwytu, jak i wielkiego oburzenia. Słowem, cała gama emocji. I w gruncie rzeczy Never Never wyszło podobnie, nie zaskoczyło, jeśli chodzi o ogólną ocenę, ale z pewnością było... inne od wcześniejszych tworów pisarek.

Silas i Charlie obserwują, by sobie przypomnieć. Tak naprawdę poznajemy ich, odkrywamy ich cechy, skłonności razem z nimi samymi, którzy je pozapominali. To tak jak poznawanie nowego przyjaciela. Żeby skonkretyzować ocenę muszę coś wytłumaczyć. Być może nie wiedzieliście, ale w oryginale powieść została wydana w trzech częściach. Gdyby się tak dobrze przyjrzeć, można to zauważyć. Po czym? A właśnie po spadku formy. Duet pisarki spisał się świetnie przy pierwszej części, która nieraz wywołała uśmiech na mojej facjacie. Cieszyłam się jak głupia i nie mogłam się doczekać kolejnych rozdziałów. Bo było intrygująco, powieść wciągnęła. Później dostałam trochę odpowiedzi na moje pytania, to był ten moment po wstępnym rozpoznaniu terenu, ale z pytaniami czającymi się za rogiem.

Ostatecznie? Jestem zadowolona, że sięgnęłam po tę powieść. Ale w równym stopniu zawiedziona, zrezygnowana. Bo kilka ostatnich stron przekreśliło świetny materiał na bestseller. Złośliwość autorek? Bo, poważnie, czy takie zrujnowanie fajnej książki mogło się komukolwiek spodobać? Jak to mówią, nieważne jak się zaczyna, ważne jak kończy. A tu mam ochotę krzyczeć. Szkoda, że autorki zdecydowały się na takie zakończenie. Świetna książka, a na końcu pójście na łatwiznę. Z całym szacunkiem do obu pań, ale przedszkolak wymyśliłby ciekawsze rozwiązanie.



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz