6/30/2016

Mimo moich win




Tytuł: ,,Mimo moich win
Autor: Tarryn Fisher
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 01.06.2016
Ilość stron: 305


Colleen Hoover jest jedną z topowych autorek new adult. Jeśli chodzi o samego jej polskiego wydawcę, tu autorka też znajduje się w czołówce. Tysiące polskich czytelniczek/-ków pokochało jej powieści, czego dowodem mogą być liczne statusy bestsellerów, czy sam fakt, że pojawia się na polskim rynku książkowym coraz to więcej jej powieści. Od niedawna mamy także szansę na poznanie twórczości jej koleżanki po fachu, Tarryn Fisher, z którą napisała książkę, której premiera u nas jeszcze tego lata. Ale na razie dość o Colleen, skupmy się na Tarryn.


Mimo moich win jest pierwszą częścią trylogii Love me with Lies. Opowieść o charakterystycznym trójkącie miłosnym przedstawiona jest przez Olivię - właściwie tylko ten tom, pozostałe dwa prowadzą kolejno Leah i Caleb, czyli pozostali zamieszani w "sprawę". Już po samym opisie na okładce można wywnioskować, że będzie to specyficzna lektura, co potwierdzają także pierwsze strony powieści. Wiadomo czytelnikom, że Olivia Kaspen popełniła w przeszłości jakiś błąd, przez który utraciła ukochanego Caleba. A przynajmniej ów błąd był częścią serii zdarzeń, które doprowadziły do rozstania. Wiadomo, że nie odbyło się ono za obopólną zgodą i wystąpiły pewne zgrzyty. A nawet sporo zgrzytów. I choć nie było łatwo, to bohaterka jakoś znalazła sposób na życie. Do czasu. Pewnego dna zauważa w sklepie muzycznym swojego ex, udając, że go nie widzi "przypadkowo" zmierza w jego kierunku. I tu po raz pierwszy czytelnikom mogą zaświecić żarówki ostrzegawcze nad głowami; otóż Caleb jak gdyby nigdy nic rozmawia z Olivią. I wtedy wychodzi na jaw tajemnica całego zdarzenia - mężczyzna jakiś czas temu miał wypadek samochodowy, w którego wyniku stracił pamięć, utracił m.in. wspomnienia związane z bohaterką. Jak Olivia zareaguje? Czy przypomni Calebowi o sobie? A może wykorzysta szansę od losu dla własnych korzyści?

Dziwna sprawa z tą książką. Z pewnością jest oryginalna, właściwie łatwo się czyta, ale... jej! Mam bardzo mieszane odczucia co do Mimo moich win. Z jednej strony całkiem dobrze się ją czytało, pochłonęłam w jeden dzień, a z drugiej nie do końca tego się spodziewałam. Jednocześnie jestem zadowolona, co zirytowana. Jak stracić dziesięć lat z życia? Sięgnij po bestsellerowy poradnik Tarryn Fisher, Mimo moich win, a poznasz odpowiedź!

Niewątpliwie jedną z pierwszych rzeczy, która udolnie upomina się o uwagę jest okładka, która jeszcze lepiej wygląda na żywo, niż na ekranie komputera. Przeszywające niebieskie oczy, tak, moi drodzy, poznajcie Olivię, pannę twardzielkę. Pierwszą moją myślą po przeczytaniu kilku rozdziałów było że na okładce kobieta wygląda, cóż, staro. Na takie 30+, a przecież bohaterka ma dwadzieścia parę lat. Być może sam wyraz twarzy dodał lat, ale jeśli nawet; ostatecznie uznałam zdjęcie na okładce za dobry wybór. Dlaczego? Bo poznajemy wydarzenia z teraźniejszości, a także, dzięki retrospekcjom, to, co wydarzyło się kiedyś, przed kilkoma latami, za czasów college'u. W którymś momencie powieści przenosimy się także kilka lat do przodu, więc tak naprawdę ukazane są zdarzenia z przestrzeni niemal dziesięciu lat. Co obrazują? Walkę o miłość, tę jedną, jedyną. To, że serce można oddać tylko raz, a pozostałe związki są jedynie echem pierwszej miłości, jak głosi blurb na okładce. Tak, chciałoby się tak powiedzieć. Wiecie jak było w rzeczywistości? To historia o tchórzach. Nie wiem, kto jest większym, czy Olivia, czy Caleb. To jedna z najbardziej toksycznych, niestabilnych relacji książkowych z jaką miałam do czynienia. To opowieść o wyniszczającej siebie nawzajem dwójce ludzi. Walczą o siebie? Bzdura! Uciekają, poddają się w najgorszym momencie, więc w gruncie rzeczy wcale się o siebie nie biją. Oni sam tak naprawdę nie wiedzą czego chcą. Obijają się gdzieś w pobliżu, ale nie mają wystarczająco odwagi na bezpośrednią,  s z c z e r ą  konfrontację.

Uznajecie tę recenzję za wyciąganie brudów z książki i same narzekania? A skąd! Wbrew pozorom książka szczerze mi się spodobała i czerpałam z niej także pozytywne emocje. Fakt, była dla mnie często absurdalna, ale w gruncie rzeczy było w niej sporo realności ludzkiej niedoskonałości. Bohaterowie nie są idealni i cukierkowi. Mają swoje wady, mają zalety. A to, że tak opornie idzie im pojednanie ze sobą? Są i tacy ludzie.

Jestem skonfundowana. Chcę, żeby było wiadome, że nie jestem zachwycona tą książką. Ale naprawdę doceniam jej autentyczność. Może oprócz Olivii, Caleba i Leah nie dzieje się za wiele, ale mimo wszystko czerpie się przyjemność z lektury. Nie można też przejść obojętnie obok oprawy graficznej. Świetne barwy, przykuwająca uwagę okładka, "miękka" książka, przyjemny zapach stron, wszystko, w zaledwie 300 stronach, sprawia, że książkę trzyma się bardzo wygodnie, a i miło się patrzy na nią. Wywołuje skrajne emocje, ale przynajmniej wiadomo, że nie da się przejść obok niej obojętnie!



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz