6/26/2016

5 książek na wakacje


Zauważyłam, że polubiliście książkowe polecajki. W planach mam więcej takich tematycznych cykli, TOPek. Ogółem rzecz biorąc uroczyście obiecuję w te wakacje bardziej rozkręcić bloga! (I booktuba!). Właśnie. Mamy to, mamy WAKACJE! Życzę Wam radosnych, niezapomnianych chwil, by nie zabrakło także wolnego czasu na książki. Spędźcie ten czas aktywnie, wykorzystajcie go najlepiej jak potraficie. Po prostu róbcie to, co chcecie. To, co kochacie, co sprawia Wam radość, a nie będzie to czas zmarnowany. I miło mi będzie, jeśli przez wakacje nie zapomnicie o mnie. ;)
 
Tak, wiem, mamy wakacje, dwa miesiące przerwy - czy nawet więcej co poniektórzy - a ja tu proponuję Wam tylko 5 książek?! Tak, dokładnie. Wiem, że to wydaje się być niczym, bardzo wprawieni czytacze mogą to łyknąć w tydzień, ale, raz - chciałabym zachować specyfikę cyklu, dwa - to nie ma być przymus a jedynie luźna propozycja, książki, które możecie wcisnąć pomiędzy te już zaplanowane lektury. 



Na początek mam dla Was książkę, która już samym tytułem przywodzi na myśl wakacje. Panie i panowie, przedstawiam Lato koloru wiśni, Cariny Bartsch! Książka absolutnie fenomenalna, inna niż wszystkie. Zabawna, poruszająca i nieprawdopodobnie wciągająca. Bohaterowie, na jakich czekałam od dawna. Ta pozycja na długo pozostanie w mojej pamięci. Pamiętam, że po przeczytaniu książki aż przebierałam nogami i liczyłam ile to dni zostało do premiery kontynuacji. A teraz? Teraz gorąco polecam tę książkę ponownie. Może i mi uda się rereading?...


Jest i coś z nowości: Jedyny pirat na imprezie, Lindsey Striling (recenzja wkrótce)! Z Lindsey "znam się" już od paru dobrych lat, jeszcze właściwie z czasów, kiedy nie była tak popularną youtubową skrzypaczką. Ale już wtedy, już przy pierwszym zapoznaniu się z filmikiem, wiedziałam, że dziewczyna okręciła mnie sobie wokół palca. Najpiękniejszy moment na linii artysta - odbiorca: kiedy widzisz, jak muzyk oddaje wszystko, co najcenniejsze, tworząc. Kiedy widać podczas "seansu" jaki przedstawia, całe jego serce jak na dłoni. Kiedy sprawia mu to radość, oddaje siebie, jednocześnie ciesząc tym innych. Lindsey to taki mały uroczy elf, w którym drzemie wielka siła. Jest dla mnie jedną z najbardziej inspirujących osób w moim życiu. Były górki, były wyboje, ale ona gdzieś zawsze znajdowała na nie siłę, i jeszcze była w stanie podnieść innych. Aż ma się ochotę ją przytulić! Jestem jej bardzo wdzięczna. Za wszystko, za to że jest.

Czymże byłoby lato bez typowo słodkich powieści? Dobra, żartowałam z tym typowo słodkim. W Kochając pana Danielsa nie brak ani błyskawic, ani ulew. Ale gdzieś pomiędzy nimi wychodzi i słońce (I DANIEL DANIELS). Z tą książką pokochałam twórczość Brittainy C. Cherry, to jedna z tych powieści, przy których wiecie, że dają ich autorce monopol na pisanie. Bo i tak przeczytacie wszystko, co wyjdzie spod jej pióra.  Tak, książka tyle razy lądowała na mojej półce must have, co z niej wylatywała, ale gdzieś ostatecznie i ja załamałam się pod urokiem zapowiedzi. Co prawda myślałam, że obalę epickość powieści i obnażę wszystkie jej wady, ale w trakcie "zwiadów" sama wpadłam w sidła wroga. I wcale mi to nie przeszkadza!


Ostatnio chodzę jak na szpilkach, bo zbliża się premiera ekranizacji finału Trylogii Czasu. Nie wiedząc, co mam ze sobą zrobić zabrałam się za rereading serii. Czerwień Rubinu to jedna z pierwszych książek, które wciągały mnie w nałóg książkowy. Pamiętam, że udało mi się dorwać pakiet w empiku, jak teraz popatrzę na ceny w grupach sprzedaży to aż oczom nie dowierzam. Świetna pozycja, zarówno pod względem treści, jak i oprawy graficznej. Może gdybym dopiero teraz sięgała po Czerwień Rubinu książka nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia, jak kiedy byłam nieświadomą pułapek książkowego świata dziewczyną, ale skonstruowanie trylogii podziwiam bez ustanku! Fakt, że wszystkie tomy łączą się ze sobą nie tylko ze względu na chronologię, fabułę, ale i na odczucia, wydarzenia, które umożliwił wątek podróży w czasie - 10 punktów dla Kerstin! A co do ekranizacji, choć wiele osób narzeka, ja uważam je za jedne z fajniejszych. Może to i przez taki a nie inny stosunek do serii... tak czy inaczej, polecam i książki, i filmy! 


Ostatnia w zestawieniu książka, Lucas, Kevina Brooksa. Nie pamiętam kiedy dokładnie sięgnęłam po książkę. Wiem, że dawno. Nie pamiętam okoliczności. Wiem, że nie zapomnę wrażeń. Tyle książek przewinęło się przez moją biblioteczkę, ale ta... Nie kierujcie się złymi przeczuciami, że to pewnie błaha, banalna opowiastka miłosna. To nie ma nic wspólnego z żadnym love story. To, że chłopak zwrócił uwagę dziewczyny? To jak niewidzialna żyłka rzucona w stóg siana. Nie o to tu chodzi. To historia o stereotypach, uprzedzeniach, łańcuchowej reakcji społeczeństwa, kiedy nie daje się dojść do głosu niewinnej osobie, a oskarża się ją, kierując się takim zachowaniem innych, sprawiając, że zdanie paru osób staje się nagle zdaniem tłumu. Kiedy pisałam 5tkę, nie wiedziałam, że umieszczę tu tę pozycję. W ostatnim momencie przyszła mi na myśl. Nie, nie przypominałam sobie jej fabuły. Nie, nie czytałam opinii innych czytelników, żeby sobie więcej o treści przypomnieć. Nie, nie brałam nawet do ręki tej książki. Nie potrzebowałam tego. Bo ja wciąż ją pamiętam. I to jest chyba jeden z największych plusów tej powieści. Zabawne, nigdy specjalnie się nad nią nie zastanawiałam. Przekładając książki na półce nie zatrzymywałam na niej wzroku. A jednak teraz, kiedy ją sobie przywołałam, uświadomiłam sobie, ile ona dla mnie znaczy. Ile we mnie zmieniła, poruszyła. To, jakim jestem teraz człowiekiem tak naprawdę bierze się po części z tej własnie książki. Nie, nie potrzeba gejów, lesbijek, pseudowyluzowanych pomysłów, żeby ukazać odmienność. Bez tego też się da, wiecie? To nie jest tak, że wyalienowanie dotyczy tych mas, których przecież nikt nie toleruje i są wiecznie poszkodowani. Huh, rozpisałam się. Na koniec dodam tylko, że jeśli będziecie mieli okazję dorwać książkę, jeśli pojawi się choćby cień szansy na to, zróbcie co tylko będziecie w stanie, by ją przeczytać. 

Wraz z ostatnią propozycją zrobiło się trochę smętnie. Na wakacje nie trzeba tylko lekkich, banalnych książek, które zapomnimy tak szybko, jak odłożymy je na półkę. Niech w nas coś poruszą, niech uczynią nas lepszymi. Takich książek na lato 2016 Wam i sobie życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz