5/04/2016

Dziedzictwo Ognia




Tytuł: ,,Dziedzictwo Ognia
Autor: Sarah J. Maas
Wydawca: Uroboros/GW Foksal
Data premiery: 23.09.2015
Ilość stron: 654


Jeszcze nie tak dawno wegetowałam w niemocy po maratonie ze Szklanym Tronem, przez którego strony przedzierałam się po raz pierwszy. Nie byłam w stanie zrobić  n i c wymagającego ode mnie psychicznego wysiłku. Działałam automatycznie, co miałam zrobić - robiłam, ale bez wewnętrznego zaangażowania. Dopiero dziś jestem w stanie podzielić się z Wami moimi odczuciami z lektury. Kiedy przeczytałam trzy tomy pod rząd, a później nie mogłam sięgnąć po czwarty, coś się we mnie zapadło. Czyste szaleństwo, bez wytchnienia poznawać książki Maas, nic dziwnego, że potrzebowałam dwóch tygodni na zebranie się do napisania recenzji. Właściwie, przy ogromnie emocji, jakie zaserwowała mi autorka, to i tak wydaje się drobiazgiem. Pff, dwa tygodnie... Co to jest przy całym życiu, przez które pamiętać będę Szklany Tron, umysłem i sercem?

Chociaż trzy wydane do tej pory części serii na półce miałam już parę miesięcy, to dopiero w kwietniu uparłam się na ich przeczytanie. Nawet rozumiem, dlaczego tyle zwlekałam. Zwyczajnie się bałam. Bałam się, że seria, która zachwyciła tyle milionów czytelników, mnie się nie spodoba. Że książki, których opisy brzmią tak niesamowicie, nie zrobią na mnie najmniejszego wrażenia. Odetchnęłam z ulgą już po kilku chwilach z lekturą, bo absolutnie się zakochałam.

Zapewnienia płynące ze strony fanów twórczości Maas, jakoby każda kolejna część była lepsza od poprzedniej, uznaję za całkowicie uzasadnione. Co to jest za książka! Przepadłam już przy pierwszym tomie, ale to, co działo się w drugim, a później w trzecim? Ideał! Jeśli dalej tak pójdzie i czwarty tom przebije Dziedzictwo Ognia, to chyba pora na wystawienie Maas ołtarzyka. Ani trochę nie żartuję.

Celaena jest sama w Wendlyn. Zamiast, według planu, zajmować się zbliżeniem do rodziny królewskiej, ułatwiającym morderstwo, wyleguje się na dachach budynków. Choć "wyleguje" to może nie najlepsze określenie. Zabójczyni nie ma najmniejszego zamiaru postępować wedle woli króla Adarlanu, a że pozbawiona jest jakichkolwiek środków podkrada ludziom ich suche, czosnkowe pieczywo i wino. Słowem, robi co może, by przeżyć, ale nic ponadto. Jej pobyt "rozkręca się", gdy odnajduje ją wojownik królowej Maeve, Rowan. Nie od razu Celaena dostanie się do Doranelle, do potężnej władczyni i swojej dalekiej krewnej; najpierw musi okazać się tego godna. W twierdzy pół-fae, Mistward, rozpoczyna trening pod okiem Rowana - to on ma też zadecydować, kiedy Celaena będzie gotowa stawić się w Doranelle. Okazuje się, że z dala od Adarlanu wcale nie jest bezpieczniejsza, bynajmniej. Czeka ją walka, która może uczynić ją silniejszą, bądź unicestwić.

Najgrubsza do tej pory część serii, a i najbardziej wciągająca. Mimo, że Celaena jest z dala od dawnego życia, opowieść nie ogranicza się tylko do niej. Wciąż możemy zagłębiać się w losy pozostałych bohaterów. Powieść można podzielić na trzy przeplatające się ze sobą części. Pierwsza dotyczy Zabójczyni i tego, co dzieje się wokół niej. Kolejna to Adarlan, a tutaj głównie książę Dorian, kapitan Królewskiej Gwardii Chaol, oraz nowy bohater, generał Aedion Ashryver, kuzyn zaginionej księżniczki Terrasenu. Trzecia część - wiedźmy, trzy rasy szkolone do walki w imieniu króla Adarlanu; głównie Manon Czarnodzioba. Z początku z trudem znosiłam fakt, że nie wszystko poświęcone było głównej bohaterce, ale obchodząc tę samolubną myśl doszłam do wniosku, że większa ilość bohaterów tylko dobrze wpłynęła na serię. Czy muszę mówić, że czyta się to z zapartym tchem? Że świat może się palić i walić, a i tak nie da się oderwać od lektury? 

Nie wiem, czy jest sens rozwodzić się nad czymkolwiek. Każdy, kto czytał wie, jak wspaniała jest seria Sarah J. Maas. A każdy, kto nie czytał (są tacy jeszcze? czy byłam ostatnia?), jest świadom podniebnego wychwalania Szklanego Tronu i tego, że to nie może być bezpodstawne. Uwielbiam Celaenę coraz bardziej, wydaje mi się, że w tym tomie dopiero poznajemy ją prawdziwą. Sama zresztą świadoma jest swojej przemiany, pogodzenia się z przeszłością. Co do Rowana, to brak słów. Książę fae to jeden z najlepszych aspektów Dziedzictwa Ognia, a nawet całej serii. Po pierwszym tomie byłam #TeamDorian, w drugim #TeamChaol, bo dotarło do mnie, że choć Celaena i Dorian są świetnymi postaciami, to do siebie niezbyt pasują, a Chaol jakimś sposobem jest bliższy Zabójczyni. Jednak coś mi nie pasowało z kapitanem i teraz już wiem dlaczego. BO TO OD ZAWSZE BYŁ ROWAN. Wyszczekana Celaena to jedno, ale mieć jej drugą wersję i to jeszcze ze szpiczastymi uszami i szarosrebrnymi włosami? Zabijcie mnie.

Wartka akcja, niebezpieczeństwa, humor, Celaena, Rowan, cała gama emocji, Rowan, cudownie wykreowany świat, no i Rowan. Że też ja się tak opierałam autorce. Teraz byle przeżyć do premiery kolejnego tomu, który już (dopieroo!!) w czerwcu, a potem pozostaje nadzieja, że wydawnictwo tym razem nie będzie się ociągać z częścią piątą. 

10/10

Za książkę dziękuję GW Foksal

GWFoksal.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz