5/06/2016

Dwór cierni i róż




Tytuł: ,,Dwór cierni i róż
Autor: Sarah J. Maas
Wydawca: Uroboros/GW Foksal
Data premiery: 27.04.2016
Ilość stron: 524


Jak my, zwykli śmiertelnicy, mamy sobie radzić w obliczu potęgi jaka drzemie w piórze Sarah J. Maas? Jak mamy wyjść w stanie "będzie żyć" (bo już nawet nie szaleję ze stwierdzeniem "wyjść cało") po  j e d n e j  jej książce? Nie ma co marzyć o pełnym zdrowiu psychicznym po szaleństwie z Maas, ale czy autorka nie mogłaby mieć w sobie i w swoich powieściach choć tyle współczucia, tyle  l i t o ś c i, żeby tak się nie znęcać nad czytelnikami? Uwaga, uwaga! Mamy tu do czynienia z silną wersją syndromu sztokholmskiego, czy są na sali lekarze?!

Mam dylemat. Czy powiedzieć prawdę, czy tylko półprawdę. Patrząc na to z sumieniem na ramieniu prawda jest prawidłowym wyborem. Prawda? Ale jeśli półprawdą mogłabym ocalić tyle osób przed palpitacjami co pięć sekund, zawałami przy końcówkach rozdziałów, ogólnym rozstrojeniem, śmiertelnym kacem książkowym czy potokiem łez połączonym z histerycznym śmiechem, to nie powinnam zdecydować się właśnie na nią?

Życie Feyry uległo diametralnej zmianie, kiedy jej ojciec, kupiec, utracił majątek przez nietrafne inwestycje i wielkie zadłużenia. Rezydencję musiała wraz z rodzicem i dwójką sióstr zamienić na skromną chatę. Po trzech latach skończyły się im oszczędności, a Feyra, choć najmłodsza, została skazana na opiekę nad podłamanym ojcem oraz starszymi siostrami, które mimo zmiany statusu społecznego ani myślały o robieniu czegokolwiek związanego z ciężką pracą. Dziewczyna podpatrując myśliwych zabrała się za łowiectwo, skoro nikt nie palił się do pracy, a ojciec był niedołęgą, musiała brać, co natura dała. Kiedy (nie całkiem)przypadkiem zabija fae, którego bierze za zwykłego wilka. Wkrótce los upomina się o zapłatę; Feyra ma do wyboru śmierć lub zamieszkanie w Prythianie, kraju fae, otoczonego od ludzkich ziem murem.

Myślałam, że bardziej nie da się zakochać w twórczości Sarah J. Maas, a tu z każdą kolejną książką autorka mnie zaskakuje. Już przed lekturą byłam bardzo podekscytowana, w końcu jedna z moich ulubionych autorek napisała powieść na motywach Pięknej i Bestii, chyba mojej ulubionej baśni Disneya (jeśli o filmowe wersje baśni chodzi)! Byłam ciekawa na ile autorka będzie kierować się baśnią, jej schematem, a na ile sama zdecyduje się poprowadzić fabułę. Oczywiście Sarah znalazła złoty środek i udało jej się stworzyć genialne połączenie baśni, brutalności, romantyczności i uroku. Jej! Ta książka jest tak nabuzowana emocjami, tak intensywna, że aż nie wiadomo co ze sobą zrobić, kiedy się ją odłoży. Plącze się człowiek z jednego miejsca w drugie. Tak.

Dlaczego w ogóle ja piszę tę recenzję? Dlaczego robi to ktokolwiek? Dlaczego jakakolwiek książka Maas ma recenzje. Przecież one tego nie potrzebują. Wystarczy od razu przykleić etykietkę "sukces gwarantowany, 11/10". 

Uwielbiam postacie z Dworu cierni i róż. Feyra z jednej strony jest zdecydowaną, hardą dziewczyną, na której barkach spoczywa ciężar zapewnienia rodzinie jedzenia, z drugiej to osoba, o którą nikt się wcześniej nie troszczył, otoczona niewdzięczną rodziną, pozbawiona przyjaciół; dziewczyna, której jedynym marzeniem jest wydanie sióstr za mąż tak, by nie głodowały i mieszkanie z ojcem, kiedy już będzie mniej gęb do wykarmienia, a ona będzie mogła sobie pozwolić na zakup farb. Tamlin... Tamlin jest w zasadzie dość tajemniczym bohaterem, choć "czuć" od niego trochę schematycznością to tak naprawdę nigdy nie byłam w stu procentach pewna, do czego on zmierza, o czym myśli. Pozostałych postaci nie było za wiele. Lucien zdobył moją sympatię niemal z brzegu, chociaż nie należy do najuprzejmiejszych; Rhys zaintrygował - z tego co już piszczy w trawie dowiedziałam się, że w kolejnym tomie będzie działać; rodzina Feyry działała mi na nerwy, choć w pewnym momencie udało mi się nauczyć tolerować Nestę, siostrę głównej bohaterki.

Sarah J. Maas w mistrzowski sposób potrafi splatać wątki. W przypadku Dworu cierni i róż mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, gdzie w Szklanym Tronie była ona trzecioosobowa. Trochę więc to wpływa na przedstawienie historii, na sposób, nie jakość. Przynajmniej wiemy, że i na tym polu autorka radzi sobie znakomicie. Z początku często porównywałam w myślach Feyrę do Celaeny. Choć podobieństw wielu się nie doszukałam, to zauważyłam, że obie były samotne, tylko każda radziła sobie z tym na swój sposób, Celaena z częściowo udawaną arogancją i nonszalancją, a Feyra z zachowaniem dystansu, chłodnym okiem.

Boję się tego, co przyjdzie nam czytać w kolejnym tomie. Bo mimo całej brutalności, strachu i niepewności, pojawiły się te piękne momenty, satysfakcja z lektury i namiastka spokoju. I to mnie własnie przeraża najbardziej. Bo powieści Sarah są jak drapieżniki, chyba wolę świadomą niepewność niż radość z rozwoju akcji, a później bombę, pustoszącą wszystko, co się da.

Jedna z najpiękniejszych i najbardziej wciągających lektur nie tylko w tym roku, ale w całym moim życiu. Zachwycająco niepokojąca. Klasyka z pokaźną nutą emocjonalnych turbulencji. Tak czarująca, że czytelnik zaczyna myśleć, czy to aby nie fae wcielone.

10/10

Za książkę dziękuję GW Foksal

GWFoksal.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz