4/13/2016

Łuska w cieniu



Tytuł: ,,Łuska w cieniu
Autor: Rachel Hartman
Wydawca: MAG
Data premiery: 26.08.2015
Ilość stron: 612


Kto by pomyślał, że to już półtora roku minęło, od kiedy zapoznałam się z twórczością Rachel Hartman? Gdyby nie niezbity dowód w postaci postu z recenzją Serafiny, z miejsca stwierdziłabym, że to w zeszłym roku przeczytałam tom pierwszy serii o dziewczynie ityasaari, pół-smoku. Czas leci zbyt szybko. Myślałam, że wcześniej uda mi się zasiąść do kontynuacji Serafiny, ale teraz już widzę, że, niestety, nie było do czego się spieszyć. Może w sumie lepiej było pozostawić niewiadomą treść książki. Jednak zabranie się za drugi tom z kilkumiesięcznym opóźnieniem w stosunku do jego premiery miało swój plus - nie odczułam wielkiego zawodu, jaki by pewnie mnie czekał, gdybym niezwłocznie zabrała się za Łuskę w cieniu. Czas dał mi dystans do oceny powieści Hartman.

Pierwszy tom absolutnie mnie zachwycił. Czysta fantastyka, jakiej dawno nie spotkałam, delikatny cień wątku romantycznego, magia, cudownie wykreowany świat przez autorkę. Byłam po prostu wniebowzięta. Czego niestety nie mogę powiedzieć po przeczytaniu Łuski w cieniu. Problemy zaczęły się już od początku. Ciężko było mi wbić się w treść, wciągnąć, czy w ogóle zainteresować książką. 

Serafina ukrywa swoją smoczą naturę. Tym, co ją interesuje jest muzyka, nie żadne spory polityczne, czy wojny. Tylko zwykłe, zwyczajne życie artystki, ukrywającej fakt, że jest pół-smokiem i pół-człowiekiem. Jednak kiedy wybucha wojna pomiędzy ludźmi i smokami podejmuje się zadania, by znaleźć innych jej podobnych, innych ityasaari. Tylko czy to jej nie przerośnie? Uda jej się uratować Królestwo Goreddu?

Przypomnienie sobie panujących w świecie Serafiny warunków zajęło mi chwilę, z początku byłam lekko zdezorientowana. Serafina czuje się wyalienowana. Nie należy ani do ludzi, ani do smoków, jest hybrydą, co sprawia, że ciężko jej się jasno zidentyfikować z którąś ze stron. Decydując się na poszukiwania podobnych do niej ma nadzieję, że stworzą coś na kształt rodziny, że uda im się uratować królestwo i zadbać o swoje happily ever after. Czcze marzenia?

Plusem jest dalsze trzymanie wątku romantycznego na uboczu, fajnie, że autorka wie, że można czytelnika zaciekawić na inne sposoby. Także zwroty akcji zasługują na uwagę, to, że sporo rzeczy mnie zaskoczyło. Ale pojawił się niedosyt.

Trochę podupadła tu kwestia kreacji bohaterów. Autorka zamiast skupić się na bohaterach przedstawionych czytelnikom w pierwszym tomie, zgłębianiu ich charakterów, dorzuciła nam tryliard nowych, a ciężko poznać postacie, skoro uwaga czytelnika zostaje rozłożona na tylu bohaterów. Sama Serafina w Łusce w cieniu "trochę" różni się od swojej poprzedniej wersji. Jakby Rachel Hartman nie do końca wiedziała co z nią zrobić.

Były momenty, które mnie urzekły. Były te, które zachwycały, sam świat wykreowany przez autorkę zdobył moje serce z miejsca. Ale mimo, że nie raz połykam z miejsca gorsze książki, to tutaj ciężko było mi się wgryźć. Znacie to uczucie? Historia świetna i naprawdę warta uwagi, ale jakaś bariera przeszkadza w całkowitym oddaniu powieści. 

Łuskę w cieniu polecam przeczytać od razu po pierwszym tomie. Ja nie miałam takiej możliwości, sama zaczęłam bardziej krytycznie podchodzić do powieści, zmienił się mój gust literacki. Wiele czynników wpływa na odbiór kolejnych tomów serii, kiedy mija tyle czasu pomiędzy ich lekturą. 

Książka nie wypadła tragicznie, jest więcej niż dobra, ale w moim odbiorze wypadła słabiej niż tom pierwszym. Niemniej polecam, bo jest to całkiem oryginalna powieść.

7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz