4/14/2016

Red Rising. Złoty Syn



Tytuł: ,,Red Rising. Złoty Syn
Autor: Pierce Brown
Wydawca: Drageus
Data premiery: 19.11.2015
Ilość stron: 503


Było o kontynuacji, której lektura odwlekana była całkiem słusznie, teraz o takiej, przy której pisaniu recenzji dziwię się, że nie połknęłam książki zaraz przy premierze. Co się odwlecze, to nie uciecze, książka już połknięta i wprost nie mogę się doczekać Gwiazdy zarannej, ostatniego tomu trylogii. A może jej lekturę też trochę przeciągnę? Żeby się nacieszyć geniuszem Pierce'a Browna, żeby jeszcze przeżywać serię po raz pierwszy. Żeby po prostu móc pobyć z nią dłużej.

Bazując na ogromnym wrażeniu, jakie wywarł tom pierwszy, Red Rising. Złota krew powiedzenie, że obawiałam się poziomu kontynuacji byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Złota krew to perełka perełek. I to nie tylko dlatego, że jest istnym książkowym arcydziełem, książka całkowicie mną zawładnęła, mimo że raczej nie gustuję w science fiction. Fantastyka, dystopie, to tak, ale rzadko bywa bym sięgnęła po coś o planetach, o wizjach przyszłości nie aż tak bardzo niemożliwych do spełnienia. Nie wspominając o tym, by pozycja okazała się takim fenomenem.

Pierce Brown to pisarz demolka. To, jak bez pytania potrafi zwalić mi się na głowę i robić z nią, co tylko żywnie mu się podoba... Czy któryś z autorów ma taką czelność? I czy któremukolwiek bym na to pozwoliła z taką łatwością?

Darrow podszywając się pod jednego ze Złotych wspina się po szczeblach kariery. Nic nie przychodzi bez wyrzeczeń, ale wie, że nie jest tam dla przyjemności. Ma misję do wykonania, a jej dokończenia wymaga od niego wiele. Nie obejdzie się bez bólu. Ceną za powodzenie zadanie nie jest tylko kondycja fizyczna czy psychiczna samego Darrowa, ale i jego przyjaciół. Czy będzie w stanie poświęcić więcej niżby pragnął? A co ważniejsze, czy nie zapomni po co tam jest? Czy może stanie się jednym z nich - okrutną maszyną do zabijania pozbawioną uczuć?

Brown miażdży. Z początku ciężko było mi się wkręcić, pierwszy tom czytałam ponad dwa lata temu. Jednak tym razem nie w czasowej odległości pomiędzy lekturą obu części tkwi szkopuł. Spotkała mnie ta sama sytuacja co przy Złotej krwi. Kilka rozdziałów minęło, nim totalnie dałam się porwać książce, ale kiedy to nastąpiło, to wyłoniłam się dopiero po ostatniej stronie.

Świat intryg Złotych, bezwzględnej brutalności, nutka mitologii. Uwielbiam. Nic tutaj nie jest czarno-białe. Sam bohater jest rozdarty, co świetnie zostało ukazane przez autora. Wewnętrzny konflikt, staranie się o wybranie mniejszego zła... Jednocześnie rozumiałam Darrowa, co czasami go nienawidziłam. All these feelings, guys. Złoty Syn to synonim całej gamy emocji. Więcej tu ich niż książek w mojej domowej biblioteczce. Więcej niż zwariowanych kolorów potrafi wymyślić kobieta!

Czuję się, jakby ta książka była lontem. Lontem, za pomocą którego niezwykle sympatyczny i życzliwy Pierce Brown dosłownie usmażył mi mózg. Autor nie bawi się w półśrodki. I może to tak bardzo mnie zachwyciło. Nie starał się ukrywać ani mroczniejszych stron bohaterów, rzeczywistości, ani okrutnych zdarzeń. Wiem, że w przypadku Browna to zabrzmi absurdalnie, ale powiem szczerze, ta książka jest piękna. Jak można tak stwierdzić o czymś tak destrukcyjnym? No, mówiłam, że to absurd.

Nie mogłabym nie skomentować zmiany oprawy graficznej. Z jednej strony pokochałam pierwowzór, tamta okładka była jedną z moich ulubionych w danym roku. Ale te nowe... Chociaż wiele osób narzeka, to dla mnie są magiczne. Może i na internecie nie wyglądają specjalnie, ale na żywo - równie magnetyzujące co skrywana przez nie treść. To, co uwielbiam najbardziej, czyli okładka ze skrzydełkami, częściowo laminowana, przyjemnie gładka i miękka w dotyku. Żółty, pachnący papier. Czego chcieć więcej?

E, trzeciej części.

9/10

Książkę przesłało ukochane Wydawnictwo Drageus!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz