4/09/2016

PRZEDPREMIEROWO: Inwazja na Tearling



Tytuł: ,,Inwazja na Tearling
Autor: Erika Johansen
Wydawca: Galeria Książki
Data premiery: 13.04.2016
Ilość stron: 558


Najpiękniejsze, co może być to możliwość sięgnięcia po drugi tom zaraz po skończeniu pierwszego. Zwłaszcza, kiedy ma się do czynienia z tak intrygującą książką jak Królowa Tearlingu! Książka zaskakująco intrygująca i, jak na taką, dość znikomą, dawkę magii - czarująca. Nic dziwnego, że są spore szanse na ekranizację; pióro Eriki Johansen choć nie ma nieograniczonej władzy nad czytelnikiem, to bez dwóch zdań ma w sobie to coś.

Kelsea jest królową Tearlingu, co nie koniecznie równa się wesołemu życiu w komfortowych warunkach, z tysiącami ludźmi, robiącymi za nią wszystko, u boku. To ona walczy, to ona wypruwa flaki, robi to, co powinien odpowiedzialny, dojrzały władca. Szkarłatna Królowa jednak ani trochę jej tego nie ułatwia. Bo każdy, kto zadrze ze Szkarłatną Królową musi liczyć się z jej zemstą. A Kelsea wyjątkowo zalazła jej za skórę. Tylko czy tym razem młoda Królowa zdoła ochronić Tearling...? Czy najazd będzie końcem Tearlingu czy końcem złowrogiej władczyni? Pomóc Kelsea może nieoczekiwana osoba, tylko jaka będzie cena? Erika Johansen w kontynuacji Królowej Tearlingu ponownie radzi sobie lepiej niż dobrze.

Zacznę od dość banalnego tematu jakim jest klasyfikacja książki. Przypisanie jej do młodzieżówek... hmm, może nie zaszkodziło, ale z pewnością nie pomogło za bardzo. Nie w takim stopniu, na jaki zasługuje. Główna bohaterka jest młoda, to fakt, ale czy to wystarczy, żeby książkę Johansen wcielić w grono młodzieżówek? Wydaje mi się, że na tym powieść zdecydowanie traci. Nie chcę tu za bardzo poszaleć, ale Królowej Tearlingu bliżej jest do takich pozycji jak Gra o Tron, Władca Pierścieni. Nie chodzi o to, że jest światowym fenomenem, ale jej fabuła bardziej chyli się ku zwykłej fantastyce, niż przeznaczonej typowo dla nastolatków młodzieżówce.

Ale wracając do fabuły. Jest tak, jak w przypadku pierwszego tomu. Erika Johansen przyzwyczaiła nas do powoli rozwijającej się akcji, braku wątku romantycznego, wojen i najazdów. Ale jednocześnie wszystko to urzeka. Mimo, że bohaterowie nie pędzą na łeb na szyję, to z zapartym tchem śledzi się ich poczynania. Kelsea to jedna z fajniejszych bohaterek. Normalnie pewnie po drodze do tronu główna bohaterka miałaby co najmniej 3 facetów, 55 rozterek, i milion wahań nastrojów. Nie u Eriki Johansen. 

Osobiście uwielbiam powieści, które sprawiają, że ciężko o głęboki oddech, których akcja goni, porywając mnie za sobą, nie dając nawet krótkiej chwili odpoczynku. Dlatego tym bardziej polubiłam Inwazję na Tearling, bo tak jak poprzedniczka, utrzymywała mnie przy sobie, choć wszystko rozwijało się stopniowo, bez pośpiechu. Do osób obdarzonych nadmiarem cierpliwości nie należę, gdyby to była przeciętna książka, pewnie odłożyłabym ją po jakichś stu stronach. Sęk w tym, że to nie jest jakaś tam sobie książka. To INWAZJA NA TEARLING. To ERIKA JOHANSEN, na raj książkoholika! A obok tego nie da się przejść obojętnie.

Książki wydane w dwóch oprawach graficznych. Obie nieziemskie. Pierwszy tom mam w starszej oprawie, a drugi w nowej. A pokochałam powieści na tyle mocno, że pewnie kiedyś zainwestuję w kompletne edycje.

Wciąż nie jestem w stanie jasno opowiedzieć o swoich emocjach związanych z lekturą drugiego tomu. To trzeba po prostu przeżyć samemu. 

solidne 8/10


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki

Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwu Galeria Książki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz