4/11/2016

Czy wspominałem, że cię potrzebuję?




Tytuł: ,,Czy wspominałem, że cię potrzebuję?
Autor: Estelle Maskame
Wydawca: Feeria Young
Data premiery: 02.03.2016
Ilość stron: 360


Czy uczucie może po prostu zniknąć, jeśli tylko się postara? Czy wystarczy odległość, by zapomnieć? Czas leczy rany, ale czy i te zadane z własnej woli? Na niektóre sprawy nie ma się żadnego wpływu, nawet jeśli absolutnie jesteśmy w nie wplątani. Czasami nie jesteśmy w stanie się obronić. Chcemy tego w ogóle? Co z tego, że społeczeństwo nakazuje inaczej. Żyje się dla ludzi, wedle ich upodobań, czy dla siebie?

Estelle Maskame po raz kolejny urzeka nas historią Eden i Tylera. Dwa lata minęły od wydarzeń opisanych w tomie pierwszym, Czy wspomniałam, że Cię kocham? [recenzja], rok od ostatniego spotkania. Zaczynają się wakacje, ostatnie przed wyjazdem Eden do collegu, a jednak dziewczyna zamiast spędzić je ze swoim chłopakiem, Deanem, przystaje na zaproszenie Tylera do Nowego Jorku. Sześć tygodni z dala od chłopaka, którego kocha, za to u boku tego, w którym się zakochała dwa lata temu. Ale zauroczenie oczywiście minęło, kto to widział, żeby przybrane rodzeństwo coś ze sobą... nic ich już nie łączy. Prawda?

Łaaaa, ja wiedziałam, że tak będzie! Po raz kolejny mamy do czynienia z tymi samymi bohaterami, a jednak odmienionymi. Tyler przełamał się i prowadzi spotkania dla osób, tak jak on, dotkniętych przemocą. Eden rok temu powiedziała, że nie mogą ciągnąć z Tylerem tego, co się między nimi wywiązało. Jakoś tak wyszło, że zaczęła spotykać się z Deanem. Tylko czy jest z nim już tyle czasu, bo go kocha, czy może z przyzwyczajenia? Nie ulega wątpliwości, że jej uczucie do Tylera jeszcze nie wygasło, skoro bez większego namysłu zgodziła się do niego pojechać. Oboje, i Eden i Tyler, są bardziej dojrzali niż w pierwszej części (te dwa lata dla nastolatków robią różnicę). Chłopak nauczył się panować nad emocjami, pomagać innym ofiarom poprzez spotkania. Pozory łatwo zasłaniają prawdziwe uczucia.

Lekka młodzieżowka, ale jakże przyjemna w odbiorze. Estelle potrafi oczarować czytelników całkiem banalną historią. Nie ma w niej żadnej magii, dystopicznych elementów, żadnego "zostałaś wybrana do tego zadania, tylko ty jesteś w stanie tego dokonać". Książkę czyta się lekko i przyjemnie, jest wprost idealną lekturą na wiosnę. Autorka choć sama jest jeszcze bardzo młoda, a seria DIMILY jest jej debiutem, pisze naprawdę lepiej od niejednej doświadczonej autorki. W książce pokazuje w przystępny sposób emocje, decyzje bohaterów, nie ma jakiegoś niesmaku, bohaterów czysto idiotycznych, sztucznych frazesów. 

Niby nic specjalnego, a jednak śledzi się losy bohaterów z zapartym tchem. O tyle o ile polubiłam Tylera, Eden, matkę dziewczyny, czy przyjaciół Tylera z Nowego Jorku, tak było dla mnie nie do pojęcia, jak Eden może się przyjaźnić z Rachel i resztą "przyjaciół". Zawalili i to porządnie, nie przypominam sobie chwili, by mogli jakoś wesprzeć Eden, wręcz przeciwnie, sami ją krzywdzili i to jeszcze udawali niewiniątka, jeszcze wszystko co Eden robiła wyolbrzymiali, co do swoich czynów, oczywiście całkiem odwrotnie. O ojcu Eden wolę nawet nie wspominać. Krew człowieka zalewa. Aż żal się robi matki Tylera, że za niego wyszła. O dziwo straciłam sympatię do brata Tylera, Jamiego. Chociaż w sumie, nie ma co się dziwić, przeczytacie, to zobaczycie.

Koło połowy książki, jak do Nowego Jorku przyjechali przyjaciele Eden miałam kilka razy ochotę wyrzucić książkę przez okno. Ona mi nie zawiniła, ale ci wszyscy, którzy dobijali głównych bohaterów... miałam ochotę złapać ich za kark i zrobić sporo rzeczy, za które bym raczej medalu nie dostała. Jak można być tak podłym?

Na szczęście przeżyłam tamte chwile, a blisko było szaleństwa. Później wydaje się, że już będzie coraz lepiej, ale koniec musi przecież zachęcać do przeczytania ostatniego tomu trylogii, więc Estelle zbiera się do katowania czytelników. Z jednej strony rozumiem  t ę  decyzję, z drugiej - wielka szkoda. 

Książka mimo swej zwykłości przekazuje całą gamę emocji i coś pięknego - czytelnik nie denerwuje się na bohaterów, że zrobili to, a nie tamto. Nie wszystko idzie wedle życzenia, ale jest to, do czego doprowadzić nie potrafi wielu pisarzy - zrozumienie. Empatia. Wparcie dla bohaterów. 

Czy wspomniałem, że Cię potrzebuję? zmyliło mnie tytułem, myślałam, że tym razem historia będzie poprowadzona z perspektywy Tylera, jednak wciąż narratorką jest Eden, co uważam za słuszne posunięcie. Drugi tom, stereotypowo najsłabszy z trylogii, w tym przypadku podtrzymuje poziom poprzedniej części. Do DIMILY, do autorki żywię bardzo ciepłe uczucia i jeśli Estelle napisze kolejne książki young adult, choćby bez odrobiny fantastyki - z przyjemnością przeczytam. 

Lekka, poruszająca, piękna w prostocie. Słońce świeci przyjemnie? Macie wolne? Przeczytajcie kontynuację DIMILY, jednocześnie Was odpręży, jak i przyniesie wiele emocji.

8/10 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Feeria Young

Znalezione obrazy dla zapytania Feeria Young



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz