3/13/2016

PRZEDPREMIEROWO: Zdrada



Tytuł: ,,Zdrada
Autor: Marie Rutkoski
Wydawca: Feeria Young
Data premiery: 17.03.2016
Ilość stron: 408


Taka sytuacja. Stoję przed lusterkiem i mam ochotę parsknąć szyderczym śmiechem. Jak mogłam po raz kolejny dać się nabrać? Jak Marie mogła to zrobić? Dlaczego napisała taką petardę, po której z pewnością nie będę mogła się skupić na żadnej przyziemnej rzeczy. Kilka chwil od przeczytania kontynuacji Pojedynku, a moim ciałem już zawładnęła furia, ekscytacja w oczekiwaniu na kolejny tom. Mam niepohamowaną ochotę skakać, tańczyć, biegać jak szalona z kąta w kąt. Nosi mnie. I z wielkim trudem utrzymuję palce na klawiaturze laptopa, które wprost rwą się, by przenieść mnie na strony, na których będę mogła zamówić ostatni tom trylogii w oryginale, najlepiej w preorderze, może być nawet w niezbyt darzonej przeze mnie sympatią wersji elektronicznej. Ale niech no tylko ktoś zarządzi przyspieszone wakacje, żebym bez skrupułów mogła się zagłębić w lekturze i nie oszaleć w oczekiwaniu na nią.

To nie będzie typowa recenzja, bo żeby była w miarę racjonalne i rzetelnie napisana musiałabym ochłonąć i wszystko spisać na spokojnie, kilka razy posprawdzać. A naprawdę nie jestem pewna ile zajmie mi wyleczenie się z ogromnego kaca książkowego, którego, na wszystkie biblioteczki świata, nabawiłam się przez Zdradę. To. Nie. Jest. Normalne. To kac książkowy wszystkich kaców książkowych. Czy jest na sali lekarz?

Kestrel poświęciła własną wolność, by choć częściowe wyzwolenie zyskali Herrańczycy. By armia Imperium nie stłamsiła niedobitków rebeliantów. By zapobiec stłumieniu ledwie tlącego się płomyka nadziei, który skłonił buntowników do sprzeciwu. Zgodziła się na propozycję cesarza, by wyjść za jego syna, zostać przyszłą władczynią Valorii. Zdradziła własne serce, żeby ochronić osobę, która jako jedyna miała nad nim władzę. 

Powolnymi krokami, choć dla Kestrel wciąż zbyt szybko, zbliża się pierwszy dzień lata, w którym ma się odbyć ślub księcia Vereksa i dziewczyny. Kestrel, bez dwóch zdań, inteligenta, mądra, nie jest pewna, czy tym razem uda się się dobrze rozegrać partię, czy tym razem zdoła niepostrzeżenie wpleść się w tło pałacowych intryg i nie ponieść przy tym dotkliwszych konsekwencji. Jak się zachowa, kiedy Arin znów stanie jej przed oczami, Arin, którego potraktować będzie musiała nie jak bliskiego sercu przyjaciela, ale gubernatora Herranu. Chłód i dystans powinny rozwiać krążące wokół nich plotki. Ale jak to zrobić, kiedy wszyscy dookoła obserwują każdy jej ruch, a dziewczyna nie chce zniszczyć tej resztki więzi z Arinem, która pozostała po druzgocącym traktacie, pozornie znoszącym niewolnictwo? Arin musi po raz kolejny walczyć nie tylko o swoje prywatne pragnienia, ale o kraj, któremu grozi głód, który obawia się wzrastających podatków imperatora, mających pogrążyć Herran w rozpaczy. 

MISTRZOSTWO! Nie miałam pojęcia, w życiu bym nie pomyślała, że kontynuacja może być lepsza od pierwszego tomu, nie tylko przez wzgląd na pechowe zaniżanie poziomu przez środkowe części trylogii, ale biorąc pod uwagę fakt, jak wielkim, cudownym, genialnym tworem okazał się Pojedynek. Chyba wystawię wydawnictwu ołtarzyk, pomyśleć, że mogła mnie ominąć tak cudowna trylogia...

Nieskładnie, bo nieskładnie, ciężko inaczej po takiej pozycji, ale postaram się przekazać towarzyszące lekturze emocje, jak i te po. Nie wiem czy jakakolwiek książka kiedykolwiek tak mnie zaabsorbowała, czytałam ją niemal z namaszczeniem, śledząc kolejne litery, kartując kolejne strony, mając nadzieję, że nagle magicznym sposobem końcówka rozszerzy się i będę mogła przeczytać tom #3. Fanfary dla autorki za tak niesamowicie intrygującą książkę. Czułam, że każdy najdrobniejszy fragment ma znaczenie, nic nie było bez powodu, wszędzie kryły się tajemnice, które chciałam poznać, jak najszybciej. Nie ma tu absolutnie nic za co mogłabym autorkę zrugać. Szaleńcza sieć intryg, cała gama emocji, przelatująca przez serce czytelnika, więcej, niż czytelnik mógłby prosić. Jej! 

W końcu doczekałam się świetnie wykreowanych bohaterów. I coś, z czym wielu autorów nie umie sobie poradzić, nie było dominacji postaci Kestrel nad postacią Arina, ani odwrotnie. Oboje dopracowani do granic, powiedziałabym że warci siebie, choć tu można na różnorakie sposoby to odczytać. Czy nie spotkaliście się ze schematycznymi parami w której jedna osoba wyraźnie była tą silną i twardą, a druga zwykłą sierotą? Prędzej Bella Swan zostanie kanonem silnej kobiecej bohaterki, niż porównam schemat do Arina i Kestrel. Jestem pełna respektu, że tyle potrafią zrobić, tak się poświęcić, kiedy jednocześnie ich to załamuje. Kestrel mówiła, że nie chce iść do wojska. Sama nie przypuszcza, że jest o wiele bardziej waleczna niż wszyscy żołnierze Imperium z generałem Trajanem na czele.

Epickie! Kiedyś twierdziłam, że nie mogę wybrać ulubionej książki, bo do wielu mam sentyment? Cóż, teraz już wiecie, co po remoncie postawię na honorowym pierwszym miejscu. Od początku do końca poddałam się literaturze Marie Rutkoski. Ciężko choćby wspomnieć o tym, jak zniewalające i zwalające z nóg było zakończenie. Gdy myślałam, że może już wszystko się ułoży, że sprawy choć trochę przybiorą oczekiwany obrót, nie, musiał się pojawić ktoś jeszcze!... Ale za to wszystko właśnie kocham Marie. Za szaleńcze emocje, za to, że niczego nie można być pewnym, że jednocześnie mamy bohaterów, których możemy pokochać, wspierać, jak i tych, na których widok mam ciarki, czy których obecność mnie odrzuca. Za to, że nie zawiodłam się kontynuacją, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej wzmocniła moją miłość do trylogii. 

Genialną akcję idealnie dopełnia przepiękna oprawa graficzna, czarne wstawki na początku i końcu świetnie nadają charakteru powieści, a czcionka i świetnie obrócone numery rozdziałów tylko ciągną do siebie czytelnika. Kocham fabułę. Kocham bohaterów. Kocham Marie i już teraz kocham trzecią i ostatnią część trylogii, którą wydawnictwo zapowiada na wakacje. Zabójcza seria!

POZA SKALĄ

Za książkę dziękuję Wydawnictwu! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz