3/10/2016

Oddychaj mną



Tytuł: „Oddychaj mną
Autor: Abbi Glines
Wydawca: Pascal
Data premiery: 17.02.2016
Ilość stron: 363


Seria Rosemary Beach autorstwa Abbi Glines szturmem zdobyła serca żeńskiej [głównie, ale nie tylko] części molandii książkowej. Bohaterowie postawieni w trudnych sytuacjach, kruche życie, niesamowite emocje - wszystko to Abbi Glines opisała w tak cudowny sposób, że nie było możliwości by oderwać się od lektury, kiedy już się ją zaczęło. Perypetie grupy dorosłych ludzi z wyższej warstwy społecznej, że tak to ujmę, pozbawionych materialnych ograniczeń, miejscowych, i tych uciekających od czegoś. Kiedy już byłam pewna, że właśnie  t ę  parę bohaterów darzę największą sympatią, to Abbi Glines w kolejnej książce z serii przekonywała mnie do innych. Stała się jedną z tych autorek new adult, których książki szczerze chciałam poznawać, które mnie zaskakiwały pozytywnie i, bazując na większości pozycji z nurtu na, były więcej niż dobre. Dlatego trochę mnie zaskoczyło, że przy najnowszej powieści autorki poczułam taki zawód.


Sadie White jest tą kobietą w jej małej, dwuosobowej rodzinie, która zachowuje się jak dorosła. Jej matka, cóż, Jessica wciąż jest psychicznie na poziomie niższym niż tępa nastolatka, a jej szczęście do tragicznych facetów jest 100%, aż dziw, że nie jest to ustawka. Jessica jest jedną z tych, co to nawet nie są pewne, kto jest ojcem ich dziecka. A mówiła Sadie, uważaj... W oczekiwaniu na drugie dziecko Jessica marudzi, narzeka, ględzi, jak to jej ciężko, źle (jakby to była czyjaś wina - broń Boże jej!, co to to oczywiście nie), i korzystając z okazji, że Sadie zaczęły się wakacje, przerzuca na nią obowiązki (nie żeby już tego nie zrobiła, po prostu dorzuciła kolejne), twierdzi, że źle się czuje i każe jej za nią pracować jako sprzątaczka w pobliskiej rezydencji. Och, oczywiście używa całego swojego "uroku", zachowując się jak pięciolatka. Sadie wie, co próbuje wskórać jej matka, mając na uwadze biedne przyszłe rodzeństwo zgadza się niańczyć Jessicę na kolejnej płaszczyźnie. Nie przypuszcza jednak, że w rezydencji spotka coś więcej niż przyjaźń.

Autorka kolejny raz podsuwa nam dość mało realny związek, ale tym razem nie udaje jej się tego odpowiednio ukształtować, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi. Sadie, dojrzała, odpowiedzialna, zahartowana przez dotychczasowe życie. Jax, ulubieniec milionów, młody rockman z tysiącami sukcesów na koncie, marzenie każdej dziewczyny na planecie. A jednak nawzajem odnajdują te partie swoich dusz, które dawno zostały ukryte przed światem.

Abbi Glines popełniła tutaj kardynalny błąd, który tak mnie odrzuca od książek new adult, który znacznie utrudnia mi relacje z tym gatunkiem. "Zbrejowała" bohaterów. Zrobiła z nich ciapy bezpłciowe, po tym, jak na początku przedstawiła nam wrażliwego muzyka i twardą dziewczynę, oboje z charakterem, a przy pierwszym lepszym spotkaniu stali się naiwnymi, głupiutkimi dzieciaczkami. Mówili o miłości jak w najgłębszych harlequinach, nie oszukujmy się, tego co mieli, nie można było nawet przelotnie określić miłością, to było bardziej zadurzenie, ale jak to wyglądało!, jak u dzieci z podstawówki. Błagam, Abbi, coś Ty najlepszego zrobiła! 

Zastanawiam się, czy to nie jest kwestia zmiany wieku bohaterów, może Abbi powinna pozostać przy tych 20-30 letnich postaciach. Podczas czytania czułam się, jakby to była książka jakiegoś obcego autora, niedojrzałego emocjonalnie, a przecież Glines tyle razy udowodniła jak świetna jest w opisywaniu najdelikatniejszych momentów. Może Oddychaj mną to po prostu słabsze... miesiące autorki?

Wierzyłam w autorkę do samego końca, pomysł na książkę może nie najoryginalniejszy, nawet wykorzystany w Rosemary Beach, ale miał potencjał. Jednak słodycz i infantylność zdecydowanie przeważyły nad rozsądkiem, realnością. Ponad 360 stron, a o rutynach, rzeczywistościach bohaterów wiemy tyle co nic i ile sami się możemy domyślić. Tyle niedopowiedzeń. Właściwie nie wydarzyło się w książce nic konkretnego. Jakby autorka zapomniała o chociaż schematycznym przewrocie akcji. Tymczasem nic. I to samo czuje czytelnik. Jednym wzruszeniem ramion można skwitować całą fabułę, jeden ruch może być odpowiedzią na pytanie "i jak tam, podobała ci się książka?". Była taka sobie. Nijaka. Może być. Słodko, ale szybko się czytało. Abbi próbowała wrzucić do kotła z nieudolnością jakieś dojrzałe reakcje, poważne wydarzenia, ale wyszło to komicznie. 

Bohaterowie z pozoru mieli trudno. W gruncie rzeczy wszystko szło w dobrym kierunku, a oni sami tworzyli MarySueLand. Oczywiście nadnaturalne piękno było przypadkowe, wszędzie artystyczny nieład, cudo, och i ach! ;) 

Jeśli zamierzacie sięgnąć po dziewięciotomową serię Sea Breeze, zapoczątkowaną przez Oddychaj mną, to tylko z przymrużeniem oka i z dala od pieca, o tak żeby nie kusiło. Ja tej serii podziękuję. Cudownie bawię się z Abbi Glines, ale najwyraźniej tylko z drugą częścią jej twórczości.

5/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Pascal

Logo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz