3/26/2016

Angelfall. Penryn i świat Po



Tytuł: ,,Angelfall. Penryn i świat Po
Autor: Susan Ee
Wydawca: Filia
Data premiery: 09.04.2014
Ilość stron: 354

Na okładce wita nas zachęcający banner: ,,Aniele, stróżu mój… szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem”. Niektórzy, widząc zwroty mające na celu zahipnotyzowanie odbiorcy, odrzucają je. Powód jest prosty, za dużo już przewinęło się przez książkowy rynek pozycji, które okazują o wiele słabsze, niż ich hasła marketingowe. W przypadku Susan Ee? Zapewniam, że cała powieść jest tak magnetyzująca, jak pierwsze zdanie.

Kontynuacja jest równie intrygująca, co tom pierwszy. Cywilizacja została zgnieciona przez anioły, które stały się jej zmorą; traktowana jak robale. Jak przeżyć w świecie, gdzie człowiek jest zbędnym insektem? Jak uniknąć rozgniecenia? Jak funkcjonować, którymi ścieżkami chodzić, by odnaleźć rodzinę?

Po zakończeniu, jakie autorka zaserwowała czytelnikom w poprzednim tomie, zaniemówiłam. Nie byłam w stanie wykrztusić słowa. Szczerze powiedziawszy, nie inaczej jest przy tej części. Trochę dystopii mam za sobą, a wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Susan Ee udało się przedstawić apokaliptyczną wizję absolutnie genialnie. Mroczny klimat, strach, niepewność. To, jak emocje trafiają do czytelnika,  jak wyraźnie na niego oddziałuje świat Penryn – należy pogratulować Susan Ee takich umiejętności i życzyć ich każdemu autorowi. Oprócz tego, że powieść niezaprzeczalnie wciąga czytelnika i pochłania się ją w zastraszającym tempie, to jeszcze to nienasycenie, które pojawia się po każdym rozdziale. Ciężko przerwać lekturę, kiedy na każdym kroku pojawiają się pytania wywiercające dziurę w głowie.

Cieszy serce fakt, że autorka nie popada ze skrajności w skrajność. Aplikuje w Penryn i świecie Po ogromną dawkę przeżyć, a jednak potrafi znaleźć złoty środek. . Penryn nie ma łatwego życia, napotyka trudne sytuacje, a rycerz w lśniącej zbroi nie czeka na nią za rogiem. Jest brutalnie, momentami strasznie, ale na pewno nie infantylnie. Wątek romantyczny nie gra głównej roli, żadne ”kizi mizi” nie psuje atmosfery. Właściwie to nie wiem, czy można tu w ogóle o nim mówić. Owszem, są postacie, które mają ”predyspozycje”, Penryn wciąż jest młodą dziewczyną, ale to nie są Rywalki (Kiera Cass) w wersji z aniołami. 

Nie sposób żywić do bohaterów na poważnie negatywnych uczuć. Raffe jest aniołem. Tak, pomógł Penryn, ale to nie znaczy, że zmienił się w stalkera, który zakochał się na zabój w dziewczynie w chwili, kiedy ją zobaczył. Penryn walczy o młodszą siostrę, chociaż została zamieniona w potwora. Dla jednej małej istotki jest w stanie zrobić wszystko, choćby po raz kolejny wpakować się w środek walki aniołów. Kiedy w popularnej młodzieżowej fantastyce tyle głównych bohaterek inteligencją nie dorównuje nawet betonowi, fajnie poczytać o trochę bardziej rozgarniętej dziewczynie. 

Idealną dla mnie grubością powieści jest 300-400 stron. Oczywiście kwestia czcionki, jej wielkości… Ale dana objętość, przy odpowiednich manewrach autora, może być idealnym rozwiązaniem. Nie za dużo, żeby nie zanudzić czytelnika. Ale wystarczająco, by wciągnąć w wykreowany świat i zmusić czytelnika, by bez dwóch zdań zechciał sięgnąć po następną część. Przygoda z twórczością Susan Ee jest jak rosyjska ruletka.  Niczego nie można być pewnym, cóż, oprócz tego, że będzie to niezapomniana przygoda. Wady? Brak melisy w zestawie z książką. 

9/10

Za książkę dziękuję portalowi Gildia :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz