2/18/2016

Playlist for the Dead. Posłuchaj, a zrozumiesz



Tytuł: „Playlist for the Dead. Posłuchaj, a zrozumiesz
Autor: Michelle Falkoff
Wydawca: Feeria
Data premiery: 04.11.2015
Ilość stron: 271


Niemal od dnia w okolicach premiery książki, kiedy to ją dostałam, z trudem przychodziło mi sięgnięcie po nią. Jakoś zawsze trafiała się pozycja, na którą miałam większą ochotę, której bardziej "potrzebowałam" w danym momencie. A przynajmniej tak sobie wmawiałam. Myślę, że teraz już znam prawdziwy powód odwlekania lektury Playlist for the Dead. Nie potrafię wyobrazić sobie, co musiał czuć główny bohater po tej feralnej imprezie, na której stracił najlepszego przyjaciela. Nie potrafię postawić się na jego miejscu. Nie chcę... Samo myślenie o tym, że ktoś z moich przyjaciół mógłby... Nie, to za bardzo boli. Ta książka boli. Więc dobrze się zastanów, zanim zdecydujesz się po nią sięgnąć.

Sam dostaje od swojego kumpla wiadomość. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zawiera jedno zdanie. Ach, i dołączona jest do niej playlista. Wspominałam jeszcze o tym, że najlepszy przyjaciel Sama popełnił samobójstwo? No, tak, zdarzyło się. Dla piętnastolatka śmierć osoby, która, zdawać by się mogło, od zawsze istniała w jego życiu jako jego drugie wcielenie, jest niemal druzgocąca. Jak to się stało, że to pulchne dziecko zdecydowało się na coś takiego? Co go do tego popchnęło? Dlaczego Hayden nic Samowi nie powiedział, że coś go dręczy, że ma myśli samobójcze? Dlaczego zostawił listę piosenek, które kompletnie nic nie znaczą? Czy naprawdę Sam nie zasłużył na wyjaśnienia?

Szczerze? Myślę, że nie dałabym rady książce, gdyby była choć odrobinę dłuższa. Zaczynam sobie uświadamiać, ze jednak tego typu książki nie są na moje nerwy. To poczucie straty po bliskiej osobie, gniew, wyalienowanie... Nie mam nic przeciwko takiemu wątkowi w powieści, ale czytanie głównie o tym jest dość ciężkie psychicznie. Jestem pełna respektu do Michelle Falkoff, że podjęła się napisania takiej powieści. Sam pomysł? Łał.

Podchodząc do książki od strony technicznej. Myślę, że główni bohaterzy mogliby być trochę starsi, trochę bardziej realistycznie wyglądałyby opisy przeżyć, wydarzenia. Przyznaję też, że choć główny wątek mrozi odrobinę krew w żyłach i niejako niepokoi czytelnika, to czasami odczuwa się znużenie. Wiem, że taki książka ma wyraz, ale czy naprawdę musiało być tak negatywnie? Momentami aż zniechęca, odrzuca odbiorę. 

Playlist for the Dead to z pewnością nie jest bajka na dobranoc. To pełna uczuć, sprzeczności, cierpienia opowieść o młodym chłopaku, który na nowo poznaje przyjaciela po jego śmierci. Ciężko o niej opowiadać, to trzeba samemu doświadczyć. Jeśli ktoś oczywiście się na to zdecyduje. Jestem skonfundowana. Nie potrafię ani odradzić Wam tej książki, ani Was do niej zachęcić. Musicie sami podjąć decyzję. Osobiście nie żałuję, że sięgnęłam po książkę Michelle Falkoff. Wiem jednak, że nie przeczytam jej ponownie. Ani nie mam na nią nastroju [i raczej mieć nie będę], ani nie wciągnęła mnie na tyle, bym mimo przeżywanego podczas jej czytania bólu ponownie ją przeczytała.

6/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz