2/28/2016

Morze spokoju



Tytuł: „Morze spokoju
Autor: Katja Millay
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 19.03.2014
Ilość stron: 454


Dawno, dawno temu [mierząc zegarem książkoholika] ktoś zaproponował mi całą gamę emocji tylko w jednej powieści. Radość i smutek, wzruszenie i strach. Wszystko co najlepsze i najgorsze. Książkę, która sprawi, że będę skakać z radości i ryczeć godzinami w poduszkę. Nie pamiętam co mi przeszkodziło w spotkaniu z nią. Albo kto. Pamiętam tylko, że znalazłam gdzieś fragment, a później nijak nie mogłam się z nią spotkać. Aleeee... Co się odwlecze to nie uciecze. Niedawno miałam okazję w końcu dorwać Morze spokoju. I chyba powieść mnie pokarała, że dopiero po niemal dwóch latach od jej premiery; teraz sama nie chce zostawić mnie w spokoju. Tylko myślę o niej w wolnych chwilach i wracam do ulubionych fragmentów...

Nie chcę przedstawiać ogólnego opisu, przez który możecie uznać książkę za czysty schemat. Ona z mroczną przeszłością. On, który nie prosił się, by przyjaciel podrzucił ją pijaną do jego garażu. Znajomość, której żadne z nich nie chciało, do której żadne z nich nie chciało się przyznać, która była im potrzebna do życia, choć sami nie chcieli nawet o tym myśleć. Do ilu książek możemy te zdania przypisać? Są takich tysiące. Ale tylko Katja Millay potrafi tak rozłożyć czytelnika na łopatki.

Nie wiem, czy podziękować polecającemu czy go zbesztać. Chciałam poznać powieść Katji Millay, chciałam zobaczyć, co kryje się pod tą mroczną okładką. Bo, nie wiem, jak wy, ale ja uważam, że ona sama w sobie jest niesamowita i po części pokazuje nam, czego możemy się spodziewać. Niby całkiem normalna jak na młodzieżówkę z bohaterami po przeżyciach. Ot dwójka ludzi. Ale barwy, cienie, wszystko wskazuje, że nic nie jest takie proste. Że to nie będzie kolejne "była sobie urocza księżniczka... dzielny książę chciał...". Może to jeszcze emocje po lekturze, ale w okładce widzę cały dramatyzm, subtelny przekaz. Zupełnie jak ze stylem autorki. Niby z początku nic wprost nie zostaje powiedziane, a jednak czuje się powagę, czuje się życiowy trud i te ciemne emocje.

W każdym razie, to było coś niezwykłego. Nie dajcie się zwieść tytułowi, nic w tej książce nie jest spokojne. To istny wulkan. Walka zwykłej dziewczyny, która znalazła się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze. Która widząc się w lustrze, we wspomnieniach dostrzega zużytą i zepsutą postać, której nic nie jest w stanie naprawić. Nastya przestała się nad sobą użalać już jakiś czas temu. Straciła to, na czym zależało jej najbardziej, to co wypełniało jej życie. Muzykę zamieniła na ciszę, bo wszystkie dźwięki przypominały jej o stracie. O dziewięćdziesięciu sześciu sekundach.

Do ostatniej chwili przed zaczęciem lektury miałam jakieś wątpliwości. Przecież nieraz już się przejechałam, że powieść wychwalana przez innych czytelników za wybitne emocje była słaba, bo niby wiadomo, o co autorce chodziło, ale sposób przekazania? Eee... Katja Millay. Zapamiętajcie sobie to nazwisko. Będzie ono na szczycie listy, gdy z nudów zaczniecie spisywać osoby, które zarówno Was zniszczyły, jak i naprawiły. Które macie ochotę odepchnąć, a jednocześnie przytulić.

Morze spokoju hipnotyzuje. Powinni tego zabronić, żadna książka nie powinna mieć takiej mocy, takiego wpływu na czytelnika. To aż niezdrowe. Ale jakże wspaniałe. To jak długo oczekiwana nagroda, niespodziewany prezent, błogi sen po nieprzespanym tygodniu. To wszystko to i jeszcze więcej. Co tylko pragniesz.

9/10



Za książkę dziękuję Bonito.pl! :)
Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz