2/08/2016

Królowa i Faworytka



Tytuł: „Królowa i Faworytka
Autor: Kiera Cass
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 02.12.2015 
Ilość stron: 208


Jak szaleć to szaleć. Kiera Cass, widząc jaką popularnością cieszy się jej trylogia o bajkowej dystopii nie dość, że postanowiła ją rozszerzyć do pięciotomowej serii, to jeszcze wzięła się za pisanie dodatkowych historyjek. Jeszcze tylko, gdyby miała o czym pisać, w porządku, nie miałabym zastrzeżeń. Ale postacie z Rywalek tak się między sobą różnią… ma się odczucie, jakby to była jedna i ta sama osoba, występująca pod różnymi imionami. Podając Królową i Faworytkę do publicznego wglądu, Kiera Cass pozbawiła mnie resztek sympatii, jakie odczuwałam do opisanych przez nią postaci (bo o jakiejkolwiek kreacji bohaterów nie ma w tym wypadku mowy).

Jako pierwsza w tomie pojawia się historia królowej Amberly, matki księcia Maxona, walczącej w Eliminacjach o serce księcia Clarksona i zostanie przyszłą królową. Kiera Cass utrzymuje czytelników w przekonaniu, że chciała im przybliżyć rodziców głównego bohatera pierwszej trylogii oraz wyjaśnić, dlaczego postępowali tak, a nie inaczej, co ich zmieniło. Tylko, że Królowa niczego nie tłumaczy. Powiedzieć można, że jedynie pogrąża lady Amberly, ukazując ją jako tępą, rozchichotaną pensjonarkę. W Rywalkach przynajmniej była silną, piękną kobieta z klasą, uprzejmą i wyrozumiałą. Jej młoda wersja przekształciła się w fankę księcia Clarksona, która twierdzi, że jest zakochana w nim po uszy, że ona jest idealną kandydatką na jego żonę, że to ona powinna wygrać Eliminacje. Nie ważne, że poza publicznymi wystąpieniami go nie zna. Kogo to obchodzi? Przecież to prawdziwa miłość! Ta nowelka tylko potwierdza wcześniejsze przypuszczenia – Cass ani nie umie postarzać postaci (America w Następczyni, serii o jej córce rozgrywającej Eliminacje, zrobiła starą, chorowitą babę o zupełnie innym charakterze), ani pokazywać odmładzać. Doprawdy, postacie autorki są tak wyraziste, tak doświadczone przez życie… no, i nie zapominajmy, że są głębokie niczym wyschnięte oczko wodne! Amberly spełnia każdy rozkaz Clarksona, jest naiwna, ale przecież tak bardzo miła, piękna i utalentowana. O, i jeszcze tyle w życiu przeszła. Aż się ma ochotę pisać wiersze o jej nieogarnionej wielkości. Królowa Amberly to postać, którą spośród tej przesłodzonej i całkowicie przedramatyzowanej serii darzyłam jeszcze jakąś sympatią. Po dodatku? Wszyscy są siebie warci, nikogo mi nie żal. Pałac w Angeles to istny dom wariatów.

Druga tytułowa nowela, Faworytka, opowiada o wydarzeniach dotyczących Marlee (jednej z rywalizujących dziewczyn w Eliminacjach z księciem Maxonem jako nagrodą), skutkach jej romansu z gwardzistą przeplatanych z drogą, która ją do nich doprowadziła. Tak jak Amberly do czasu przeczytania dodatku była moją ulubioną postacią z pokolenia władców (o ile można tak określić względną sympatię), tak Marlee najbardziej mi przypadła do gustu w Rywalkach. Miałam głupią nadzieję, że chociaż ona zostanie przedstawiona ciekawie, że jej historia miłosna nie będzie tak mdła i przedramatyzowana jak pozostałe w serii. Tę postać Kiera zniszczyła jednak doszczętnie. A historia miała taki potencjał!

W tomie Królowa i Faworytka pokrótce zostały opisane także dalsze losy innych uczestniczek Eliminacji, ale już w formie faktów, a nie przeżyć.

Po pierwsze, wiadomo, że książki są niejako dziećmi swoich autorów, którym ciężko jest porzucić  stworzony przez siebie świat. Ale istnieją granice. Przecież nikt nie chce pogrążać, pogrążać i niszczyć własnych "dzieci", prawda? A tak, zapomniałam o Kierze Cass… Jej historie nie są ani odrobinę odkrywcze, ani wyjątkowe. Można powiedzieć, że autorka sama siebie dobija w końcowym dodatku, w którym odpowiada na zadane jej pytania. Sama opisuje postaci jako zbyt miłe, zbyt idealne. Nie mam zielonego pojęcia, czy kobieta myśli, że jak dorzuci to tu trochę krwi, to tam, to wyjdzie wiarygodnie? Świat Rywalek jest bardziej sztuczny i naiwny niż jakakolwiek baśń. Te przynajmniej są interesujące i zazwyczaj można się z nich czegoś nauczyć. A Rywalki i ich kontynuacje – nie bardzo.

Nudne, ckliwe dialogi, od których robi się niedobrze. Sam pomysł na nowelki nietrafiony, nieprzemyślany. Irytujące postacie, nierealne decyzje. Cała Illea pozbawiona mózgu, brazylijskie telenowele to przy tym programy popularnonaukowe.

Szkoda papieru na Królową i Faworytkę. Szkoda czasu, bo to po raz kolejny te same bzdety. Czyta się szybko, ale to chyba jedyne, co można powiedzieć dobrego o twórczości Kiery Cass. Szczęśliwi ci, którzy nie sięgnęli po jej "książki". Miejmy nadzieję, że na piątym tomie Rywalek zakończy się męka z tą wielce przerażającą dystopią.

3/10


Za książki dziękuję portalowi Gildia :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz