2/07/2016

Dziesięć płytkich oddechów


Tytuł: „Dziesięć płytkich oddechów
Autor: K.A. Tucker
Wydawca: Filia
Data premiery: 18.06.2014
Ilość stron: 417


Moje spotkanie z K.A. Tucker zaczęło się w trochę innej kolejności niż wskazuje na to chronologia tomów. Zacznę od tego, że nie wiedziałam, że książki autorki są ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane, poza tym niejedna osoba wypowiadała się, że nie ma konieczności czytania powieści Tucker w takiej kolejności w jakiej są one wydane. I tak oto, za pierwszy tom wzięłam się dopiero po przeczytaniu drugiego i trzeciego, czyli po Jednym małym kłamstwie [recenzja] i po Czterech sekundach do stracenia [recenzja]. Czy to mi przeszkodziło w delektowaniu się tomem pierwszym? Ani trochę. Właściwie z powyższych przeczytanych przeze mnie części nie pamiętam wielu konkretów, trochę miesięcy temu je czytałam, jedynie wiedziałam kto z kim będzie, ale jeśli są to główni bohaterowie powieści to ciężko, żeby się nie zeszli, prawda?


Nie mogłam się doczekać, aż pochłonę tę powieść. Zabrałam się za nią zaraz z nowym rokiem, ignorując wszystko wokół. K.A. Tucker to jedna z niewielu autorek new adult, które potrafią mnie oczarować każdym rozdziałem. Sztucznie przedramatyzowane harlequiny to nie moja kategoria. Lubię od czasu do czasu oderwać się od fantastyki, dystopii i przeczytać coś bardziej realnego. Ale nie o weltschmerzu i użalaniu się nad sobą bez powodu. Trzęsie mną jak widzę bohaterów o wielce okrutnej przeszłości, o tym jak to są poszkodowani przez życie. Nie mam pojęcia, co dzieje się w głowach pisarzy, kiedy "kreują" takie głębokie postacie, i chyba nie chcę wiedzieć. K.A. Tucker - jedna z nielicznych spośród poznanych przeze mnie autorek new adult, które potrafią opisać uczucia, ciężkie przeżycia bohaterów i jednocześnie nie odstraszać czytelników, a wręcz przeciwnie. Żeby napisać wzruszające i pełne emocji new adult nie wystarczy nadać kilku bezpłciowym tworom ludzkie imiona i nawrzucać krzyków, pisków, namiętności, farmazonów. Trzeba mieć podejście. Trzeba stylistycznie zachwycać odbiorców. Trzeba rozumieć, co to znaczy dobre new adult i czego czytelnicy po takim oczekują. Chyba nie muszę dodawać, że Tucker spełnia wymagania?

Akcja toczy się kilka lat po wypadku samochodowym, w wyniku którego zginęli rodzice Kacey i Livie, a także przyjaciółka i chłopak Kace. Tylko ona jedna przeżyła, Livie była w tym czasie w domu. Kacey twierdzi, że to ona jest winna śmierci bliskich, bo to ona prosiła rodziców, żeby po nią przyjechali. Gdyby nie wykonała telefonu pijany kierowca nie uderzyłby w samochód rodziców dziewczyn. Gdyby nie to, ona i jej młodsza siostrzyczka Livie wciąż miałyby rodzinę... zamiast tego trafiły do ciotki, która wszystkimi kłopotami obarcza Kacey i straszy ją Bogiem, i do wujka ze skłonnościami pedofila. Kacey decyduje się zabrać siostrę i uciec, zacząć nowe życie daleko od koszmarów. Nie wie, że nie uwolni się od dawnego życia, póki się z nim nie rozliczy.

Uwielbiam dosłownie każdą postać w tej powieści, w ogóle w serii. Nawet taka drugoplanowa postać jak Ben, ochroniarz, zaskarbił sobie moją sympatię, cieszę się, że i jemu Tucker poświęciła osobną powieść, ostatnią z czterech, za którą będę się mogła wkrótce zabrać. Nieszablonowe postacie to jeden z wielu plusów twórczości tej Pani. Fakt faktem, że niektóre zdarzenia są do przewidzenia, ale mimo to z zapartym tchem śledzi się poczynania bohaterów. To się nazywa dobra pozycja, do której warto wracać. To jest coś, co warte jest miejsca na półkach wśród elit literatury. 

Strony pochłania się w rekordowym tempie, wzrok nie nadąża za sercem, które już, teraz, zaraz, natychmiast chce wiedzieć, co będzie dalej. Nie radzę czytać tej powieści przed ważnym spotkaniem; kiedy musi się człowiek wyspać, odprężyć. Bo Dziesięć płytkich oddechów nie da ci odpocząć, dopóki z nimi nie skończysz. A raczej dopóki one nie skończą z tobą. Absolutnie absorbująca książka, która wprost poniewiera uczuciami czytelnika. Wypełniona emocjami po brzegi. To coś więcej niż zwykłe new adult. To książka, w którą autorka włożyła całe swoje przepiękne serce. I to widać. K.A. Tucker może być pewna, że żadnej jej powieści nie pozostawię nieprzeczytanej. Mam tylko nadzieję, że uda mi się je przeczytać bez dostania zawału w trakcie lektury. Bo, wierzcie mi, niedaleko do niego przy takiej autorce.

Polecam wszystkim tym, którzy szukają dobrej historii z miłością, tragizmem, przedstawionej w cudowny sposób. Czytanie Dziesięciu płytkich oddechów jest jak rozpakowywanie ogromnego prezentu, ekscytujące od początku do końca.

8,5/10

Za książkę serdecznie dziękuję Księgarni książka i prezent


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz